Gdzie zjeść i co pić w Lublinie – 7 sprawdzonych miejsc


Przenosiny naszych przyjaciół z Krakowa do Lublina okazały się świetną okazją do ponownego odwiedzenia tego drugiego miasta. Od razu odkopałem notatki, spytałem Was o podpowiedzi, aż w końcu stworzyłem przewodnik dla Was – gdzie zjeść w Lublinie.

STREETFOOD

Munchies Lublin

Pozwolicie, że zacytuję coś, co już napisałem o tym miejscu:

Lublin początkowo wydawał mi się być delikatną gastronomiczną pustynią, ale po wejściu do Munchies sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Ekipa działająca wcześniej w Warszawie, od dwóch lat funkcjonuje w Lublinie i ma się świetnie. Podobnie jak świetne jest ich uliczne jedzenie. Uliczne, ale czuć w nim sznyt osób rozumiejących kuchnię, mających wyczucie smaku oraz doświadczenie. Proste poutine, czyli frytki z cheddarem, sosem oraz polikiem wołowym urastają do rangi foodpornowego cuda, podobnie zresztą jak kanapka z udkiem w panierce czy skrzydełka w koreańskim stylu. Wszystko oczywiście z frytami, pełne smaku, zbalansowane. Takiego streetfoodu życzyłbym sobie we Wrocławiu. Munchies to na spokojnie koncept mogący sprawdzić się również w największych miastach w Europie.

Kołłątaja 5, Lublin | FB

ŚNIADANIE

Enzo Muratore

Ze śniadaniami w Lublinie mieliśmy największy problem, bo większość z polecanych miejsc proponuje banały w postaci jajecznicy i omletów z rukolą. Enzo Muratore to palarnia, stąd zapach wypalanej kawy wita nas od drzwi i właśnie ten napój odgrywa główną rolę. Niejako dodatek stanowi kilka śniadaniowych pozycji w cenach… Hmmm, jakby to powiedzieć? Tak, w szokująco niskich cenach. 16,90 zł za śniadanie z kawą do wyboru to promocja, tym bardziej, że dania są przyzwoite. W moje smaki najlepiej wpisała się kanapka z łososiem i ricottą, żona zjadła klasyka z guacamole i jajkiem sadzonym. Dla dzieci został gofr z owocami i bitą śmietaną. Jeśli potrzebujecie zjeść poranny posiłek w centrum Lublina, idźcie właśnie tam.

Staszica 1, Lublin | FB

AZJA

Thai Story

Naszym priorytetem było znalezienie jakiejś wietnamskiej knajpki z racji tego, że wujek mojej żony – Kazimierz Kwiatkowski, pochodzący właśnie z Lublina, to najsłynniejszy Polak w Wietnamie, słynący m.in. z konserwacji świątyń w My Son oraz uratowania zabytków w Hoi An. Skończyło się na odwiedzeniu rodziny oraz grobu na lubelskim cmentarzu, a wietnamskiej kuchni nie udało się odnaleźć. Trafiliśmy za to na tajską, i był to strzał może nie w dziesiątkę, ale tak w ósemkę jak najbardziej. Najlepsza w zestawieniu okazała się zupa tom kha, pełne smaku są Po Pia Phak, a więc tajska odsłona sajgonek, pozytywnie zaskakuje także Pad Ka Prow z mięciutką wołowiną. Sam lokal jest spory, dużo miejsc znajdziecie na klimatycznym ogródku, a dużym plusem jest sama lokalizacja tuż przy starówce.

Peowiaków 2, Lublin | FB

OBIAD

Mandragora

Prawdopodobnie najczęściej polecana restauracja w Lublinie. Znajdująca się na samym Rynku Mandragora to restauracja kultywująca tradycje żydowskiej kultury i kuchni przedwojennego Lublina. Na dzień dobry przywita Was żydowska muzyka, świetna jest tu obsługa – zdecydowanie najlepsza z miejsc, które odwiedziliśmy, a jedzenie na mocno zadowalającym poziomie. Wybierzcie kaczkę z owocami, mocno sezamowy hummus czy gęsie pipki. Być w Lublinie i nie zjeść w Mandragorze będzie poważnym błędem.

Rynek 9, Lublin | FB

Święty Michał

Kiedy pytałem Was o to, gdzie zjeść w Lublinie, słyszałem mnóstwo głosów – idź koniecznie na najlepsze żeberka do Świętego Michała. Uczciwie przyznam, że nie dowierzałem, bo te najlepsza najczęściej wypadają… najgorzej. Tym razem jednak był to strzał w dziesiątkę. Żebro za 34 zł to jakiś gigant, który ledwo mieści się na sporym talerzu. Duży kawał grillowanego mięsa w słodkawej marynacie, do tego frytki i coleslaw. Może nie są to najlepsze żebra świata, ale umówmy się – uczciwa robota, więc nie wahajcie się. Pozostałe pozycje z menu może nie robią tak dobrego wrażenia, ale wszystko jest na sensownym poziomie, biorąc pod uwagę, że to turystyczna starówka sporego miasta. Dodatkowo w doskonały nastrój wprowadziła mnie karta piwa. Okazało się, że Święty Michał to jednocześnie największy multitap w mieście z kilkunastoma kranami piw rzemieślniczych. i to naprawdę dobrych piw – widać, że selekcja nie jest przypadkowa. Deska z czterema próbkami kosztuje 19,90 zł, więc udało się popróbować sporo fajnych pozycji.

NA PIWO

Browar Zakładowy

Browar Zakładowy znam oczywiście doskonale nie tylko ze względu na niezwykle trafiającą w moje gusta oprawę wizualną swoich piw, ale przede wszystkim za ich jakość. Świetne trunki pijam regularnie we Wrocławiu, a będąc w Lublinie głupio byłoby nie wpaść do ich pubu firmowego choćby na łyczka zakładowych specjałów. Sam pub zlokalizowany jest dość zaskakująco, bo na pierwszym piętrze budynku Centrum Spotkania Kultur w Lublinie. To prawdopodobnie najdziwniejsza miejscówka dla multitapu ever, ale trzeba przyznać, że ma to swój klimat, zwłaszcza kiedy idąc na piwo przechodzi się obok wielkiej reprodukcji obrazu Jana Matejki. Co pić w Zakładowym? Na pewno mocno chmielone ipy oraz kwasy.

Plac Teatralny 1 | FB

SŁODKIE

Anabilis

Cukiernia bez wielkich tradycji, za to z nowoczesnym sznytem, w pięknym, jasnym lokalu z wielkimi witrynami tuż przy Rynku. Codziennie zjecie tu kilkanaście różnych smaków lodów, smakujących najlepiej ze wszystkich, jakich próbowaliśmy na miejscu. Do tego kawa i smaczne ciastka od tiramisu po klasyczne domowe wypieki.

Lubartowska 7 | FB

BONUS

Nie robiliśmy w Lublinie wiele poza jedzeniem, ale udało się odwiedzić jeszcze kilka ciekawych miejsc. Może wiedza o nich przyda się Wam podczas zwiedzania tego jakże klimatycznego miasta.

Spacerujcie, po prostu. Centrum Lublina pełne jest wąskich uliczek, które pozwalają poczuć kameralną atmosferę tego wcale niemałego miasta.

Zjedzenie cebularza – symbolu miasta oraz wypicie Perły – słabej, należy do obowiązków każdego przybysza spoza Lublina.

Jeśli podobnie jak ja i moi synowie jesteście fanami żużla, pewnie wiecie, że tutejszy Motor i jego kibice należą do najbardziej rozpoznawalnych w Polsce. My nie mogliśmy sobie odpuścić wizyty na stadionie, pomimo, że rozgrywane był tylko zawody młodzieżowe.

O Centrum Spotkania Kultur czytaliście już przy okazji wspomnienia o pubie Browaru Zakładowego. Warto wjechać na czwarte i piąte piętro, zanim na pierwszym napijecie się piwa. Na samym dachu znajduje się zielona oaza, mnóstwo drzewek oraz ule, w których powstaje miejscowy miód. Ciekawostka dla dzieci, widok na całe miasto oraz niemały strach związany z przechodzeniem po najwyższym piętrze budynku.

Muzeum wsi lubelskiej to punkt obowiązkowy, jeśli wybieracie się do Lublina z dziećmi. Sporo ciekawostek, zwierzęta na wolności oraz możliwość namacalnego spotkania z kulturą okolicznej wsi. Zdecydowanie warto tu przyjechać.

Spodobał Ci się mój tekst? Polajkuj go, udostępnij, a po więcej zapraszam na Instagram oraz fanpage. Używajcie naszego wspólnego, wrocławskiego hasztagu #wroclawskiejedzenie

Total 53 Votes
5

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments