#KoronaDelivery – Bananicook, Dinette i Pan Fisz #25


Właśnie przed chwilą obchodziliśmy rocznicę wprowadzenia restauracyjnego lockdownu w Polsce. Niestety nie widać perspektyw na poprawę sytuacji w najbliższym czasie, a wręcz mówi się o ponownym powrocie do zamknięcia gospodarki w całości. Miejmy nadzieję, że tak się nie stanie, a póki co chodźcie poczytać o tym, co jadłem w ostatnim czasie.


#KoronaDelivery #1 | #KoronaDelivery #2 | #KoronaDelivery #3 | #KoronaDelivery #4 | #KoronaDelivery #5 | #KoronaDelivery #6 #KoronaDelivery #7 | #KoronaDelivery #8 | #KoronaDelivery #9 #KoronaDelivery #10 | #KoronaDelivery #11 | #KoronaDelivery #12 #KoronaDelivery #13 | #KoronaDelivery #14 | #KoronaDelivery #15 #KoronaDelivery #16 | #Korona Delivery #17 | #KoronaDelivery #18 | #KoronaDelivery #19 | #KoronaDelivery #20 | #KoronaDelivery #21 | #KoronaDelivery #22 | KoronaDelivery #23 | #KoronaDelivery 24


Pisanie o tym, jak bardzo brakuje mi bywania w restauracjach, mogłoby otrzeć się o banał w rocznicę lockdownu, ale w całym tym dramacie chyba najbardziej brakuje mi wyjścia z rana na śniadanie. Uwielbiam wyjść rano z domu, pójść na trening, a następnie zasiąść z kompem w jednej z wrocławskich śniadaniowni, zrobić swoją pracę, nadrobić prasówkę i zjeść śniadanie przy kawie. Po otwarciu będę uskuteczniać ten rytuał codziennie, obiecuję. Póki co jednak staram się jak mogę choć w niewielkim stopniu zrekompensować sobie ten niedobór poprzez zamawianie śniadań w lubianych przeze mnie miejscach i jedzenie – ponownie łamiąc prawo! – ich na świeżym powietrzu, o ile oczywiście pogoda na to pozwala. Z pomocą przyszedł również Wolt, który wprowadził usługę dostarczania śniadań już od 9.00 z wybranych punktów, dzięki czemu faktycznie może to być śniadanie, a nie wczesny obiad.

Od dawna mam wielką sympatię do Central Cafe, choć przede wszystkim chyba do ich bajgli. Zwłaszcza tych bardzo prostych, śniadaniowych – z serkiem śmietankowym i zielonymi dodatkami do wyboru. Tym razem padło na roszponkę i świeżego ogórka. Świeżość, lekkość, dobre pieczywo – zawsze wchodzę w ten temat z ogromną radością.

Chłopaki z OKAMI odezwali się do mnie, widząc inne współprace z restauracjami w ramach akcji #WPKwspieraGastro, pytając czy możemy wymyślić coś razem. Jasne, że możemy, pomyślałem i wspólnie pokminiliśmy, co też warto byłoby przygotować na tę okazję. Padały różne pomysły – pho, bułeczki bao, ale gdzieś najbardziej nasze myśli kręciły się w pobliżu ramenu i tak też właśnie się stało. Ale, ale, nie jest to ramen banalny. To bogaty bulion Assari Tori Paitan z miso tare oraz olejami chilli i mayu, choć prawdziwi bohaterowie pojawiają się na końcu – to parmezan oraz sezonowany stek z rostbefu. Nie ma żartów drodzy państwo. Zaprawdę powiadam, że to pyszna rzecz, ciekawa i niespecjalnie kanoniczna, ale kto powiedział, że nie można przełamywać granic. Zwłaszcza w tych dziwnych czasach. Wspierajcie gastro, ahoj!

Czasami zastanawiam się, czy właściciel Bananicook nie robi tego specjalnie. Czego? Znika i pojawia się na chwilę, potem znowu znika i raz jeszcze pojawia w innym miejscu. Zdaje się, że to już trzeci taki debiut w nowym lokalu. Wygląda na to, jakby budowana była jakaś nutka niepewności, niedostępności, po której przychodzi ogromny boom i wielkie zainteresowanie projektem Bananicook. Przyznam, że sam także trochę poddałem się tej magii i tuż po ogłoszeniu nowego startu na Partynickiej, wyruszyłem po pierogi, które niegdyś okrzyknąłem najlepszymi we Wrocławiu. Czy utrzymały poziom? Tak, to są najlepsze pierogi ruskie we Wrocławiu. Z cudownie zawiniętym, aksamitnie delikatnym ciastem, mocno twarogowym i pieprznym wnętrzem. Genialne, absolutnie! 

Fish&chips chyba każdemu kojarzy się głównie z wyspiarskim klimatem, ale trzeba sobie jasno powiedzieć – jest miejsce we Wrocławiu, w którym potrafią w to danie, jak mało gdzie. Pan Fisz robi dobrą rybną robotę od kilku lat w niepozornym miejscu na Gądowie, ale w tym okresie zdążył zdobyć sobie naprawdę pokaźną grupę wyznawców swojego smaku. Przyznam, że od jakiegoś czasu trochę zapomniałem o tym miejscu i jest mi za to trochę wstyd, ale w pandemii zdecydowałem się naprawić ten wynikający nie z niechęci, a po prostu zaniechania, błąd. I już wiem, że był to wielbłąd, bo fish&chips smakuje wybornie.

Pora na klimaty rodem z Psiego Pola. Dla jednych to koniec świata, dla innych własny kawałek świata. Żałuję tylko, że na tym kawałku świata tak ciężko jest zjeść coś sensownego. Poza dowozowymi klasykami, czasami najdzie mnie na próbowanie czegoś nowego. Solo Neapolo znam oczywiście choćby z wizyty na początku ich działalności. Od tamtego czasu to jedna z ciekawszych opcji w okolicy, przyzwoita pizza, choć często niestety niedopracowana. Naturalnie biorę pod uwagę fakt, że pizza w tym stylu nie znosi najlepiej dostaw, ale jednak wydaje mi się, że można by wykonać nieco więcej pracy, aby samo ciasto lepiej wyrosło, bo grubość rantów niewiele różniła się od wnętrza pizzy. Zjeść można, ale przy kolejnej okazji wybiorę inną opcję. 

Dinette to zdecydowanie jedna z najprężniej działających w pandemii restauracji. Co prawda tęsknię mocno po prostu za przyjściem do ich pięknego lokalu przy Operze, ale ze sporym zainteresowaniem doglądam codziennie ich social media w poszukiwaniu kolejnych nowości, jakie wprowadzają. Na tym polu Dinette nie ma sobie równych w całym Wrocławiu. Każdego tygodnia pojawiają się nowe opcje w zakładce coś na obiad w ich sklepie internetowym. Wcześniej polowałem m.in. na roladę, ale okazało się, że takie smaczki znikają w ekspresowym tempie i należy szybko uwijać się z ich zamawianiem, bo liczba porcji jest ograniczona. Trafiłem więc w końcu na propozycję Radki z Di, czyli zapakowanego w wakum, jedynie do odgrzania, dania obiadowego dla dwóch osób, która mi podpasowała, a mianowicie butter chicken, do którego dorzuciłem rosół i naleśniki dla młodych. Jeśli szukacie pomysłu na weekendowy obiad rodzinny, macie dosyć jedzenia z pudełek, ta opcja może okazać się idealna dla Was. Całość można podgrzać, przełożyć na talerze i poczuć się – w zależności od chęci – niczym w restauracji lub po prostu na domowym obiedzie. Tyle, że bez konieczności gotowania wszystkiego.

Co jakiś czas staram się Wam wrzucić polecajkę zakupową. Dzisiaj czas na Przysmaki domu Wiśniowieckich, a więc malutką wrocławską sieć sklepów z jakościowymi produktami, którą znajdziecie w Magnolii, w Borku, na Przyjaźni i Zwycięskiej. Cztery sklepy, fajna identyfikacja wizualna, ciekawe produkty – zarówno własne, jak i od różnych producentów, do tego alkohole, dania gotowe tylko do odgrzania, wędliny czy pieczywo. Sporo tego, a z rzeczy, których już próbowałem, na pierwszy plan wybija się choćby bogaty w smak pasztet premium, świetna pikantna gouda czy śledzie z kawiorem. Jeśli szukacie czegoś więcej, niż koncernowej rąbanki, warto wskoczyć do jednego ze sklepów od Wiśniowieckich. Od niedawna możecie zamówić także ich zakupy z dowozem.

aaa

Oglądajcie ostatni wywiad na moim YouTube z Bartkiem Deryło z lodziarni KRASNOLÓD!

Spodobał Ci się mój wpis? Polajkuj go, udostępnij, a po więcej zapraszam na Instagram oraz fanpage. Używajcie naszego wspólnego, wrocławskiego hasztagu #wroclawskiejedzenie

Total 11 Votes
1

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments