Śniadanie w Pasibusie – czy ktoś tu podgryza Maka?


Niewiele mamy konceptów we Wrocławiu, które wzbudzają tyle emocji, co Pasibus. Dlaczego tak się dzieje? Przyznam, że sam nie do końca rozumiem, bo choć marka odniosła niewątpliwy sukces, nie stanowi w moim wypadku obiektu zainteresowań, któremu miałbym poświęcać więcej czasu, niż wszystkim innym gastro miejscówkom. Kiedy jednak tylko ta nazwa zawita na mój blog, natychmiast otrzymuję dziesiątki wiadomości na temat obniżającego się poziomu, kolejnych kilkanaście o tym, że to już nie to samo, itd. Bardzo dziękuję za te informacje, ale lubię takie sprawy weryfikować samodzielnie.

W ostatnim czasie bywam w Pasibusie raz, może dwa razy do roku, najczęściej na Świdnickiej, kiedy w okolicach Rynku ciężko zjeść w nocy coś sensownego. Kiedy jednak do menu najbardziej popularnej burgerowni w kraju – chyba śmiało można tak napisać – weszły śniadania, postanowiłem się nad nimi pochylić, bo z mojej perspektywy to dość symboliczny moment.

Dlaczego? Otóż faktycznie rozwój Pasibusa jest niespotykany, bardzo ekspansywny, a jednocześnie stanowi wzór dla wielu gastronomicznych pomysłów choćby pod względem parcia do przodu, wprowadzania nowych technologii, czy w końcu, a może przede wszystkim, mocnych działań w social mediach. Pojawia się jeszcze jeden aspekt, wymieniany często przy informacjach na temat otwarcia kolejnych Pasibusów. Mianowicie da się usłyszeć komentarze pod tytułem: eeeee, zrobił się z tego drugi McDonalds.

Pytanie tylko, czy to stwierdzenie należy rozpatrywać jedynie w pejoratywnym ujęciu? Owszem, Mak nie stanowi kulinarnego wzorca dla nowofalowych burgerowni, ale już pod względem zarządzania, procedur czy marketingu, to niedościgniony wzorzec właściwie dla wszystkich. Więc jeśli w głowach właścicieli Pasibusa tli się stworzenie naszego małego, polskiego Maka, to chyba nie jest najgorszy pomysł. Może nie z mojej bajki, bo w Maku nie jadam od lat, ale potrafię zrozumieć takie wizje. Wydaje mi się jednak, że Pasik raczej stara się trafić gdzieś pomiędzy sieciowych gigantów a malutkich, niemalże kraftowych burgerowych maniaków. Trzeba przyznać, że udaje się to całkiem nieźle, patrząc choćby na skalę, a jednocześnie – poprzez obecność w centrach handlowych – podgryzać nieco giganta ze Stanów. Właśnie wprowadzenie oferty śniadaniowej poczytuję sobie trochę na zasadzie – skoro oni mogą, to dlaczego nie my? Sprawdźmy więc jak smakuje śniadanie w Pasibusie.

Projekt śniadaniowy nie został wprowadzony od razu we wszystkich lokalach, a jedynie pilotażowo we Wroclavii oraz Fashion Outlet. Wybrałem się do pierwszego z tych miejsc, akurat po treningu, aby uzupełnić stracone kalorie. Co znajduje się w menu? W sumie aż osiem różnych bułek oraz jeden bowl z hummusem. Ceny kanapek wahają się od 8 do 11 zł, bowl kosztuje 15 zł, a do każdej pozycji dobrać można porcję frytek za 3 zł oraz kawę za piątaka.

Zaczynamy od bułki, a więc w przypadku kanapek, elementu zdecydowanie kluczowego. I tutaj zaskoczenie, pozytywne zaskoczenie. Pamiętając średnio udane, suche, kruszące się bułki w Pasibusie podczas jednej z moich ostatnich wizyt, w menu śniadaniowym mamy do czynienia z bułką maślaną, jakiej nie powstydziłyby się najlepsze kanapkownie. Leciutka, puszysta, miękka, a jeszcze na dokładkę wizualnie zwracająca na siebie uwagę. Co ciekawe – nie jest to standardem, te buły wyglądają faktycznie niemal jak na zdjęciu promocyjnym.

W myśl zasady – najprostsze rzeczy sprawdzają się najlepiej, zdecydowanie pasuje mi Jajcarz (10 zł), a więc klasyk z nieprzesuszoną, kremową jajecznica oraz roztopionym cheddarem. Jak dla mnie bomba, zdecydowanie. Proste, prawda? Jajko, ser, dobra buła. Polisz (8 zł) to z kolei opcja z jajkiem sadzonym, sałatą oraz boczkiem, i temu ostatniemu dość standardowo brakuje odpowiedniej chrupkości, jaka na pewno przydałaby się we wspomnianej kompozycji. W przypadku kanapek z sadzonym jajkiem Pasibus ma do wykonania dużo roboty ze względu na sposób jego przygotowywania. W jednej kanapce jajko było ścięte na maksa, w drugiej na granicy lejącego. W drugiej, a więc Jajamole (11 zł) z hummusem, guacamole, zatarem, chorizo, majonezem i rukolą – z niej zrezygnowałem, zgodnie z moją wrodzoną nienawiścią do tego dodatku. Tutaj nieźle wszystko gra ze sobą – jest lekka kwasowość hummusu, ostrość i chrupkość chorizo, a także delikatność guacamole. Doprawdy nie wiem po co ta rukola, ale jak rozumiem, Polacy zapewne ją kochają.

Bowl z hummusem (15 zł) od początku wydawał mi się tu być pozycją wciśniętą na siłę i po spróbowaniu utwierdziłem się w tym przekonaniu. Ilość hummusu wydaje się być żartem – dno nie zostało nim nawet dokładnie przykryte, a jalapeno i pomidory z suchym w sumie jajkiem to nie jest dobry pomysł, po prostu, sorry. Nic tu do siebie nie pasuje, tym bardziej nie wygląda w przeciwieństwie do bułek.

No właśnie – w jaki sposób powinniśmy postrzegać Pasibusa? Czy z perspektywy tej malutkiej firemki z Wrocławia, która zaczynała w food trucku, czy jednak już przez pryzmat giganta podgryzającego – przy zachowaniu wszelkich proporcji – tych największych. Wydaje mi się, że bliżej mi tu do tej drugiej opcji, a jednocześnie mam w sobie dużo podziwu za konsekwencję w budowaniu marki, za jednak dość mocno określony charakter i konkretne nastawienie na rozwój. Oferta śniadaniowa w Pasibusie wydaje się być kolejnym krokiem do zagospodarowania niszy znajdującej się pomiędzy typowymi śniadaniowniami i sieciami fastfoodowymi. Dzięki opisanej powyżej ofercie oceniam szanse powodzenia tej akcji bardzo wysoko, i jak nawet nie zerkam nigdy w stronę śniadań w McDonalds, tak zjedzenie przykładowo buły z jajecznicą wydaje mi się niezłym pomysłem. Bowl jak na moje jest do zmiany, rukola w trzech kanapkach na osiem raczej też, ale w kategorii szybkiego, sieciowego jedzenia, jestem na tak.

Pasibus

Wroclavia, ul. Sucha 

FB

Total 46 Votes
13

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?