Mac&cheese – prosty przepis na serowego potwora


Nie poznałem w swoim życiu ani jednej osoby, która przeszłaby obojętnie obok ciągnącego się, gorącego sera. Owszem, poznałem osoby, które nie lubią przesady i narzekają na nudę jednego z najdziwniejszych, a zarazem jednego z najbardziej popularnych dań na świecie. Pomyślałem sobie, że pokaże Wam mój przepis na Mac&cheese, a więc kompletnie popieprzoną, chorą potrawę, która jest kwintesencją przesytu, kaloryczności, niezdrowego jedzenia, czyli… wszystkiego tego, co tak bardzo kochamy.

Punktem wyjścia do mojego przepisu były rozmowy ze znajomymi, dla których sam mac&cheese – czy to w formie dodatku do dania głównego, czy jako głównego bohatera na talerzu, jest nudny, mdły i w sumie bezsensowny. I nie mogę się nie zgodzić, ale tylko ze względu na większość restauracyjnych doświadczeń, podczas których spotkałem się z tym – a jakże – amerykańskim specjałem. Zwyczajowo do mieszanki serów trafiają banalne sery, mąka użyta do zagęszczania zostaje na języku, a całość faktycznie jest mdła i nie ratuje jej klasycznie dodawany boczek.

We Wrocławiu trafiłem na trzy ciekawe podejścia do tematu – mac&cheese w formie panierowanych kulek w Browarze Stu Mostów, interesująco robi to Cheese is more, a spore wrażenie zrobił na mnie mac and cheese z Młodej Polski. Ta ostatnia wersja przypadła mi do gustu najbardziej, a że jestem psychofanem nduji, postanowiłem pokazać swoją, jeszcze mocniejszą wersję.

Jak już napisałem, odrzucam opcję z robieniem beszamelu, do którego następnie dorzucamy ser. Uważam to za niespecjalnie potrzebny zabieg – nie chodzi tu oczywiście o trudność w przygotowaniu beszamelu, ale jakoś nie pasuje mi opcja zagęszczania sosu mąką. W mojej głowie w mac&cheese pierwsze skrzypce grać ma ser. Ale nie banalny cheddar pomieszany z goudą, jak to często bywa w oglądanych przeze mnie przepisach. Co ciekawe, spotkałem się nawet z barwieniem całego dania kurkumą, aby ostatecznie osiągnął ładny kolor, co już doprawdy ubawiło mnie po pachy.

Jaka jest moja wiza i przepis na mac&cheese? Nieskomplikowana, a jednocześnie wyrazista. Umówmy się, mac&cheese nie ma być eleganckim daniem o niskiej kaloryczności, którym się nie ubrudzimy. Zdecydowanie skapnięcie na białą koszulę jest tutaj pożądane, choć raczej obstawiam, że skorzystacie z poniższego przepisu, popijając piwo ze szwagrem. Bo jakoś nierozłącznie mac&cheese kojarzy się z alkoholem, kacem, a także daniem przeznaczonym na cheat day. Co nie oznacza, że połączenie makaronu z serem ma być nudne i bez wyrazu. Wręcz przeciwnie.

Pierwsza kwestia – sery. Dobrałem według swoich upodobań, wyłączając stosowaną często gorgonzollę, której smak nigdy specjalnie mi nie pasował. Startuję do klasyki – cheddar oraz mimolette, dające mocny, pomarańczowy kolor oraz świetną topliwość, którą zawdzięczają wysokiej zawartości tłuszczu. Dla przeciwwagi przydałoby się coś wędzonego, więc idę we włoski, należący do moich ulubionych ser Scamorza. Jestem wielkim fanem dymnych posmaków w kulinariach, więc nie mogło go tutaj zabraknąć. Nie mogło zabraknąć również niezniszczalnego parmezanu. Nada od nam odpowiedniej słoności, ale i słodyczy. Fajnie, żeby pojawił się jeszcze jakiś polski element. Dorzucam mój ukochany polski ser – Bursztyn, lekko ostry, wyrazisty. Na koniec jeszcze – głównie dla zwiększenia ciągliwości, dorzucam edam. Taki zestaw zdecydowanie mi odpowiada, dlatego właśnie wspomniana mieszanka trafia do mojego sera z makaronem.

Jest jednak jeszcze jeden, niezwykle ważny element, który wchodzi w rolę game changera. Nduja to kalabryjska, bardzo tłusta, ostra kiełbasa z papryczkami pepperonicno, doskonale sprawdzająca się na pizzy w towarzystwie ricotty, w sosach do makaronów, ale i do mac&cheese. Tak, tak, moi kochani. Nie trzeba wykorzystywać zgranego na wszystkie strony boczku. Nie dość, że nduja zapewni nam piękny, czerwonawy kolor, doda lekkiej ostrości, która podbije smaki użytych serów.

Ok, co będzie nam potrzebne do przygotowania mac&cheese z ndują?

Składniki:

  • 120 g sera scamorza
  • 120 g sera cheddar
  • 120 g sera mimolette
  • 100 g sera bursztyn
  • 60 g parmezanu
  • 80 g edamu
  • śmietanka 36% – 250 ml
  • mleko 3.2% – 200 ml
  • szparagi
  • 100 g kiełbasy Nduja
  • sól
  • pieprz
  • ugotowany makaron – 500 g

Wykonanie:

  1. Ścieramy lub też kroimy na malutkie kawałki wszystkie sery.
  2. Kroimy kawałek kiełbasy Nduja.
  3. Gotujemy makaron – u mnie akurat ten zwany powszechnie kolankami. Nie przegotowujemy jednak, odcedzamy cały jeszcze chwilę przed osiągnięciem stanu al dente.
  4. Na patelni lub w rondlu rozgrzewamy śmietankę oraz mleko. Kiedy zacznie się gotować i redukować, dorzucamy całą porcję nduji.
  5. Dorzucamy garściami sery, mieszając cały czas, aby nie przywierały i nie grudkowały się.
  6. Solimy i pieprzymy.
  7. Kiedy po wrzuceniu całego sera otrzymamy gładką masę, mamy gotową podstawę pod końcowe danie. W przypadku zbyt gęstej masy, dolewamy trochę śmietanki.
  8. W międzyczasie kroimy w cienkie plasterki surowe szparagi.
  9. Odcedzamy makaron.
  10. Nagrzewamy piekarnik na 200 stopni, ustawiamy termoobieg.
  11. We właściwym pojemniku, który można umieścić w piekarniku, mieszamy makaron oraz sos, aby każda część została oblepiona.
  12. Wstawiamy naczynie do pieca i zapiekamy przez kilka minut do momentu pojawienia się pierwszych przepieczeń na powierzchni.
  13. Wyjmujemy naczynie, posypujemy szparagami, startym parmezanem oraz ewentualnie dodajemy kawałek zimnego masła – masła nigdy dość!
  14. Jemy!

Podpowiedzi

  1. Tak, to danie jest kaloryczne.
  2. Jeśli nie potrzebujecie zapiekania makaronu, możecie go zjeść od razu po wyjęciu z patelni – jako danie główne lub dodatek do niego.
  3. Zalecam, aby nie mieszać całości makaronu z całym sosem, bo szybko może okazać się, że sytość dania nas pokona. Sos nawet jeśli zastygnie, świetnie nadaje się do odgrzania, a pod wpływem temperatury doskonale się rozpuszcza, uzyskując pożądaną konsystencję.
  4. Próbujcie sosu na każdym etapie przygotowywania, aby wiedzieć czy smak Wam odpowiada, żeby nie przesadzić z ostrością czy słonością.
  5. Wbrew pozorom, nie jest to danie tanie. Do najtańszych nie należy ani nduja, ani porządny cheddar, o scamorzie i parmezanie nie mówiąc. Tak to już jest – można zrobić to na tanim składniku, ale smak już nie będzie tak dobry.
  6. Wybierzcie makaron, jaki lubicie. Sprawdzi się tu rigatoni, wstążki, niekoniecznie spaghetti.
  7. Szparagi w moim przepisie spełniają dwie role – ich słodki, świeży smak wprowadzą odświeżenie.  Fakt, że są świeże i chrupiące, pozwalają wprowadzić do kremowej struktury coś chrupiącego. Jeśli nie traficie na sezon szparagowy, bawcie się formą i korzystajcie z tego, co macie pod ręką.

Spodobał Ci się mój wpis? Polajkuj go, udostępnij, a po więcej zapraszam na Instagram oraz fanpage. Używajcie naszego wspólnego, wrocławskiego hasztagu #wroclawskiejedzenie

Total 21 Votes
1

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments