Iggy Pizza – śniadaniowy optymizm


Dotychczas Iggy Pizza kojarzone było – i słusznie – jedynie z wypiekaną zgodnie ze sztuką pizzą neapolitańską, z imponującymi rantami oraz dobrymi składnikami. Swoje dla promocji Iggy robił również lokal – trochę cukierkowy, neonowy, trafiający do młodych. Możliwe, że już niedługo wymieniając nazwę Iggy pomyślicie również o śniadaniach, które pod koniec roku trafiły do ich menu.

Lubię sobie ponarzekać na łamach bloga na wrocławskie śniadaniownie, które poza kilkoma wyjątkami mówiąc dosłownie, bawią się w kalkomanię, kopiując wszystko to, co już było, w dodatku bardzo często nieumiejętnie. Te kolejne suche omlety, bajgle z rukolą i nieudolnie przygotowane croque madame potrafią mocno zdenerwować głodnego człowieka. Na szczęście ktoś w Iggy Pizza wykonał trochę pracy, zrobił research i umiejętnie dobrał pomysł na śniadania do całego konceptu. Jak wyszło? Nader pozytywnie.

W momencie pisania tego tekstu śniadania w Iggy dostępne są jedynie weekendowo, ale mam dziwne przeczucie, że dość szybko trafią również do codziennego rozkładu dnia pizzerii z Kuźniczej. Aby przetestować tutejsze poranne posiłki, zebraliśmy chłopaków z rana, wsiedliśmy w auto, po czym zrobiliśmy kilka kółek wokół Rynku, aby przebić się przez wszystkie stojące na zakazach samochody jarmarcznych gości, aż w końcu dotarliśmy na miejsce. Lokal jest okazały, długi, nowoczesny i ze wspomnianymi, rzucającymi się w oczy jeszcze z ulicy neonami.

Zestawienie śniadaniowych propozycji, jak na weekendową akcję, imponuje rozmachem. Dostępnych pozycji jest sporo, a gdyby spróbować je w jakikolwiek zaklasyfikować, to chyba pokusiłbym się o opisanie ich, jako podejście do tematu włosko-amerykańskiego foodpornu. Może trochę skomplikowanie, ale właśnie takie było moje wyobrażenie, widząc menu.

Na początek coś dla młodych – omlet z dżemem (12,90 zł). Klasyka, zawinięty na trzy, oprószony cukrem pudrem. Kazek i Gutek dość jednoznacznie ocenili jakość, prosząc o dokładkę i domówienie kolejnej porcji. Osobiście rozpoczynam delikatniej, z włoskim sznytem, od burraty (27,90 zł). Ta cudowna kuleczka, skrywająca w sobie pyszną, kremową zawartość już od jakiegoś czasu należy do moich faworytów. Z czterech dostępnych wersji wybieram pierwszą, z pomidorkami, bazylią i czosnkiem. Tego ostatniego jest jakby trochę za dużo, co objawia się przesadnym aromatem, rozchodzącym się dookoła. Ogólnie jednak burrata przyjemnie wprowadza każdego z nas w błogi stan.

Jajko i awokado to niewątpliwy hit ostatnich lat w restauracjach na całym świecie. W wydaniu Iggy to dwa jajka sadzone ułożone na oliwie (24,90 zł). W skład zestawu wchodzi jeszcze posmarowana wyrazistym, dość słonym pesto bazyliowym grzanka, a także połówka awokado ze szczypiorkiem i gruboziarnistą solą. Połączenie awokado i pesto w sumie nieoczywiste, ale udane, choć gdyby udało się to wszystko skontrować jakimś kwasem, pewnie też nie byłoby źle. Mocno foodpornowo wypada Croque signore (21,90 zł), a więc tost z dużą ilością ciągnącej się mozzarelli i ostrej, poruszającej kubki smakowe kiełbasy nduja. Powiem tylko, że to mokry sen każdego człowieka na kacu, piękne połączenie glutenu, tłuszczu i ostrości. Jestem absolutnie na tak!

Mocne uderzenie smaku stanowi również kanapka z mortadelą (19,90 zł) na moim absolutnie ulubionym chlebie od Pawła Dudały z piekarni Plon. Ta popularna ostatnimi czasy wędlina trafiła na konkretną kromę chleba w towarzystwie rukoli, majonezu pistacjowego, oliwy truflowej i karczochów. Dużo się tu dzieje, smaki przenikają się, choć aromat trufli oraz moc majonezu dają znać o sobie przede wszystkim. Kwintesencją tematu pod tytułem: śniadania w wykonaniu Iggy jest pozycja o wdzięcznej nazwie Italian english (26,90 zł). Są dwa jajka sadzone, jest charakterne pecorino romano, jest w końcu konkretny, gęsty, mocno pomidorowy sos bolognese, a do tego chrupiący, chrupiący bekon, pełen umami grillowany pomidor oraz główny bohater – frytki z sosem truflowym. Kto mówił, że nie można jeść frytek na śniadanie? Widząc po stolikach dookoła, to właśnie ta propozycja cieszy się największym powodzeniem i w sumie nie dziwię się, bo to typowo foodpornowe podejście do tematu, a przy tym z zachowaniem konkretnego smaku i tekstur. Na koniec jeszcze tost z brioszki z owocami i konfiturą (17,90 zł). Prostota, świeżość, słodkość, nie trzeba tu wiele dodawać.

Jak na tle wrocławskiej śniadaniowej czołówki wypada Iggy Pizza? Wygląda to i smakuje naprawdę nieźle, stanowi niezłą alternatywę dla tych ledwie kilku lokali z przyzwoitymi śniadaniami w okolicach wrocławskiego Rynku. Oby każda z restauracji zabierających się za poranne posiłki we Wrocławiu robiła to na poziomie Iggy, a będzie dobrze. Ja stawiam plusik i czekam na rozwój wypadków, w którą stronę pójdą śniadania z Iggy. Planujcie weekend i smacznego.

Iggy Pizza

Kuźnicza 10

FB

Total 8 Votes
1

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments