Portofino – oryginalna włoska żenada


Nie jest łatwo pisać takie teksty. Piękny lokal, duże halo przed otwarciem, odważne hasła, piękna historia i tylko jedno nie pasuje do całości – brak happy endu.

Akcja dzieje się na ulicy Zwycięskiej. Słynnej od jakiegoś roku z niezliczonej ilości przyzwoitej gastronomii otwierającej się na przestrzeni kilkuset metrów. Shrimp House, Przystań, Gluten Appetit, Chleboteka, Bułka z masłem, no i jeszcze jedna do kolekcji, największa z wymienionych restauracji, a jednocześnie największa niewiadoma – Portofino.

Portofino początkowo miało być kawiarnią Columbus, ale chyba komuś z wyliczeń wyszło, że kawiarnia w tak wielkim lokalu mogłaby być pewnym problemem. Pojawiła się więc restauracja. Zgodnie z nazwą na witrynie – z autentyczną włoską kuchnią. W pierwszej chwili wszystko wygląda tu obiecująco. Jest chwytliwe logo, przestronne, widać że nietanie wnętrze i piec Neapolis – pierwszy elektryczny do wypieku pizzy neapolitańskiej. Co może pójść nie tak?

Zaczynamy zabawę, a uwierzcie, mieliśmy ze znajomymi sporo ubawu w trakcie tej wizyty, ale tylko do momentu, kiedy irytacja i złość przeważyły szalę.

Wpadamy w niedzielę około godziny 17.30. Znajomy jest pierwszy i prosi o stolik na ogródku. Ogródku złożonym, jakby oczekującym już zimowej przerwy. Specjalnie dla nas pojawia się jednak stolik z kilkoma krzesełkami, po czym pada pierwsza groźna informacja – krewetek brak. Zasiadamy i dłuższą chwilę studiujemy kartę. Kartę złożoną z niezliczonej ilości dań, w dodatku rozpisanych tak nieczytelnie w trzech językach naraz, że ciężko zrozumieć co jest czym. Kiedy jednak dochodzimy do jakichś ustaleń i zaczynamy zamawiać, a kelner dopytuje m.in. o rodzaj sosu do steka, jak poparzony do stolika dopada właściciel i głosem nieznoszącym sprzeciwu oznajmia, że na dania z kuchni czekać trzeba godzinę, więc możemy wziąć dla siebie jedynie pizzę. Spojrzeliśmy po sobie, spojrzeliśmy po wolnych stolikach obok i tylko uśmiechnęliśmy się porozumiewawczo. Wybór padł na pięć pizz, a czas oczekiwania nie miał przekroczyć 25 minut. Sporo, pomyśleliśmy, nie zdając sobie sprawy, że to tylko początek spektaklu.

Woda i lemoniada o smaku wody docierają szokująco szybko w kontekście tego, co wydarzyć się miało później. Po 30 minutach oczekiwania nasze żołądki zaczęły domagać się jedzenia, ale to w dalszym ciągu nie nadchodziło, podobnie jak wyraźnie zakłopotany kelner. Kumacie to uczucie, kiedy chcecie złapać wzrokiem kelnera, a ten wiedząc, że nie ma zakomunikowania dobrych wiadomości, ucieka czym prędzej jak najdalej od stolika? Taka sytuacja miała właśnie miejsce kilkukrotnie, a udało się nam złapać wspomnianego jegomościa w momencie, kiedy goście ze stolika obok, którzy przyszli po nas, otrzymali pizzę i… danie z karty. Otrzymaliśmy informację, że nasze placki właśnie wychodzą z pieca.

Jak się okazało, musiały przebyć daleką drogę, bo kolejnych 25 minut spędziliśmy na ogródku bez żadnej informacji na ich temat. Co ciekawe, jakieś 20 minut po nas do lokalu wkroczyli elegancko ubrani panowie z rezerwacji, którzy podczas naszego oczekiwania na zamówienie nie dość, że zdążyli zamówić, to jeszcze zjedli pizzę i oczywiście inne potrawy z karty, po czym opuścili Portofino. Wtedy nasza cierpliwość się skończyła, a ręce zaczęły marznąć. Na nasze pytanie o cholerną pizzę, na którą czekamy ponad 50 minut, usłyszeliśmy, że: zaraz będzie.

Kabaret jednak nie miał końca, a kolejni goście odbijali się od obsługi i wychodzili z lokalu, inni z kolei nerwowo spacerowali do sąsiedniej Bułki z masłem, żeby zobaczyć, czy wszędzie odbywa się tak żenujące widowisko. Z Bułki jednak nikt nie wychodził, a wręcz przeciwnie – kolejne grupki wchodziły do i tak już pełnego wnętrza.

Po godzinie nie wiedzieliśmy czy się śmiać, czy płakać i postanowiliśmy wziąć sprawy w swoje ręce. Poprosiliśmy o stolik wewnątrz i natychmiastowe działanie. Pizza znalazła się po kilku minutach, podobnie jak zaginione krewetki u pani z sąsiedniego stolika, co pokazało raz jeszcze, że w Portofino są równi i równiejsi.

Pizza? Prostokątna, podana na drewnianych deskach, które sprawiają, że brak już miejsca na talerze. Mniejsza jednak o to. Na pytanie, czy otrzymaliśmy pizzę neapolitańską, uzyskaliśmy zapewnienie, że oczywiście tak. Myślę, że kilku pizzaiolo w Neapolu przewróciło się w tym momencie w grobie. Focaccia surowa na rantach i spalona wewnątrz. Pizza? Ciasto suche, chrupiące, bez żadnych cech neapolitańskiego. Ktoś powie – to dobrze, bo nie lubię pizzy w stylu neapolitańskim. No i super, tylko po co wtedy pisać i mówić, że się taką robi? Chciałbym Wam napisać więcej na temat smaków, ale wiecie co? Szkoda na to czasu. To jest po prostu wstyd.

Najlepsze jednak jeszcze nadchodziło. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy podchodząca do nas Pani właścicielka, na naszą sugestię o zmianę włoskiego pizzaiolo, znanego z tego, że przerobił już prawdopodobnie wszystkie wrocławskie pizzerie i w żadnej nie zabawił na dłużej, usłyszeliśmy, że ten rozmawia tylko po włosku i nie rozumie co się do niego mówi. Chyba rozumiemy skąd taka pizza w takim razie. W ramach przeprosin za kłopoty zaproponowano nam kawę, ale odmówiliśmy z racji wcześniejszego zamówienia. Z kolei na trzy desery otrzymaliśmy dwa, bo tylko tyle zostało. Całe szczęście ja od miesiąca nie jadam słodyczy.

Jak to stwierdził Pan kelner – zdarzają się jeszcze problemy. Oczywiście pewne kłopoty z obsługą zdarzają się w restauracjach zaraz po otwarciu. Kiedy jednak pojawiają się one na taką skalę, jak w Portofino, to świadczy o jednym – ludzie, którzy zabrali się za ten biznes, nie mają o nim żadnego pojęcia. Żadnego. Co zresztą widać na każdym kroku. Kwintesencją była sytuacja, jaką zauważyliśmy już po zapłaceniu i wyjściu z restauracji. Otóż ci jakże zapracowani i nieogarniajacy kucharze w liczbie sztuk trzech wybyli przed Portofino na papieroska. Jednego, potem drugiego, a kolejni goście wychodzili nieobsłużeni…

Powiem otwarcie – podobnej patologii nie widziałem w tak dużej wrocławskiej restauracji od dawna. Brak jakiejkolwiek organizacji, kontroli i smaku. Zero wyczucia w obsłudze gości, brak informacji o tym, że kuchnia nie wyda dań na czas, kłamstwa i traktowanie innych lepiej, kosztem drugich. Nie, tu nie ma co dawać drugiej szansy, skoro ktoś z własnej woli odmawia składania zamówień.

Aha, tiramisu jest smaczne.

Portofino

Zwycięska 45

FB

Total 152 Votes
39

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments