23.1 C
Wrocław
sobota, 13 lipca, 2024

Menu Motto – pięknie, z gracją i smakiem

Zdradzę Wam pewien sekret, za który Beata Śniechowska – przemiła kobieta, mogłaby się na mnie lekko obrazić. Podchodzę z bardzo dużym dystansem do wszystkich kulinarnych show telewizyjnych poza TOP Chefem. Ba, nawet TOP Chef momentami bywa kabaretowy, ale to jednak konkretny poziom. MasterChef, a jeszcze bardziej Hell’s Kitchen, to jednak widowiska mające niewiele wspólnego z prawdziwą kuchnią, jakością i wiedzą. Dlatego też przed wizytą w Menu Motto, nowej restauracji zwyciężczyni drugiej edycji programu MasterChef Beaty Śniechowskiej, miałem pewne obawy. Choć gwoli ścisłości – niewielkie, bo mieliśmy okazję poznać się już wcześniej i to osoba z naprawdę wielką pasją, wiedzą i zaangażowaniem.

Menu Motto powstało w miejscu, w którym wcześniej mieściła się smutna hotelowa restauracja Melancholia, o której może i ktoś kiedyś słyszał, ale chyba nikt nie był. To kolejne miejsce tak pięknie wpisujące się w trend otwierania ciekawych restauracji zdecydowanie poza centrum miasta, bo Hubską ciężko takim nazwać. Wnętrze sprawia wrażenie przytulnego, drewniane elementy wprowadzają klasyczny, a jednocześnie, w połączeniu z czernią i bielą, nowoczesny sznyt, a znajdujące się na stolikach koszyki z owocami wprowadzają w klimat menu.

Karta przedstawia pięknie ujętą, tradycyjną polską kuchnię z nieprzesadzonymi międzynarodowymi wpływami. Bez żadnych przegięć, bez kuchni molekularnej i łupków. Klasyka, imponująca zastawa, pomysł w komponowaniu talerza, to wszystko naprawdę robi wrażenie, a za całość odpowiadają do spółki Beata Śniechowska oraz Szef Kuchni Piotr Grzyb.

Do Menu Motto wybraliśmy się z żoną i dwójką szkrabów w jedną z niedziel, niedługo po otwarciu i jednym z pierwszych zachowań obsługi po wejściu, które nam zaimponowało, było odpowiednie podejście do dzieciaków. Co prawda w restauracji nie znajdziecie kącika dla dzieci, ale Kazek szybko został kupiony przez pana kelnera, który przyniósł kolejkę z klocków DUPLO. Dla dzieci przygotowane są także specjalne dania. Zupa kalafiorowa (8 zł) to wywar, jakiego nie powstydziłaby się żadna z babć, chcących przygotować coś specjalnego dla wnuków. Cudnie lekka, warzywna, a przy tym lekko słodka zupa, łyżka za łyżką ląduje w przełyku młodego, a problemów nie sprawia nawet duża ilość koperku. Zaskakujące, ale pozytywnie są także odwrócone gołąbki z kapustą w farszu. Wytrawne, odpowiednio soczyste i z ciekawie kontrastującym lekko kwaśnym sosem.

Jeszcze przed przystawkami przychodzą do nas malutki talerzyk z cappucino z selerem oraz leciutką jak piórko gęsią. W końcu jednak przed nasze oblicza trafiają przystawki, dwie z pięciu dostępnych w menu. Pierożki z ogonem wołowym (24 zł), karmelizowaną szalotką, emulsją szczypiorkową i demi glace, to doskonale kremowe, wyraziste, słono-ostre mięso, zamknięte w pierogach z cieniutkim ciastem, wzorowanym na to z pierożków gyoza, z mąką ryżowa. Śmiało mogę powiedzieć, że to jest absolut, a połączenie tak niepopularnej części mięsa z tradycyjnymi pierogami wypada znakomicie. Nie zmieni to faktu, że bohaterem staje się także matijas z palonym ziemniakiem (22 zł), marynowanym burakiem i korzennym winegretem. Zadziwia lekkość śledzia, nieprzesadna słoność i aromatyczna paloność ziemniaka, od razu przywołująca w odmętach pamięci wiejskie ogniska u babci.

Marynowana wcześniej pierś z kaczki z szarymi kluskami, czerwoną kapustą (40 zł), to mocny kandydat na najlepiej skomponowane tradycyjne polskie danie roku. I to właśnie jest najbardziej zaskakujące. Zaskakujące oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu, bo choć to tylko kaczka z warzywami i gruszką, w piękny sposób ukazuje nam polską kuchnię. Mięso pozbawione jest nieprzyjemnego, wątróbkowego posmaku, wspaniale mieni się na różowo, a przy tym zachowuje idealną sprężystość i miękkość. Ślę pokłony w stronę kuchni za kompozycję smakową – tu naprawdę wszystko gra i buczy, aromaty się balansują, a danie na długo pozostaje w pamięci. Moja żona, która po kilku wpadkach, boi się już zamawiać kaczkę w restauracjach, co chwilę pyta, kiedy wrócimy na tą z Menu Motto.

Kuchnia polska pierogami stoi, wiadomo, więc drugie danie główne wybraliśmy także pierogowe, choć z lekkim deserowym zacięciem. Pierogi z dynią i ricottą (25 zł), ubrane już klasyczne ciasto, także eksplodują różnorodnością i prawidłowym balansem. Farsz teoretycznie idzie w stronę słodyczy, ale całość sprawnie „układa” ricotta, wytrawne orzechy, kwaskowate winogrona oraz dość neutralna salsefia. Jeszcze raz przy każdym gryzie odbywa się przyjemna gra smaków i tekstur. 

Na deser nie starczyło już miejsca, po prostu, zwłaszcza, że dopiliśmy po młodym jego konkretny koktajl mleczny z masłem orzechowym i wanilią. Ale spokojnie, bo wrócimy na pewno i z chęcią to opiszemy. Jedzenie w takich miejscach jak Menu Motto – funkcjonujących sprawnie od A do Z, od wejścia do wyjścia, od kelnera po Szefa Kuchni, to wielka przyjemność. Dlatego biję się w pierś i wstydzę się swoich początkowych obaw. Menu Motto pięknie łączy polską tradycję kulinarną z umiejętnością prezentacji dania oraz typową gościnnością. Niezmiernie cieszy mnie to, że takie miejsca powstają i tak dobrze karmią. Możecie tu przyprowadzić narzeczoną na randkę, klienta biznesowego, ale i na spokojnie wpaść z rodziną.

Menu Motto

Hubska 54

FB

Total 67 Votes
27

Napisz w jaki sposób możemy poprawić ten wpis

+ = Verify Human or Spambot ?

Komentarze

komentarze

Podobne artykuły

4 KOMENTARZE

  1. „malutki talerzyk z cappucino z selerem oraz leciutką jak piórko gęsią”

    To, że tekst nie był pogrubiony nie oznacza, że go nie było.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Polub nas na

103,169FaniLubię
42,400ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
1,420SubskrybującySubskrybuj
Agencja Wrocławska

Ostatnie artykuły