Bistro u braci – nie do końca wykorzystany potencjał na Kozanowie


Kozanów to dla mnie kraina kompletnie nieodkryta zarówno pod względem gastronomicznym, ale i jako region miasta, gdzie naprawdę rzadko bywam, który nieczęsto eksploruję. Wystarczy zerknąć na listę relacji z tej okolicy na blogu, żeby się o tym przekonać. Na moje usprawiedliwienie działa trochę fakt, że wiele pod względem kulinarnym się tu nie dzieje. Ba, gdyby powiedzieć, że nie dzieje się nic, mało kto mógłby posądzić nas o wprowadzanie kogokolwiek w błąd.

Tym bardziej pozytywnie zaskoczyło mnie, że po latach posuchy, w miejscu fatalnej pizzerio-restauracji włoskiej La Terrazza, otworzyło się Bistro u braci. Długo nie mogłem tu trafić, ale wyświetlający się od czasu do czasu profil na Facebooku mocno zachęcał ciekawym menu oraz zgrabnie wykonywanymi fotkami potraw.

Lokal jest bardzo duży, do tego na zewnątrz mieści się kilka stolików z widokiem na niespecjalnie uczęszczaną ulicę Dokerską. Właśnie ogródek wybraliśmy, korzystając z prezentu w postaci pięknego słońca, jaki sprawiła nam aura w ostatni letni weekend w roku. Po przyjściu okazało się, że wielkość lokalu stanowi jednak pewien problem, kiedy wewnątrz odbywa się impreza zamknięta. Takowa miała miejsce podczas naszej wizyty, w związku z czym pierwsze potrawy trafiły na nasz stolik po 45 minutach, co do specjalnie chwalebnych wyników nie należy.

W menu poza pozycjami faktycznie kojarzonymi z bistrowym klimatem, pewnym zaskoczeniem jest obecność burgerów i pizzy. Ja rozumiem pewne wymagania związane z lokalizacją oraz koniecznością dostosowania się do otaczającej rzeczywistości, ale nie ukrywam, że moje myśli w takiej sytuacji kierują się w stronę rozumowania na zasadzie – wszystko i nic, chęć przypodobania się wszystkim. Jak dla mnie opcje z menu bistro zupełnie by wystarczyły, aby stworzyć swój wyjątkowy charakter. Pomyślałem jednak, że jeśli ktoś zabiera się za robienie pizzy, robi to na tyle dobrze, żeby faktycznie móc się nią chwalić. Po testach mogę śmiało stwierdzić, że chwalić się nie ma czym. Oczywiście w temacie pizzy.

Co ciekawe, samą pizzę zamówiliśmy po 15 minutach od złożenia zamówienia na pozostałe dania, a dostaliśmy ją jakieś 15 minut przed nimi. Rozumiem, że piec był mniej eksploatowany. Margherita (12 zł) jest przede wszystkim przypalona od spodu, co nakazuje sądzić, że wypieka się ją pewnie w blaszkach. Głód spowodowany oczekiwaniem na obiad sprawił, że nie było czasu na narzekanie i zjedliśmy, aby zaspokoić pierwsze łaknienie. Ogólnie jednak jest to pizza zjadliwa i niech to wystarczy za komentarz. Jak dla mnie swoim poziomem nie zasługuje na obecność w menu, bo nie stanowi wartości dodanej. Kwaśny pomidor, blade, niedopieczone i pełne bąbli, świeże ciasto, to nie jest odpowiedni poziom.

Nie chciałbym jednak, żeby pizza zdominowała narrację na temat Bistro u braci, bo zdecydowanie nie jest tego warta, a i pozostałe jedzenie na to nie zasługuje. W ramach przystawki, choć podanej w tym samym czasie, co dania główne, występuje chłodnik pomidorowy (10 zł). Jest mocno pomidorowy, a charakter ten równoważy maślanka. Miłośnicy soku pomidorowego powinni być zadowoleni, bo jednak gęstość można uznać za problem numer jeden tej zupy. Smakowo ciekawie, choć brakuje tu konkretu – ciężko tak wiosłować łyżką, aby zjeść cały talerz wody.

Strozzapreti z krewetkami (32 zł) to klasyczny, lekki makaron we włoskim stylu. Morski posmak, czosnek, wino, tutaj wszystko ze sobą gra, bo i grać musi. Schab z kością (32 zł) to w sumie też klasyka, raz jeszcze udana. Mocno palony demi glace nadaje ducha całemu daniu, sam schab to spory, nie za suchy kawałek wieprzowiny, z duszoną kapustą i trochę bezpłciowymi ziemniaczkami. Kompletnie niezrozumiałe jest dla mnie z kolei risotto wege (27 zł). Niezrozumiałe smakowo i już nawet nie mówię o rukoli narzuconej na wierzch talerza, choć ani słowa o niej w menu. Sama tekstura i twardość ryżu na tak, ale cukinia, por i fasolka szparagowa to zdecydowanie za mało, aby na talerzu ukształtował się konkretny smak. Mdłe i zamulające to wszystko i bez wyrazu, a szkoda, bo z wielką chęcią zjadłbym wyraziste risotto w wersji bezmięsnej.

Jak ocenić Bistro u braci? Nie ukrywam, że miałem nieco wyższe oczekiwania. Cześć jedzonych przez nas potraw miała sporo smaku, ale brak mi w nich pewnego polotu i odwagi przy komponowaniu składników. Można powiedzieć, że są to dania dość bezpieczne, podobnie jak bezpieczna jest pizza, bo ta przecież zawsze się sprzeda. Uważam, że potencjał tego miejsca i okolicy jest tak duży, że nie trzeba porywać się na pomocnicze zabiegi w postaci pizzy i burgerów. Nie zmienia to faktu, że Bistro jest najlepszą opcją w okolicy, więc jeśli pytacie – Gdzie zjeść na Kozanowie, odpowiadam – w Bistro u braci. Jeśli mogę coś poradzić, to wyrwać się ze szponów łatki średnich osiedlowych knajpek, gdzie można zjeść wszystko i jeśli robić pizzę, to pyszną, jeśli robić burgery, to dwie pozycje, a nie zawracać sobie głowę kartą jak w burgerowni. Powodzenia!

Bistro u braci

Dokerska 3 

FB

Total 29 Votes
10

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments