Guadalupe Cocina Mexicana – ile Mexican w tym Meksyku?


Czy otwarcie restauracji po jednorazowym wyjeździe do innego kraju musi oznaczać automatycznie przyzwoite przygotowywanie kuchni tegoż? Otóż niestety niekoniecznie. Sprawdziłem czy właścicielom restauracji Guadalupe Cocina Mexicana udało się odtworzyć smaki Meksyku w Leśnicy.

Przyznam, że mocno uciszyłem się na myśl o nowej meksykańskiej restauracji we Wrocławiu, ponieważ w tym temacie od momentu startu El Gordito niewiele drgnęło. Stolica Dolnego Śląska wydaje się dość skutecznie odpierać ataki meksykańskich knajpek, stąd też ten wybór niestety ogranicza się do pojedynczych lokali. Niektórzy w dalszym ciągu żyją wspomnieniem restauracji The Mexican z ulicy Szewskiej, która choć z Meksykiem miała niewiele wspólnego, to dla wielu stanowiła wstęp do obcowania z meksykańskimi w założeniu smakami. Dla mnie również – do tej pory wspominam zażenowanie za każdym razem, kiedy w lokalu gasły światła, a z piwnicy wyskakiwał przebrany za gringo kelner. Cała ta szopka odbywała się po zamówieniu przez kogoś… szarlotki. Ciekaw to były czasy.

Od tamtego momentu upłynęło już sporo wody w Odrze. Mexican zdążyło się zamknąć, ale – zdradzając Wam nieco – pojawiają się godni naśladowcy. Gudadalupe Cocina Mexicana to właściwie nie jest nowa restauracja. To jedna sala wydzielona z… suszarni Esencja Sushi. Tym samym sposobem właściciele tejże upiekli dwie pieczenie na jednym ogniu – pod jednym adresem mają knajpkę japońską oraz meksykańską. W założeniu ma się rozumieć.

MIEJSCE

Leśnica przed długi czas uchodziła za synonim gastronomicznej pustyni. Zjedzenie czegoś po tamtej stronie miasta bez konieczności przebijania się przez niekończący się, niczym na Zwycięskiej korek, pozostawało w sferze marzeń. Ostatnio jakby coś zmieniało się na lepsze, aczkolwiek w dalszym ciągu ciężko trafić tu na pewniaka smakowego. W tym upatruję potencjalnego sukcesu Guadalupe – konkurencji wielkiej nie ma. Dziwny jest natomiast sam lokal, choć gwoli ścisłości bardzo klimatycznie urządzony. Jak już wspomniałem wyżej, podzielono go na pół, a właściwie na górę i dół. Po wejściu usłyszycie pytanie – na sushi czy do Guadalupe? Jest to nieco groteskowe, ale może w czasach pandemicznych pozwala realnie bilansować biznes pod względem finansowym.

MENU

Dochodzimy do niezwykle istotnej kwestii – tutaj pora na przywołanie The Mexican z Szewskiej. Otrzymując kartę przed oczami pojawiła mi się retrospekcja tego właśnie miejsca. Enchilady, burrito, panierowane jalapeno czy fajitas. Właściciele wspominali gdzieś o swoich podróżach do Meksyku, które zainspirowały ich do stworzenia meksykańskiej restauracji. Na pierwszy rzut oka nazwałbym ją ewentualnie tex-mexową. Takie dania, jak burrito czy fajitas wywodzą się właśnie z romansu kuchni Meksyku i tej znanej z Teksasu. Na koniec jeszcze malutki szczególik – chwalenie się jakże odkrywczymi shotami kamikaze też leciutko pachnie mi poprzednią epoką.

JEDZENIE

Z nadzieją, że pozory mylą, a pierwsze wrażenie jest nietrafione, przystępujemy do jedzenia. Do chrupnięcia na sam początek nachos (15 zł) w teorii z kukurydzianej tortilli. Ot, klasyka zapieczona z serem oraz sosem pomidorowym podanym w osobnej miseczce. Umówmy się – toż to tylko smażone tortille, aczkolwiek raczej pszenne. Sam sos smakuje jak nierozdrobnione pomidory prosto po wyciągnięciu z puszki. Nazywanie ich salsą zakrawa na lekkie nadużycie, ale do sosu jeszcze wrócimy.

Solidne jedzenie rozpoczynamy od rzeczy najsmaczniejszej. Chili con carne (39 zł) niesie za sobą solidny ładunek smakowy, jest solidnie ostre, aczkolwiek obecność czerwonej fasoli popycha tę kuchnię mocno w stronę pol-mexu. Sos jest gęsty, łagodnieje za pomocą śmietany i trochę szkoda, że brakuje tu – jak w całym menu – kukurydzianych tortilli, koddających w kuchni powiązanej z meksykańską odpowiedniego sznytu.

Ich brak najbardziej zauważalny jest w przypadku fajitas z wieprzowiną (28 zł). Choć porcja w pierwszym momencie wygląda na maleńką, skrywa w sobie ogrom mięsa smażonego z papryką i głównie kuminem. Ostrość, którą wybrałem – maksymalną, faktycznie daje znać o sobie. Tutaj akurat na plus, bo przynajmniej jej poziom jest odpowiedni w stosunku do opisu. Smak całego dania to jednak jednowymiarowy poziom, a dodawanie kolejnych sals niestety nie odmienia specjalnie tego kierunku.

Jednak im dalej w las, tym zaczynały się prawdziwe problemy. Ze smakiem ma się rozumieć. Burrito pollo (35 zł) jest jakimś kompletnym zaprzeczeniem tego, co kuchnia meksykańska oferować powinna – bogactwo smaków, wielowymiarowość, wyrazistość. Tutaj otrzymujemy burrito z mięsem gotowanym metodą… sous vide. I nagle po pierwszym kęsie odkrywasz, że to fantastycznie soczyste mięso zostało tak po prostu wrzucone w gąszcz jakiegoś ulepkowato-słodkiego miksu. Chyba domyślacie się jak smakuje kurczak sous vide bez wcześniejszego przygotowania z jakimiś przyprawami, tudzież uduszeniu w sosie. Jeśli nie, to podpowiem – nie smakuje. I ten sklejony ryż obok. Sorry, to się nie uda.

Na podobny poziom braku smaku wchodzimy w przypadku Enchiladas (28 zł). Tutaj ponownie natrafiamy na tego samego kurczaka – spójrzcie na poniższym zdjęciu na to pozbawione barwy, smaku i życia kurczę. Jest jednak jeszcze gorzej. Nie dość, że znowu do głosu dochodzi jakiś dziwnie słodki element – obstawiam pulpę mango, choć ta nie jest podawana w składzie menu. Wracamy też do wspomnianego na wstępie sosu pomidorowego. Tenże bezsmakowy kurczak do tych pomidorów – niektórych jeszcze nierozdrobnionych, a na to wszystko szczypior, zleżały granat i zapieczony ser. Przykro mi – jeśli ktoś mi chce wmówić, że tak się je w Meksyku, to prawdopodobnie jadł tam tylko w hotelu na wakacjach all inclusive.

PODSUMOWANIE

Właściwie moje poprzednie zdanie opisało całe moje emocje związane z restauracją. Nie chcę takiego Meksyku. Jeśli ktoś będzie chciał mi wmówić, że jadł kiedyś coś identycznego właśnie tam na miejscu, to będzie oznaczać li tylko, że wybierał złe miejsca. Pomijając już zupełnie fakt, że to ogromny kraj, którego kuchnia różni się dość mocno w zależności od regionu. Spróbujcie sami, przekonajcie się, a potem napiszcie swoje wrażenia. Chętnie podpowiem, gdzie we Wrocławiu zjeść coś, co z Meksykiem ma przynajmniej trochę wspólnego. Konstatacja jest smutna – jedząc takie dania niektórzy mogą zatęsknić za The Mexican.

Guadalupe Cocina Mexicana

ul. Średzka 1

FB

Total 20 Votes
6

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments