Biggy – wchodzić bez kalkulatora kalorii!


O tym, że właściciele Iggy Pizza potrafią robić gastro biznesy na dobrym poziomie, było wiadome od dawna, czego Iggy najlepszym potwierdzeniem. Od jakiegoś czasu domyślałem się, że niebawem – na fali sukcesu, postanowią otworzyć kolejne miejsce. Obstawiałem pizzę i faktycznie tak się stało – w dodatku drzwi w drzwi z poprzednią restauracją, ale wybór jej rodzaju już tak oczywisty nie był.

Kiedy myślę sobie o Iggy, w pierwszej chwili do głowy przychodzi mi ich charakterystyczny neon, przy którym społeczność instagramerska namiętnie robi kolejne zdjęcia do swojej kolekcji. W Biggy, bo właśnie tak nazwane zostało nowe miejsce na Kuźniczej, neonów jest jeszcze więcej, a samo kolorowe wnętrze robi spore wrażenie i na pewno zapada w pamięć. Może się podobać lub nie, ale to nowoczesne połączenie neonów z trzema oczojebnymi kolorami na długo zapada w pamięć. Na końcu długiego lokalu umiejscowiono spore okienko z widokiem na kuchnię, w której ustawiono piec przelotowy oraz grille.

Detroit pizza to styl automatycznie kojarzący się ze Stanami. Pełen przepychu, a jednocześnie wywodzący się z przemysłowego Moto City, w którym to właśnie w 1946 roku przypadkowo odkryto, iż używana dotychczas przy produkcji aut niebieska stal może świetnie sprawdzić się do wypiekania placków, bo ma dużą żywotność i świetnie przewodzi ciepło. We Wrocławiu coś na styl Detroit robiła dotychczas Express Pizza.

Właśnie ta pizza na grubym cieście oraz burgery są główną osią działalności Biggy. Trzecią jest piwo, warzone dla restauracji przez browar Roch. Po wejściu czuć luźny, trochę filmowy, amerykański styl, cała załoga ubrana jest w jednakowe, żółte uniformy. Zamówienia z krótkiej, składającej się z dziesięciu pizz oraz czterech burgerów karty, realizuje się przy kasie, a po opłaceniu do naszych rąk trafia brzęczyk, dający głośno znać, kiedy nasze jedzenie jest gotowe do odbioru.

Na pierwszy strzał idą burgery i od razu muszę zaznaczyć, że choć ostatnio burgerów raczej wielu nie jadam, to znając ten rynek, ustawiam je z automatu w topie. Najlepszy jest, bez wielkiego zdziwienia, Cheesus (25,90 zł) z solidną porcją wołowiny oraz potrójnym, stopionym, ociekającym cheddarem. Całość zamknięto w sprężystej bułce ziemniaczanej, która skutecznie przyjmuje wszystkie sosy, ale nie namaka przesadnie. Największym atutem jest jednak sama wołowina – mieszanka kilku różnych części, soczysta, dobrze sklejona przez ser. Dobra rzecz! O.G. Hamburger już takiego wrażenia nie robi, ale to już także moje osobiste preferencje, bo nie do końca rozumiem to nudne połączenie konserwowego ogórka z pomidorem. Za Cheesusa jednak podwójne brawa. Do zestawu dobrać można grube, mięsiste, frytki (8 zł).

Osobna historia to wspomniana na początki pizza w stylu Detroit. Z listy wybieramy klasykę, a więc pepperoni Super Roni (25,90 zł). Czym charakteryzuje się Detroit style pizza? Wyznacznikiem jest oczywiście grube ciasto wypiekane we wspomnianych blaszkach, duża ilość sera oraz zapiekający się na chrupiąco na rantach ser, dodający kolejnej tekstury.

Powiedzmy sobie otwarcie – to, co trafia na nasz stolik to jakiś potwór! Skrojona na sześć części pizza wygląda, jakby miała wystarczyć… dla sześciu osób. Ciasto jest wysokie na kilka centymetrów, ale po przekrojeniu widać delikatne pęcherzyki, potwierdzające, że ciasto garowało przez jakiś czas. Sera jest mnóstwo, pepperoni mogłoby być lepszej jakości, a widok placka na dzień dobry wywołuje stan przedzawałowy. Nie wiem ile tysięcy kalorii się tam znajduje, ale na pewno bardzo dużo.

Przyznam, że nie sprawia mi wielkiej przyjemności jedzenie takiego pampucha. Ilość tłuszczu lekko powala, a żołądek potrzebuje czegoś dodatkowego na trawienie. Co nie zmienia faktu, że to moje odczucia, a wielu z Was zapewne w pierwszej kolejności pomyśli o Biggy na kaca.

Wróżę Biggy spory sukces, bo Polak kocha dużo jeść. Polak wymaga dużych porcji, a ta pizza jest ogromna, ma mnóstwo kalorii i mnóstwo sera. Doceniam odpowiednie wstrzelenie się w rynek i ładne opakowanie produktu, ale mnie osobiście ta pizza nie podnieca. Myśląc jednak racjonalnie wiem, że każdy kto przyjdzie na Kuźniczą na pizzę, przyjdzie właśnie po tę ilość kalorii. Nikt nie będzie spodziewał się tu napoletany, która jest za ścianą. Biggy trafia do młodych – mocnym jedzeniem i stylem, z Biggy nie wychodzi się głodnym, do Biggy na pewno będą ciągnąć tłumy. Jeśli nie, bardzo się zdziwię. Jeśli jednak miałbym wrócić, to na burgera, nie pizzę.

Biggy

Kuźnicza 10

FB

Total 28 Votes
9

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments