Shakshuka Wrocław – czasami lepsze jest wrogiem dobrego


Kilka dobrych miesięcy wcześniej zastanawiałem się, dlaczego w lokalach przy Kuźniczej, tuż przy gmachach Uniwersytetu Wrocławskiego , brak życia gastronomicznego. Wyszło na to, że potrzeba było pierwszego zapalnika – kawiarni FC Caffe, aby w końcu rozruszać te zaniedbane wcześniej rejony okolic Rynku. Tuż obok pojawiła się później jeszcze jedna kawiarnia, a od października również miejsce, w którym można sporo zjeść. Dokładniej w lokalu dzielonym z FC Caffe, założonym przez tych samych właścicieli, nazwanym na cześć bliskowschodniej szakszuki – Shakshuka Wrocław.

W początkowych tygodniach działalności do karty trafiły jedynie wege i wegańskie potrawy, w tym rzeczone szakszuki oczywiście, ale stali bywalcy wege grup Facebookowych z Wrocławia nie zdążyli się specjalnie nacieszyć tym stanem rzeczy, bo po niedługim czasie w social mediach nowej miejscówki ogłoszono, że w ramach dostosowywania się do większej grupy odbiorców, mięso jednak będzie. Cytując:

Wychodzimy naprzeciw oczekiwaniom wszystkich naszych gości

O ile mi osobiście deklaracja na temat dodania do menu potraw mięsnych nie robi wielkiej różnicy, tak już sam sposób komunikowania trochę tak. Przyznam, że mam spory dystans do każdego, kto chce się dostosować do wszystkich. Dokładnie wtedy, kiedy jednym z niewielu wyróżników w napełnionym świecie gastro jest specjalizacja. Nic to jednak, postanowiliśmy przetestować co i jak z tym menu, bo jednak sam pomysł luźnej restauracji w studenckim zagłębiu od początku wydał mi się ciekawy.

Co ciekawe, moje pierwsze podejście do Shakshuki okazało się nieudane, bo wiedziony myślą, że szakszuka to danie stricte śniadaniowe, wybrałem się na Kuźniczą na poranny posiłek właśnie bez wcześniejszego sprawdzenia godzin otwarcia opisywanego przybytku. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy szarpnięcie klamki nic nie dało. Jak byk na drzwiach wypisano – otwarte od 10. Myślę sobie, że śniadaniownia w tym miejscu, w dodatku towarzysząca niemal bliźniaczej w kwestii wystroju kawiarni, to idea, nad którą warto się zastanowić.

Pierwszą rzucającą się w oczy kwestią jest lekkie poddenerwowanie. Nie wiem czy wynika z wprowadzenia nowego menu, czy sporej liczby gości, ale było to zauważalne. W efekcie nasze zamówienie otrzymywaliśmy w trzech partiach, co sprawiło, że każda osoba z naszej trójki jadła osobno. Żeby jednak być uczciwym, obsługa informowała na bieżąco o pojawiających się kłopotach, przepraszając za możliwe niedogodności, co cenię sobie bardzo mocno. Najgorszym rodzajem zachowania w podobnej sytuacji jest przemilczenie, co zdarzyło się już choćby w słynnym Portofino. Jakże lepiej przyjmuje się do wiadomości konieczność dłuższego oczekiwania na jedzenie, kiedy ktoś grzecznie poinformuje cię o takim fakcie i zupełnie szczerze pokaże swoje zakłopotanie tym spowodowane. W moim przypadku następuje pełne rozgrzeszenie, co nie sprawia, że ktoś w Shakshouce musi popracować nad dograniem tak istotnych szczegółów.

Dobra, do brzegu, a więc jedzenia, bo się zanudzicie tymi blogerskimi narzekaniami. Każdy z nas wybiera swoje bao, każdy inne, i to właśnie każde z nich ląduje u nas osobno. Ląduje, czy też sami to lądowanie fundujemy, ponieważ w lokalu obowiązuje samoobsługa, a o gotowości potraw do wydania informuje charakterystyczny dźwięk coraz bardziej popularnych brzęczków. Co może Was zaskoczyć, jeśli zamówicie podobny zestaw, jak my? Otóż wszystkie trzy bao, choć z różnymi składnikami głównymi, podane są z jednakowym miksem dodatków, co jednak nie gra, jak powinno. Umówmy się, że co pasuje do polika wołowego, niekoniecznie musi pasować do sera halloumi, i na odwrót.

Najlepiej z całego pampuchowego towarzystwa wypada bao z szarpaną wieprzowiną (17 zł). Delikatne, poszarpane na niewielkie włókna mięso, spory i miękki pampuch oraz wspomniany wcześniej miks dodatków – roszponka, majonez szczypiorkowy, majonez buraczany, grana padano starte na spore plasterki i piklowana rzodkiew. Faktycznie tutaj zagrało to całkiem nieźle, do przeżycia w opcji z halloumi (18 zł), ale już w przypadku policzka wołowego (19 zł) muszę powiedzieć stanowcze nie. Mięso przygotowano przyzwoicie, choć pewnie gdyby sama wołowina okazała się jeszcze bardziej miękka, nikt by nie płakał. Problemem numer jeden jest forma złożenia bao – całe mięso, bez grama sosu ląduje na dnie zawiniętego na pół pampucha. Problem numer dwa – nijak roszponka z dwoma majonezami oraz serem grana padano nie stanowi jakiegoś odbicia dla mocnej smakowo wołowiny. Trzeba sobie jasno powiedzieć – stosowanie tych samych składników przy składaniu bułek z dwoma różnymi rodzajami mięsa zakrawa na lekkie szaleństwo, nie mówiąc o możliwym bardzo szybkim znudzeniu się klientów.

Zdecydowane pochwały należą się za szakszukę z hummusem (16 zł). To jest konkret podpowiadający mi, że właściciele jednak powinno iść w pierwotnym, wege kierunku, bo te smaki zwyczajnie się zgadzają. Smak został idealnie zbalansowany, ostrość współgra ze słodyczą, a kremowy hummus automatycznie wprowadza uśmiech na twarz, jawiąc się jako umiejętne odbicie w tym kuminowym aromacie. Wszystko jest tu na miejscu, łącznie z jajkami, poza jednym – marynowane jalapeno pasuje tu, jak pięść do nosa. Sporą konsternację wywołuje u mnie gulasz z ciecierzycy (16 zł). Z jednej strony już od przyniesienia do stolika porywa zapachem, z drugiej nie jestem w stanie pojąć idei tej potrawy. Na zdominowanym przez kulki ciecierzycy talerzu, znalazła się również papryka, cukinia i bakłażan, a wszystko to wymieszano z bardzo rzadkim, mocno cynamonowym sosem, który jednak w żadnym wypadku nie chciał mi się skojarzyć z gulaszem. Gdyby całość okazała się bardziej gęsta, a mocno ziołowy smak udało się trochę oczyścić czymś odświeżającym, prawdopodobnie wypadłoby lepiej.

Co myśleć o restauracji Shakshuka? Dobre pytanie. Od początku czułem, że to miejsce z potencjałem i na pewno się nie pomyliłem. Widać tu jakąś myśl, choć czuć też pewne objawy błądzenia. Czy uda się pokierować restaurację na dobre tory? Trzymam za to kciuki, ale zalecam dalszą pracę nad organizacją oraz smakami, które w takim bliskowschodnio-azjatyckim miksie potrafią zadziwić najbardziej wybrednych. Na ten moment jeszcze sporo jest do poprawy, ale jak wspomniałem – liczę na sporo dobrych rzeczy w tym miejscu w przyszłości. Czasami nie warto rezygnować z początkowych planów, bo choćby ja, a ze mną spora część jedzących poza domem ludzi, chętnie jemy wege potrawy, jeśli tylko posiadają odpowiedni ładunek smakowy.

Shakshuka Wrocław

Kuźnicza 31

FB

Total 23 Votes
5

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments