Concept Stu Mostów i Bułka z Masłem – śniadanie czy śniadanie?


Jak różne emocje mogą wzbudzić dwa miejsca serwujące śniadania? Jak różne podejście mogą prezentować? Dzisiaj zabieram Was w podróż w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie – gdzie zjeść śniadanie we Wrocławiu. Gdzie i w jaki sposób – smacznie lub nie. 

Początkowo miałem zamiar opisać tylko jedno z tych miejsc, ze względu na to, jak mocno rozczarowało drugie, a ostatnimi czasy po prostu szkoda mi energii na rozpisywanie się o słabych miejscach. Kiedy jednak siadłem do pisania, dotarło do mnie – muszę to napisać. Choćby ze względu na to, jak wiele pochwalnych, wręcz przesadnie, głosów na ten temat słyszałem. Na jaki? Otóż odwiedziłem w końcu lokal owiany jakąś dziwną legendą – jedni go kochają, druga połowa podpowiada: nigdy tam nie idź. Bułka z Masłem na Zwycięskiej wywołuje skrajne emocje, a osobiście raczej nieśpieszno było mi do wizyty u nich po tym, co widziałem choćby w social media restauracji. Można się z tego śmiać lub nie, ale widząc niektóre dania, po prostu zastanawiałem się w duchu – naprawdę? Źle to momentami wyglądało, długo się wzbraniałem, ale jednak wewnętrzna ciekawość w końcu wygrała i pewnego ranka zawitałem na Zwycięską 45, tuż obok osławionego lokalu Portofino.

Uprzedzę od razu tych, którzy liczą na lincz. Nic podobnego się nie wydarzy, bo i nie było tak źle. Po prostu wiem, że moje wizyty w Bułce się skończyły, ponieważ nie czerpię radości z jedzenia takich rzeczy. A było tak – jeden z ostatnich słonecznych, wręcz upalnych wrześniowych poranków, na pytanie znajomego – czy idziemy na śniadanie, odburknąłem – ale chyba nie do Bułki? Do Bułki. Idźmy więc, pomyślałem, a co.

Sam lokal jest nieco schowany, co przy większości położonych przy samej ulicy Zwycięskiej restauracji w teorii stawia Bułkę na przegranej pozycji. W teorii oczywiście, bo właśnie to delikatne ubocze wpływa kojąco, a ogromny, zielony ogród robi wrażenie i zdaje się być jednym z ciekawszych w całym mieście, niejako nawiązując do zorganizowanego co prawda w innym klimacie, ale również atrakcyjnego w pierwotnym umiejscowieniu na Włodkowica.

Co w menu śniadaniowym? Dzieje się sporo – jajka, quesadilla, kanapki, pastrami, tacos, jaglanka czy burger. Grubo jednym słowem. Pastrami niestety wyszło, wybieramy więc trzy inne pozycje, smażąc się we wrześniowym słońcu na wypełnionym ludźmi ogrodzie. Trzeba przyznać, że na brak klientów Bułka narzekać nie może, stąd i czas oczekiwania do najkrótszych nie należy.

Ruszamy od najlepszej pozycji – placuszki rosti (21 zł) z wędzonym łososiem to w zasadzie bardziej placki ziemniaczane, przesadnie tłuste, ale koniec końców przyzwoite. Umówmy się – smażona rzecz ze śmietaną smakuje zawsze. Kolejne dwie rzeczy są już jednak porażką, mówiącą wiele na temat podejścia do kulinariów w Bułce. Jajecznica z parmezanem (14 zł) na bagietce i ta bagietka wydaje się być punktem najważniejszym. W teorii menu informuje o tym, że pochodzi z piekarni Pan KŁOS. W praktyce zachodzi podejrzenie, że ta sucha, niedopieczona bagietka to specjał z pewnej piekarni specjalizującej się w mrożonych wypiekach. Smutna taka, bez masełka, sorry. Na koniec dochodzimy do eskalacji dramatu – tost z awokado (27 zł). Pominę kwestię tego, że ktoś chyba zapomniał przestawić szerokość krajalnicy z sera na chleb, bo grubość tego tosta zakrawa na kiepski żart. Gorsze, że to nie koniec podśmiechujek, bo do przekrojenia awokado potrzebna byłaby piła. Twarde awokado jest złem gorszym od rukoli dodawanej do wszystkiego. Myślicie, że to koniec? Nieee, nie żartujcie. Mdłe pesto selerowe. Pesto selerowe do awokado? Szanuję ten rozmach. Do tego na szczęście lejące się żółtko w jajku poche oraz grillowane halloumi. Halo, ziemia, a jakieś smarowanie? Momentami odnoszę wrażenie, że ktoś przyuważył na Instagramie popularność tostów z awokado, i postanowił go wrzucić do karty. A że te luźno rzucone składniki ze sobą nie grają? Kogo by to interesowało.


GDZIE ZJEŚĆ ŚNIADANIE WE WROCŁAWIU


Złe to było, niesmaczne poza rosti, a ciekawe rzeczy zdarzyły się również na rachunku. Okazało się, że do zamówionych dwóch napojów, jajecznica i rosti kosztowały promocyjnie po 5 zł. Za całość z napojami zapłaciliśmy więc 67 zł. Dziwnym jest, że informacja o tych tańszych śniadaniach nie została zawarta w karcie. Niedużo jak na trzy śniadania, umówmy się. Pytanie jednak czy mam ochotę jeść nawet za 5 zł coś tak słabego, jak ta bagietka, jednocześnie płacąc 27 za coś jeszcze gorszego? Nie mam. Zdecydowanie należę do tych, którzy wolą zapłacić za coś, co daje uśmiech na buzi.

To był ten fragment, którego miało nie być, ale powstał ze względu na dalszą część tekstu, bo zwyczajnie jakoś mi się to wszystko złożyło, że warto zestawić dwie miejscówki ze sobą. Dwie kompletnie inne. Jedna z rozmachem, w popularnej dzielnicy, druga cichutka, w zapomnianym rejonie miasta. Concept Stu Mostów odwiedzam od lat, od samego początku działalności właściwie. Moja sympatia do malutkiej miejscówki przy Browarze Stu Mostów urodziła się szybko, w pewnym momencie nieco osłabła ze względu na lekkie potknięcia, ale każdorazowo wracam do nich z nieskrywaną przyjemnością. I właśnie ten powrót jest tutaj znamienny, bo zwyczajnie chcę tu zostawiać kasę ponownie, chcę jeść nowinki z menu, bo wiem, że nikt mnie nie zrobi w wała.

W niedzielne przedpołudnie trafiliśmy na Długosza z całą rodzinką po wcześniejszym niepowodzeniu misji pod tytułem: śniadanie na Rynku. Deszcz i długie kolejki sprawiły, że dość szybko nastąpiła rezygnacja z tej idei oraz udanie się z powrotem w stronę Zakrzowa, gdzie po drodze mieści się właśnie Concept. W środku standard – jeden główny, społeczny stół, błyszcząca świeżymi wypiekami witryna, dookoła półki z piwem oraz lodówki z przetworami i lodówki z dojrzewającym mięsem. 

Co jemy? Smażony ser (20 zł) w cudnym chlebie tostowym, z konkretną ilością sosu tatarskiego. Sam ser pewnie mógłby być bardziej ciągnący – ten idzie w coś na zasadzie szybko schodzącej się mozzarelli, ale smażony ser, to smażony ser. Zwłaszcza, jeśli zamyka się go w jakościowym pieczywie. Dla młodych naleśniki (20 zł) z serkiem brzoskwiniowym, sosem pomarańczowym i zestem z pomarańczy. Prostota, ale taka comforfoodowa, na widok której zarówno dzieci, jak i dorośli uśmiechają się szeroko. Na dokładkę dwie kanapki: z jajkiem w koszulce (24 zł) z pastą z zielonego groszku, awokado, sosem holenderskim i na konkretnej pajdzie chleba. Kanapka z awokado powyżej i kanapka z awokado tutaj, rozumiecie. Awokado i jajko to klasyk, ale nie wystarczy wrzucić obu składników bezładnie na chleb, aby smakowało. W Concepcie wygląda i smakuje to tak, jak powinno. Zabawna jest bułka z szynką i pastą jajeczną (13 zł). Domowa, konkretna, ogromna wręcz jak na wspomnianą cenę. 

Dlaczego w ogóle wszedłem w porównanie tak różnych miejsc? Czułem, że tak powinienem. Oba należy rozpatrywać w odpowiednim kontekście. Bułka z Masłem na Zwycięskiej wydaje się być miejscem, w którym jedzenie zepchnięte zostało na dalszy plan, a ważniejsza jest cała otoczka, piękny ogród, możliwość chilloutu na osiedlu. I oczywiście przyjmuję taką koncepcję, choć nie wpasowuje się w mój sposób myślenia o restauracji. Concept Stu Mostów z kolei zapewnia określony smak, pewnik, kameralny klimat i poczucie dobrze wydanych pieniędzy. Jedno miejsce gwarantuje emocje, nawet jeśli to nie są najlepsze śniadania w mieście. Drugie zostawia z pustką. Ja wiem, co wybieram. A ty?

Concept Stu Mostów

ul. Długosza 2

FB

Telefon: 531 786 116


Bułka z masłem Zwycięska

ul. Zwycięska 45

FB

Telefon: 798 009 267

Total 20 Votes
8

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments