Restauracja Marina – piękny widok na dobry smak


Restauracje znajdujące się przy wrocławskiej marinie wydają się żyć w zupełnie innym ekosystemie, w pewnym oderwaniu od reszty gastronomii. W cudownej oazie pośrodku miasta, z genialnym widokiem roztaczającym się z jednej strony na Uniwersytet, z drugiej na Odrę oraz Nadodrze. Lokalizacja stanowiąca swego rodzaju samograj, choć już takie Food Art Gallery nie podołało wyzwaniom stojącym za prowadzeniem restauracji w tym miejscu. Nie wiem dlaczego, ale nie byłem wcześniej w restauracji Marina – siostrzanej dla Przystani, gdzie od lat Szefem Kuchni jest Karol Sankowski. Marina niejako uzupełnia ofertę Przystani, tworząc ciekawy mariaż kuchni śródziemnomorskiej z produktami polskimi.

Wnętrze w ciągu dnia rozświetlają ogromne okna, przez które do środka wpadają promienie słoneczne, z kolei wieczorem robi się bardziej nastrojowo, a przygaszone światła nieźle kontrastują z rozświetlonym gmachem Uniwersytetu Wrocławskiego. Atrakcyjne, zwłaszcza w ciepłe letnie wieczory, są stoliki na tarasie, natomiast wystrój lokalu dość mocno kierunkuje go w stronę marynistycznych klimatów, czego doświadczyć można później również na talerzach.

Nie da się rozpocząć oceny Mariny od innego elementu, niż obsługi. To level niedostępny dla 90% wrocławskich restauracji i trzeba przyznać, że wiedza, umiejętność zachowania się oraz podejście kelnerów robi wrażenie. Rozpoczynamy więc z wysokiego C.

Przeglądając wcale nie tak krótkie menu można szybko przekonać się, że zdecydowanie dominują w nim ryby oraz owoce morza, co ucieszyć powinno każdego miłośnika tych specjałów, choć i mięsożercy nie powinni narzekać na wybór dań. Na dzień dobry lekka, zwiewna przystawka z burratą w roli głównej. Ten cudnie delikatny, aksamitny, kremowy ser (26 zł) pojawia się na talerzu w towarzystwie pomidorka, świeżych liści szpinaku oraz lekko podpieczonego ziemniaka i pociętego w cieniutkie paski szparaga. Kupuję tę kompozycję za świeżość. Dalej trafiamy na coś jeszcze lepszego. Ravioli z bażantem (42 zł) oraz krewetkami skradają moje serce. Ciasto jest idealnie sprężyste, a mięsny farsz intryguje ilością umami. Mogę śmiało powiedzieć, że ravioli są genialne. Przegrzebki (42 zł) z majonezem z czosnku niedźwiedziego i skwarkami trafione w punkt, delikatne, z wytrawnymi dodatkami, a zarazem bardzo lekkie. Ukoronowaniem setu przystawkowego jest tatar (42 zł). Drobno przesiekana polędwica ma niemal kremową teksturę, a jej szlachetny smak podkreśla charakterna gorczyca. Dymny aromat nadaje starterowi innego wymiaru, podobnie jak starta przy stoliku trufla. 

Ośmiornica z kiełbasą z dzika (76 zł) nie wygląda na talerzu przesadnie estetycznie, ale jest idealnie miękka i przyjemnie współgra z soczystymi pomarańczami. Podsmażone plastry kiełbasy są zbite i wprowadzają lekko wędzonkowy posmak, stanowiący przeciwwagę dla łagodnej ośmiornicy z mackami. Sposób podania krwiście czerwonego rostbefu (116 zł) też trochę zaskakuje, ale samo mięso sprawia dużo radości. Kawał soczystego, a przy tym kruchego steka zyskuje na tym, że u jego boku wylądowały proste, nieskomplikowane dodatki, wybijające atuty wołowiny na piedestał, których dodatkowym podkreśleniem jest esencjonalny demi glace.

Czy Marina to restauracja wyróżniająca się na tle wrocławskiej gastro śmietanki? I tak, i nie. Nikt tu nie odkrywa kuchni na nowo, nie sili się na gonitwę za trendami, a po prostu przygotowuje dania pełne smaku, bez wpadek, z dobrym produktem. Atutem jest wspomnienia na początku obsługa oraz absolutnie fantastyczne otoczenie, co już samo w sobie stanowi magnes zachęcający do odwiedzenia restauracji w marinie. Marina na duży plus.

Restauracja Przystań&Marina

ul. Ks. Witolda 2

FB

Total 26 Votes
11

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments