Dinette Cafe Deli – dobrze mieć Was we Wrocławiu


Kiedy otwierali się w Sky Towerze, słychać było niedowierzanie. Kiedy otwierali się na Świdnickiej, ta ulica podobno była wymarła. Kiedy otwierają się na Odrzańskiej, w dalszym ciągu słychać narzekania. A Dinette trwa od ośmiu lat i cały czas pokazuje plecy większej części wrocławskiej gastronomii.

Pandemia koronawirusa skutecznie wyhamowała plany otwarcia kolejnego Dinette. Start na Odrzańskiej miał nastąpić w pierwszej części roku, wiadoma sytuacja mocno pokomplikowała wszelkie wcześniejsze założenia, dlatego bardzo ucieszyła mnie podana już we wrześniu informacja na temat otwarcia drugiego Dinette. Dlaczego drugiego? Ano dlatego, że lokal w Sky Towerze został zamknięty m.in. ze względu na kompletnie umierający ruch w najwyższym wrocławskim wieżowcu. Opera działa wzorowo, a Dinette Cafe Deli to oczywista kontynuacja konceptu Di Cafe Deli. Kontynuacja dosłowna, bo i część sprzętów ze Sky Towera zostało ponownie wykorzystanych do urządzenia nowej miejscówki na Odrzańskiej, w tym m.in. prawdopodobnie jeden z pierwszych w mieście społecznych stołów.

Jeśli spodziewaliście się ogromnego miejsca niczym na Świdnickiej, to zdziwicie się podobnie jak ja. Dinette Cafe Deli na Odrzańskiej to skromna, otwarta od rana restauracja, po wejściu do której każdy, to zna hasztag #jemwdi, od razu będzie wiedział gdzie jest. Wnętrze projektowane z myślą o zachowaniu charakteru Dinette, i to wielki atut całego konceptu. Czy Odrzańska rozładuje w jakikolwiek sposób tłumy – zwłaszcza w weekendy – z Opery? Obstawiam, że obie lokalizacje będą żyć swoim życiem

Rozmawiałem ostatnio z kilkoma znajomymi na temat Dinette i usłyszałem zaskakująco dużo niepochlebnych opinii. A że jedzenie słabe, obsługa nierówna, a że za mało różnorodności. Ciężko mi dyskutować z tak postawionymi twierdzeniami, bo też i każdy z nas posiada własne spostrzeżenia, własne sympatie i kulinarne preferencje. Także i ja, i nie ukrywam, że jestem fanem Dinette od niemal samego początku, z wielkim uśmiechem przyglądałem się rozwojowi tego miejsca, a jednocześnie faktycznie przyznawałem rację tym mówiącym o braku nowości w menu śniadaniowym. Oczywiście ten brak nowości nie jest zauważalny dla osób bywających tu raz do roku. Natomiast zdarza mi się jeść w Dinette kilkanaście razy do roku, przez co w pewnej chwili może brakować nowego bodźca. Sytuacja została rozwiązana właśnie na Odrzańskiej, gdzie do karty – poza klasykami – trafiły nowe dania, aby kuchnia mogła pisać swoją, niezależną historię.

Pomysł na Dinette Cafe Deli na Odrzańskiej jest dość oczywisty – śniadania przez cały dzień, do tego kilka bistrowych dań, a także kraftowe piwo i przemyślana selekcja win. Krótka karta, godziny otwarcia dostosowane zarówno do porannych ptaszków, jak i osób lubiących posiedzieć wieczorem przy jajecznicy i Cavie. W sumie udało mi się pojawić tu trzykrotnie, dzięki czemu przetestowałem sześć różnych pozycji z menu.

Na dzień dobry jajecznica na chlebie (13 zł). Kremowa, z moim ulubionym Bursztynem, klasyka w świetnym wydaniu. Jajecznica zawsze mile widziana, zwłaszcza w takiej formie. Co z nowych rzeczy? Moją sympatię zdobywają warzywne placuszki (23 zł), a więc smażone warzywa, m.in. cebula, z wyraźnie indyjską nutą, podane z łagodzącą smak śmietaną. Przyjemna rzecz, mocno przystawkowa, ale smakowo zdecydowanie jedna z ciekawszych, na jakie trafiłem w śniadaniowniach. Tak, wiem, może i to banalne, ale jeszcze nikt wcześniej nie wpadł na wykorzystanie tak prostego pomysłu. Kiedy widzę pośród dostępnych potraw pozycję z ndują – kalabryjską ostrą kiełbasą – zamawiam w ciemno. Ekipa Dinette przygotowała pomidory z ndują (24 zł) na chlebie. Świeże, słodko-ostre, do tego chrupiący chleb i nadająca niezbędnej lekkości cytrusowa ricotta. Jestem wielkim fanem.

Nie samymi nowinkami człowiek żyje, a tatara z Dinette nie odmawiam. Tatar (28 zł) należy do moich ulubionych we Wrocławiu – grubo siekany, ze starannie ułożonymi sezamem oraz szczypiorkiem oraz lekko słonawym posmakiem. Musiałem, po prostu musiałem. Skusiłem się również na kaszankę z frytkami (24 zł). Nie jestem przesadnym fanem kaszanek, ale ciekawość nie pozwoliła mi nie skosztować tejże. Odnoszę wrażenie, że frytki stają się mocnym śniadaniowym trendem, więc szanuję za bycie na czasie i obserwacje rynku. Sama kaszanka jest lekko pieprzna, ale ogólnie dość łagodna w odbiorze, niezbędnej słodyczy nadaje karmelizowana cebula, a za konkrety odpowiada jajko w koszulce oraz grubo ciachane, smażone ziemniaki. Danie dla wielbicieli, ale bardzo mi się podoba. Chicche to kluseczki w stylu gnocchi, będące podstawą sezonowej potrawy z kurkami. Chicche z kurkami (27 zł) kojarzy mi się ściśle z trwającym okresem – jest delikatnie grzybowo, maślano, świetną robotę wykonują tu kontrastujące, kwaśne jeżyny. Klasyka, pyszna klasyka

Gdybym miał podsumować jednym słowem wspomniane wizyty? Dinette, po prostu czuć tu duch Dinette – w lokalu i na talerzu. I to chyba największy komplement dla wszystkich osób tworzących ten koncept, uwidaczniający, że przez tych kilka lat udało się zbudować markę rozpoznawalnością i renomą wychodzącą daleko ponad Wrocław. I zgadzam się z tymi, którym w Dinette nie smakuje, czy nie pasuje im tamtejsza atmosfera – każdy z nas ma możliwość wyrażania własnych opinii, ale rozwój restauracji pokazuje, że obrany kierunek należy ocenić za dobry. Osobiście kibicuję Dinette z jeszcze jednego względu – to pierwsze miejsce w nowoczesnej gastronomii wrocławskiej, mogące stać się jej ikoną na lata. A ikon nam brakuje, bo z całym szacunkiem dla Witka, myśląc o kulinarnych symbolach miasta, mam w głowie inne rzeczy. Jak dla mnie, nowe miejsce zasługuje na pochwałę, a do tego posiada potencjał na pobudzenie tej jakże niegastronomicznej ulicy. Ściskam kciuki z całych sił, bo jeśli ktoś uważa Dinette za słabe miejsce, to ja wrocławskiej gastronomii życzę tylko takich słabizn z tożsamością.

aaa

Total 13 Votes
2

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments