PartyNice street food – lepsza twarz food trucków


Jeśli pandemia miała okazać się dramatem dla stacjonarnych restauracji, to w przypadku food trucków należałoby powiedzieć o tragedii w trzech aktach. Tragedii związanej z odwołaniem większości imprez plenerowych, pogodą, a także – w dalszym ciągu – zrozumiałym strachem większości gości przed wizytami gdziekolwiek. Jak jednak pokazuje sytuacja w okresie tuż po odmrożeniu branży gastronomicznej, właściciele food trucków kombinują jak mogą i niektórym wychodzi to naprawdę nieźle.

Dość szybko do roboty zabrała się ekipa Mo’jo sandwiches, ustawiając swoje auto na terenie Agro Hotelu przy Zwycięskiej jeszcze w trakcie trwania pandemii, po jakimś czasie pojawił się też food truck z burgerami, a następnie auto dobrze znanego OKAMI. Przyznam, że na pomysł opisania tej streetfoodowej miejscówki wpadłem kilka tygodni temu, nawet wybrałem się tam w wolnym dniu, ale… nie znalazłem ustawionych trucków. Nie wiem jak, ale nie znalazłem. W końcu zdecydowałem się na jeszcze jedną próbę, wybrałem sobie dość starannie termin, planując akurat weekend, podczas którego gościem na placu miał być truck Pastrami Summer z Leszna.

Traf chciał, że z planowanego słonecznego weekendu zrobiły się dwa ulewne dni, ale skoro decyzja zapadła, wyruszyliśmy całą rodzinką. W weekend także dlatego, aby uniknąć stania w korku na Zwycięskiej, ale jak widzicie na drugim zdjęciu – nie ma znaczenia, jaki jest dzień. Auta na całej długości ulicy stoją non stop. Totalne szaleństwo i podziwiam Was wszystkich, którzy mieszkacie w tych okolicach.

Od deszczu choć minimalnie chroniły nas rozstawione parasole, które w teorii mają pozwolić uniknąć mocnych promieni słonecznych. Z każdego auta zamówiliśmy po daniu, zmoczyliśmy buty, schowaliśmy się pod wspomniany daszek i czekaliśmy. O dziwo, podobnych wariatów pojawiło się kilku i w porze obiadowej rozpoczął się całkiem spory jak na te warunki ruch. 

Pierwszy strzał – Pastrami Summer. Leszczyńskiego food trucka znam od kilku lat i obserwuję rokroczny postęp w kilku aspektach. Pierwsze spotkanie było najmniej udane, kolejne coraz lepsze, a teraz udało się zjeść doprawdy smaczną kanapkę Reuben (23 zł) z samodzielnie przygotowywanym przez właściciela pastrami, w bajglu, z sosem rosyjskim i kapustą kiszoną, a więc klasykę nad klasyki. Wyszło więcej, niż udanie, pieczywo w końcu stanowi silny punkt zestawu – dobra decyzja z postawieniem na bajgla w miejsce kukurydzianej bułki. Główny bohater, a więc mostek wołowy, oddaje piękny, lekko wędzony aromat, imponuje różową barwą oraz rwącymi się na włókna kawałkami mięsa. Nie dane mi było zjedzenie całej kanapki, bo dorwał się do niej mój starszy syn, któremu uszy się trzęsły po każdym gryzie pastrami. Czekamy na jakąś stałą miejscówkę we Wrocławiu. 

Mo’jo Sandwiches to team znany mi również bardzo dobrze, słynący m.in. ze swojej kubańskiej buły z szarpaną wieprzowiną czy też koreańskiego żebra, ale zewsząd słyszałem ostatnio pochwały dla nowej buły. Buły tak dobrze kojarzącej mi się z dzieciństwem, że głupotą byłoby odmówienie jej sobie. Oglądaliście w dzieciństwie japońską kreskówkę Kapitan Jastrząb? To jedna z moich pierwszych fascynacji futbolem, nierozłączny element powrotów ze szkoły. Co bajka ma wspólnego z jedzeniem? Otóż Mo’jo nazwało swoją kanapkę od imienia głównego bohatera – Tsubasy. Tsubasa to zamknięty w podłużnej bułce maślanej, znany m.in. z ramenów, krojony boczek chashu. Miękki, aromatyczny, tłuściutki, idealny. Podany z sosem wasabi, kiełkami, pomidorem, sałatą i sezamem. W pierwszej chwili ten pomidor wydał mi się dość dziwny w całym zestawieniu, ale okazało się, że wniósł sporo odświeżenia i tak potrzebnej lekkości. Oj, dobra rzecz, dobra.

Czy będą jakieś narzekania? Bo trochę zbyt kolorowo tutaj. Nie będzie, bo chyba największym hitem okazały się jedzone już na koniec, absolutnie doskonałe pierożki gyoza od OKAMI. Gyozy z krewetkami uformowane w kształt zbliżony do gwiazdek zachwycają nie tylko wizualnie, ale przede wszystkim smakowo. Nie dość, że przysmażone jeszcze dodatkowo ciasto jest cienkie i delikatne, to skrywa w sobie krewetkowy farsz, którego bogactwo wzbudzało we mnie coraz większy zachwyt wraz z każdym kolejnym gryzem. Jest bogato, jest mocno, jest uzależniająco. Nie przepadam za wydawaniem podobnych wyroków, ale to prawdopodobnie najlepsze pierożki we Wrocławiu. Spróbujcie koniecznie!

Trzy auta, sporo miejsca, różnorodna kuchnia, letni klimat – to powinno się udać i prawdopodobnie się uda na osiedlu o prawdopodobnie największym zagęszczeniu wszelakiej gastronomii w stolicy Dolnego Śląska. Dla pierożków i wspomnianych kanapek podjechałbym na Zwycięską raz jeszcze i raz jeszcze, tylko trochę przeraża mnie ten korek, a rowerem póki co przemieszczać się jeszcze nie za bardzo mogę. PartyNice street food, trzymam kciuki!

PartyNice street food

Zwycięska 4

FB

Total 20 Votes
11

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments