Solleim Express – kiedy KFC wywołuje jedynie pozytywne skojarzenia


Kiedy inni potrzebują wielotysięcznych budżetów reklamowych, oni potrzebowali po prostu prawdziwego jedzenia. Kiedy inni szukają lokalizacji w centrum, oni usadowili się poza granicami miasta. Kiedy inni zastanawiają się, dlaczego nie przychodzą do nich klienci, oni muszą zamykać szybciej po całkowitym wyprzedaniu się. Czy Solleim to już taka marka, aby poradzić sobie w pobliżu wrocławskiego Rynku?

Ta historia na dobre rozpoczyna się w połowie 2019 roku, kiedy w przydomowym ogrodzie na Bielanach Wrocławskich ustawia się food truck o dźwięcznej nazwie Solleim, co w luźnym tłumaczeniu oznacza ekscytację. I właśnie ekscytacją zakończyła się moja pierwsza wizyta w Solleim, prowadzonym przez polsko-koreańską rodzinę, pragnącą gotować po prostu, najlepiej jak się da, na luzie i prawdziwie, niczym w Korei. Potem poszło już szybko – Solleim stało się jednym z najgorętszych tematów wrocławskiej gastronomii, ale już nie tylko wśród wrocławian, ale i miłośników dobrego, streetfoodowego oraz azjatyckiego jedzenia z całej Polski.

Od jakiegoś czasu pojawiały się przecieki o planowanym otwarciu niewielkiego lokaliku bliżej centrum. Plotki powoli krystalizowały się w okolicach wybuchu pandemii i mówiły o ulicy Włodkowica. Koronawirus pokonał jednak wszystkich, więc koncepcja startu opóźniła się o kilka miesięcy, ale w końcu stało się jasne – Solleim Express otworzył się na ulicy św. Antoniego.

Wielkiej przestrzeni się nie spodziewajcie. To raczej bar na zasadzie – zjedz i uciekaj, albo weź do ręki i stań przed lokalem. Streetfood w najlepszej postaci, stąd Express w nazwie. W stosunku do pierwotnej lokalizacji, menu zostało okrojone do dwóch rozdziałów pod tytułem – streetfood oraz cupbap. Ten pierwszy skrywa w sobie koreański specjał Korean Fried Chicken, drugi natomiast kubełki z bulgogi lub kurczakiem. Spragnieni pełnego menu Solleim mogą poczuć się nieco zawiedzeni, ale doskonale rozumiem zamysł samego konceptu w tej akurat części miasta, gdzie bary z piwem oraz mocniejszymi napitkami kłębią się jeden na drugim. 

Ruszamy! Na sam przód wyskakują oczywiście kurczaki. Najlepsze KFC na polskiej ziemi. Najważniejsza kwestia – ta panierka. TA panierka! Chrupiąca z jednej strony, z drugiej delikatnie miękka, idealna znaczy się, w żadnym wypadku za twarda, z czym wcale nie tak trudno spotkać się nawet w naszym mieście. Mieszczący się wewnątrz kurczak posiada ogromną zaletę – jest soczysty, dzięki czemu tworzy wraz z otaczającą panierką duet idealny. Ba, tercet, bo panierkę uzupełnia otaczający ją sos, który możemy wybrać z listy sześciu dostępnych. Mój spicy (29 zł) faktycznie powoduje lekkie grzanie, ale jego ostrość balansowana jest w tym wypadku przez słodycz. Wciąga tak, że nie jesteś w stanie się oderwać i ciągle sięgasz po jeszcze jeden i jeden, aż w końcu widzisz dno kubełka. Bardzo pozytywnie zaskakuje curry – bardziej stonowany, ale równie udany, a właściwie to jednogłośnie stwierdzamy jego wyższość nad ostrym. 

Chicken mayo (25 zł) w kubełku ustawia poprzeczkę bardzo wysoko samym kurczakom. Ten mariaż poćwiartowanego kurczaka w panierce, ryżu, sałaty lodowej i alg oraz oczywiście tytułowego majonezu powala na łopatki. Pamiętajcie, aby pomieszać całość po otrzymaniu dania i pozwolić połączyć się smakom. Szapo ba, Solleim, bo ten kubełek samoistnie otwiera przegródki w mózgu, odpowiadające za diabełka, który podpowiada – zjedz jeszcze kawałek, a potem jeszcze jeden, i jeszcze. Beef bulgogi (29 zł) to przede wszystkim cieniutko skrojone mięso, a cały kubełek nie dostarcza aż tak wielu doznań, ale gdzieś w odmętach pamięci wspominam wszystkie piwne wieczory, kiedy po prostu nie mieliśmy gdzie zjeść, koniec końców lądując w spelunach serwujących pseudo pierogi i tatara. Gdyby wtedy można było zjeść kubełek., świat byłby lepszy.

Czy Solleim Express na stałe zagości w sercach i żołądkach wrocławian? To oczywiste i nie musimy się nawet nad tym zastanawiać. Jedzenie – oczywiście w swojej kategorii – daje wiele radości, a moja jedyna obawa polega na może  wyolbrzymianej momentami magii miejsca czy też atmosferze. W tym akurat wypadku to ogromnie ważne zagadnienie. Na św. Antoniego ciężko będzie oddać klimat panujący na Bielanach, więc po prostu należy cieszyć się jedzeniem, kurczakami, bulgogi, a potem znowu kurczakami. Dobrze jest, a Solleim Express niewątpliwie stanie się hitem wśród wieczornych tułaczy po okolicy. Smażony kurczak po piwku czy też sześciu? Nie może być lepiej! Żeby jednak nie było – tego kurczaka można jeść o każdej porze dnia i zawsze zachwyci.

Solleim Express

św. Antoniego 16 a

FB

Total 26 Votes
11

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?