Czarna Trufla pizza&pasta – czy uda się wypełnić lukę na Dąbiu?


Piętnaście lat temu pokonywałem trasę do zameczku nad Odrą, prowadzącą od ulicy Wróblewskiego, poprzez Wittinga, aby dotrzeć na ostatnią chwilę na odbywające się w tym miejscu zajęcia podczas studiów na wrocławskiej Akademii Wychowania Fizycznego. O ile dobrze pamiętam, w zameczku przy Rzeźbiarskiej odbywały się zajęcia z fizjoterapii. Nie o tym jednak, bo po drodze mijaliśmy zawsze opuszczoną wieżę przy ulicy Wiwulskiego, która jeszcze w Breslau była jednym z elementów sporego browaru Engelhardta. Jakież było moje zdziwienie, kiedy prowadzeni przez nawigację do restauracji Czarna Trufla pizza&pasta, ujrzeliśmy naprawdę sporej wielkości osiedle niewysokich bloków, zmieniające pamiętany przeze mnie dyskretny charakter okolicy w element wielkomiejskiej części miasta.

Osiedle stoi już od jakiegoś czasu, wieża doczekała się porządnego remontu, a w międzyczasie dość spektakularną porażkę zaliczyła działająca przez chwilę w tym miejscu restauracja Projekt Wieża. Na początku stycznia z kolei ruszyła kolejna próba gastronomicznego ożywienia tej okolicy, a czas wydaje się być idealnym dla właścicieli, bo dopiero co zamknęła się inna dość popularna restauracja niedaleko – Olszewskiego 128.

Do Czarnej Trufli zawitaliśmy w słoneczną sobotę, kiedy temperatura spłatała figla zimie, a termometry wskazywały szesnaście stopni na plusie. Taka pogoda sprzyja rodzinnym wypadom i rzeczywiście poza nami w restauracji znajdowało się kilka familii z dzieciakami. Już na wejściu czuć zresztą, że dzieci może nie tyle potraktowano priorytetowo, co zauważono tu potencjał właśnie wśród rodzin z młodszym pokoleniem. Na niższym piętrze restauracji znajduje się kącik specjalne pomieszczenie, składające się z dwóch pokojów z ogromną ilością przestrzeni i zabawek dla dzieciaków. Plusem jest, że miejsce zostało kompletnie oddzielone od sali jedzeniowej oraz drugiego piętra Trufli, więc obaw nie muszą mieć wszyscy ci, dla których dzieci w restauracji to zło wcielone.

Ten rodzinny klimat odzwierciedla również samo menu – można powiedzieć, że dość klasyczne dla restauracji osiedlowych we Wrocławiu. Jakieś włoskie elementy, przeplatające się z polskimi wpływami, pizzą, a jakąś próbą znalezienia własnego ja jest tutaj nawiązanie do nazwy, a więc umieszczenie w kilku pozycjach w karcie trufli.

Na dobry początek pochwała dla obsługującego nas pana – szacun za luz, sprawność działania, ogarnięcie i naturalne przejście na ty, bez zbędnego panowania sobie w tak w sumie luźnym miejscu. Sorry za jakość fot, ale niestety mój fotograficzny zmysł mnie zawiódł i przy ciężkim żółtym świetle zwyczajnie nie ogarnąłem niczego dobrego. Nic to jednak, ważniejsze jest samo jedzenie.

Tatar w dymie (29 zł) to reprezentant popularnego w ostatnim czasie stylu dymienia mięsa pod przykryciem, choć poza faktycznymi walorami grubo zmielonej, bardzo przyjemnej wołowiny, specjalnych atutów dymnych nie uświadczyłem. Wszystkie dodatki ułożono dookoła wołowiny, a tym najbardziej charakternym – bez zaskoczeń, okazała się pasta truflowa. Dopiero pisząc te słowa doczytałem, że miała być tam też trufla, ale jej nie odnotowałem. Jako miłośnik truflowych posmaków, przemawia do mnie taki motyw przewodni, natomiast trochę brakuje w tym wszystkim przełamania i większego balansu, a suszony pomidor nie wystarcza. Margherita (19 zł) jest chrupiąca, niespecjalnie wyrośnięta, choć po przekrojeniu rantów widać, że ciasto trochę popracowało, wytwarzając lekką siatkę glutenową. Trzeba sobie powiedzieć jasno – to taka średnia półka osiedlowa, z sosem pełnym ziół. Daleko tu do wysoko stawiającej poprzeczkę wrocławskiej czołówki, natomiast lekka praca przy cieście powinna pomóc, zwłaszcza że patrząc na atrakcyjne zdjęcia z facebookowego profilu, jest jeszcze spore pole do działań nad równą formą. Pomidorówka (11 zł) w wersji dziecięcej to zabielone słodkie pomidory z makaronem. Narzekania być nie powinno.

Na drugi strzał idą dwa makarony. Gnocchi z sosem truflowym (27 zł) to talerz pełen smaku, choć za sprawą raz jeszcze mocno przytłaczającej pasty i ciężkiego mascarpone, jednak lekko przyciężkawa pozycja. Trochę zabrakło mi tu tej włoskiej lekkości, choć grzechem byłoby powiedzieć, że było niesmacznie. Niespecjalnie atrakcyjnie prezentuje się tagliatelle z wołowiną (39 zł), w którym również występuje pasta truflowa, ale tutaj pojawiają się również borowiki i ostateczny smak kieruje się właśnie w taką grzybową stronę, a cieszyć może na pewno lekkość polędwicy wołowej dodanej tu w sporej ilości.

Co ciekawe, pomimo moich kilku zamieszczonych powyżej uwag, wyszliśmy z Czarnej Trufli z uśmiechem na ustach i z poczuciem nieźle spędzonego czasu. Cenowo również wygląda to nieźle, a smak? Tutaj jest na pewno nad czym pracować, choć to też kwestia oczekiwań, z jakimi udajemy się do podobnych restauracji. My wpadliśmy na luźny obiad z dzieciakami, które miały miejsce do zabawy, aby nie przeszkadzać innym gościom, zjedliśmy względnie przyzwoicie, więc mogę Wam polecić jedno – idźcie, spróbujcie. Z moich uwag – na pewno radziłbym rozsądniej korzystać z pasty truflowej. Nawet ta z niższą zawartością trufli do najtańszych nie należy, a nie sztuką jest ją dorzucić do każdego dania, a wielką umiejętność wykazuje ten, który odpowiednio zbalansuje ten specyficzny, mocny smak i aromat. Trzymam kciuki za powodzenie, bo ta okolica ewidentnie potrzebuje nowych gastro miejscówek na odpowiednim poziomie, choćby ze względu na Wasze częste pytania – gdzie zjeść niedaleko wrocławskiego ZOO. 

Czarna trufla pasta&pizza

Wiwulskiego 27/1

FB

Total 12 Votes
1

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments