Najlepsze pączki we Wrocławiu – TOP 8 (2021)


Gdzie zjeść najlepsze pączki na Tłusty Czwartek we Wrocławiu, gdzie są najlepsze pączki we Wrocławiu? Przez ostatnie tygodnie, kiedy to testowałem i wrzucałem fotki różnych pączków z wrocławskich cukierni na swoje social media, te pytania pojawiały się w ilościach hurtowych. Po przetestowaniu z górką, ponad trzydziestu lokalizacji, po zjedzeniu wraz z rodzinką około setki pączków, mogę przedstawić Wam mój ranking najlepszych pączków we Wrocławiu anno domini 2021. Najświeższy, najbardziej aktualny, ale oczywiście subiektywny. W końcu każdy z nas lubi co innego.

Najlepsze pączki we Wrocławiu to moje prywatne zestawienie tych miejsc, z których jedne znałem już wcześniej i mogłem tylko utwierdzić się w przekonaniu, że należą do czołówki, z drugiej z kolei tych nieznanych, które mogę zaliczyć do grona odkryć. Zestawienie może stanowić dla wielu niemały szok, ponieważ zabrakło w nim wielu tradycyjnych klasyków, ale niestety, z przykrością stwierdzam, że klasyczne cukiernie w tym roku postanowiły w większości zrobić sobie żarty i zapomniały uzupełnić wnętrze swoich smażonych specjałów. Dla jasności, zdjęcia poglądowe podrzucam na końcu, aby nikt nie zarzucił mi, że sobie coś wymyślam. Celowo przy poszczególnych cukierniach nie zamieszczam cen, ponieważ według mnie to nie one decydują o tym, czy nam coś smakuje, a najważniejszym czynnikiem powinien być smak, jakość wykonania i produktów, a także wielkość oraz ilość nadzienia. Jasne, jedni lubią go mniej, inni więcej, ale nieporozumieniem jest sprzedaż pączków ze śladowymi ilościami niby różanej konfitury. W takiej sytuacji mało mnie interesuje fakt, że taki pączek kosztuje 3.10 zł. Wolę zapłacić trzy razy więcej i otrzymać towar pełnowartościowy.

Kolejność w rankingu jest absolutnie przypadkowa poza trzema pierwszymi miejscami, które wybijają się zdecydowanie ponad resztę, choć każdy z wymienionych punktów według mnie gwarantuje określoną jakość. Cóż mogę jeszcze dodać? Jedzcie i pijcie z tego wszyscy, a w Tłusty Czwartek nie liczcie kalorii.

Kredens Wilkszyn

Wilkszyn, ul. Marszowicka 12

Żeby dotrzeć z mojego Zakrzowa do Wilkszyna, należy liczyć się ze sporą wyprawą, ale umówmy się – warto. Cholernie warto. Kiedy żona wniosła do auta kartonik z gorącymi jeszcze, ogromnymi pączkami, oczy otworzyły mi się szeroko. Wyglądają obłędnie, a ilość nadzienia powala na kolana. Testowaliśmy te ze śliwkami, różą i malinami. Ostatnie z nich są tak ciężkie, że jeden wystarcza na luzie dla dwóch osób. Ciężkie od nadzienia oczywiście, bo samo ciasto jest lekkie, pulchne, pachnące. Po zeszłorocznym rozczarowaniu, tym razem super poziom.

Gigi Cukiernia

Świeradowska

Umówmy się – w tym zestawieniu nie mogło zabraknąć Gigi. Nie mogło zabraknąć wśród najlepszych, bo dziewczyny przygotowują codziennie najlepsze słodkości we Wrocławiu, a kiedy biorą się za pączki jest tylko lepiej. Co tu się odpączkowało, to ja nawet nie wiem. Genialny, naprawdę genialny jest pączek z pomarańczową ricottą. Słodki, kremowy, ale i zbalansowany. Mój ukochany pistacjowy, to już wyższa szkoła jazdy. Więcej nadzienia, niż ciasta, ciężki wagowo, ale nie ciężki dla żołądka. Wciągający, orzechowy i słodki zarazem. Na koniec jeszcze absolutny klasyk, różany mistrz nad mistrzami, pachnący tak wspaniale, że do głowy przychodzą tylko najpiękniejsze chwile w życiu. To jest ta idealna równowaga pomiędzy delikatnością ciasta, a jednocześnie cechą, jaką mógłbym określić solidnością, jeśli wiecie o czym piszę. Jedno jest pewne – jeśli ich nie próbowaliście, stańcie w tej szaleńczej kolejce, bo taki dzień zdarza się raz do roku.

Piekarnia Poolish

Horbaczewskiego 21

Pierwszy tegoroczny debiutant w zestawieniu i to od razu w ścisłej czołówce. Miejsce jak najbardziej zasłużone, a Poolish z automatu wskakuje to grona piekarniczych skarbów na wrocławskiej ziemi. W pierwszej chwili uwagę zwraca brak lukru czy cukru pudru. Pączki otoczono cukrową posypką, są kształtne, a przy ten genialnie mięciutkie i mocno wysmażone. Skrywają w sobie niemałe pokłady pojawiającego się niemal w każdym kęsie nadzienia. Z tych dostępnych do powtórzenia były zdecydowanie róża i krem angielski.

Concept Stu Mostów

Długosza 2

Przy całej mojej sympatii do Conceptu i ich wypieków, z pączkami w poprzednich latach bywało różnie – kwadratowo i podłużnie. Tym razem udało się wejść na ścieżkę wrocławskiej czołówki nie tylko pod względem ładnie wyrośniętego i sprężystego ciasta, ale i bardzo wyrazistego wnętrza – u nas była to truskawka i kajmak. Dla tych pączków zdecydowanie warto zahaczyć o Psie Pole w Tłusty Czwartek, a przy okazji zabrać jakieś piwo na weekend.

Cukiernia Łomżanka

Ruska 10

Jedyny z reprezentantów tak zwanej starej szkoły, uznanych klasyków, legend wrocławskiego i nie tylko cukiernictwa. Łomżanka trzyma poziom, choć ciasto wydaje się być momentami nazbyt zbite. Ten pączek ma w sobie jednak coś babcinego, domowego. Nie są wielkie, dzięki czemu będziecie mieć miejsce na jeszcze kilka innych, a ta róża z wnętrza nastraja pozytywnie przy każdym gryzie. Łomżanko, chapeau bas za niezmienny poziom.

Bite a donut

św. Mikołaja 43

Ja wiem, że hipsterka i w ogóle, ale no cholera, żeby być uczciwym, to dobre są. Takie hamerykańskie, ale przy tym odpowiednio puszyste, choć konkretne, z ogromną ilością nadzienia – mojej ekipie najbardziej zasmakowała solona krówka, ale i sam suchy donut z posypką cynamonową. Słodkie w opór, foodpornowe, niezbyt klasyczne, ale wedle moich wytycznych po prostu zasługują na obecność w rankingu.

Chleboteka

Ruska 64/65

Pozytywne zaskoczenie. Nieźle wypada zarówno nadzienie śliwkowe, jak i różane. Nie ma go może zbyt dużo, bo i sam pączek do olbrzymów nie należy, ale nadzienie zostało rozprowadzone po niemal całej szerokości pączka, dzięki czemu za każdym razem poczujemy jego słodkawy smak. Ciasto niezbyt tłuste, solidne, wykończone pudrem lub lukrem ze skórką pomarańczy.

Ale ciacho

Chabrowa 2, Smolec

Dosłownie rzutem na taśmę do rankingu wskoczyła cukiernia Ale Ciacho ze Smolca. To już właściwie nie Wrocław, ale jak Wrocław. W przededniu zamknięcia rankingu podjechałem do nich, zabrałem ze sobą trzy pączki – z wiśnią i czekoladą, budyniem i oczywiście różą. Wow – taka była moje pierwsza reakcja. Są sporych rozmiarów, pękate wręcz, a i wewnątrz kryje się niemała zaskakujka, bo ktoś nie pożałował produktu. Róża wypada najlepiej, skórka została mocno wysmażona, a ciasto jest nie tyle ciężkie, co mocne, raczej nie puszyście lekkie. Warte polecenia.

Klasyki, które poległy w rywalizacji o znalezienie się w zestawieniu. Rozumiecie różnicę i tylko jakoś tak smutno mi się zrobiło, bo zjazd poziomu niektórych z nich na przestrzeni ostatnich kilku lat jest ogromny. Tradycja, tradycją, emocje, wspomnienia, to wszystko fajnie brzmi, ale kiedy ktoś nie widzi, że warto odejść od gotowych, paskudnych dżemopodobnych szpecjałów, dość szybko znika z pola widzenia ludzi szukających czegoś więcej. I uprzedzając pytania – nie, nie wydłubywałem nadzienia do tych zdjęć.

Spodobał Ci się mój wpis? Polajkuj go, udostępnij, a po więcej zapraszam na Instagram oraz fanpage. Używajcie naszego wspólnego, wrocławskiego hasztagu #wroclawskiejedzenie

Total 76 Votes
15

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments