-0.2 C
Wrocław
środa, 30 listopada, 2022

Ragu Pracownia Makaronu – malkontentom mówimy stanowcze NIE!

Pisałem Wam już ostatnio, że jednym z planów na 2017 rok jest odwiedzanie miejsc, które sprawdzałem już wcześniej, w których mi smakowało, a co do których pojawiają się czasami jakieś wątpliwości z Waszej strony. Jednym z takich miejsc, o dziwo, jest Ragu, jak dla mnie absolutny top jeśli chodzi o najciekawsze restauracyjne otwarcia w 2016 roku. Dwa pierwsze plusy, które narzucają mi się automatycznie, kiedy słyszę nazwę Ragu, to moja miłość do makaronu i lokalizacja. Makarony w każdej postaci jadam od dziecka z nieskrywaną przyjemnością, a sama świadomość tego, że przygotowywane są na miejscu, działa na mnie pobudzająco. No i bliskość restauracji do miejsca mojej pracy. Przejście na nogach zajmuje mi jakieś trzy minuty, a autem, jeśli muszę zawieźć paczki na pobliską pocztę, z postojem na światłach, jakieś 90 sekund. Dlatego też do Ragu zaglądnąłem ostatnio dwukrotnie, żeby sprawdzić czy głosy na temat niskiej jakości dań mają w sobie choćby odrobinę prawdy. 

Od dawna marzyło mi się ponowne zjedzenie raviolo z płynnym żółtkiem, czyli przystawki, w której zakochałem się, jedząc w warszawskiej restauracji Mąka i Woda. To swego rodzaju pieróg z farszem i żółtkiem, zamknięty pomiędzy dwoma płatami makaronu. Raviolo ze szpinakiem (15 zł) zachwyca nie tyle od pierwszego wejrzenia. Zachwyca od momentu, kiedy widzisz je na tablicy, na której wypisane jest menu. Towarzystwo szynki parmeńskiej, ricotty, palonego masła, parmezanu i szałwii zobowiązuje. Na to wszystko wchodzą cieniutkie, lekkie jak piórko płaty makaronu, kremowy szpinak i zgrabnie wypływające ze środka żółtko, doprowadzające do powstania genialnej ferii barw na talerzu. Dzieło kompletne, skończone, amen.

Nie mogłem nie zatrzymać oczu przy tagliatelle z ragu wołowym (28 zł), które zachwyciło mnie podczas pierwszej wizyty. Nie inaczej było i teraz, a danie zostało jeszcze podkręcone natką pietruszki, co tylko podkreśliło przyjemny, pozostający gdzieś w tle słodki aromat warzywny. W tle, bo pierwsze skrzypce gra w tym wypadku nawet nie tyle ugotowany w punkt makaron, co cudna, esencjonalna, pachnąca jak doskonałość wołowina. Urzeka mnie raz jeszcze prostota, ale i głębia tak nieskomplikowanego teoretycznie dania.

Ravioli z wieprzowiną (29 zł) właściwie tylko potwierdza moje przypuszczenia – w Ragu nic nie zmieniło się na gorsze, a wręcz obstawiałbym opcję, że się polepszyło, smak poszczególnych potraw został dopracowany i udoskonalony. Ravioli pięknie wygląda i tak samo smakuje. Uformowane sakiewki skrywają w sobie dyskretny farsz z długo gotowanej wieprzowiny. Połykam jedno za drugim, co i rusz natrafiając jeszcze na nadający charakteru parmezan, na którym w Ragu zdecydowanie nikt nie oszczędza.

Przyznam, że narzekanie na jedzenie w Ragu poczytuję sobie za typowe polskie malkontenctwo. Bo za mało, bo nie urywa dupy, bo makaron za twardy, a siedzenia za miękkie. Takich makaronów jak tutaj nie zjecie w całym Wrocławiu, tyle. Smacznego.

ranking5

Ragu Pracownia Makaronu

Sienkiewicza 34 a

facebook.com/RAGU-Pracownia-Makaronu

Total 31 Votes
12

Napisz w jaki sposób możemy poprawić ten wpis

+ = Verify Human or Spambot ?

Komentarze

komentarze

Podobne artykuły

9 KOMENTARZE

  1. W Ragu urzekają mnie bardzo często zupy – ich krem z kalafiora z migdałami i szynką parmeńską uważam za mistrzostwo.
    Natomiast czymś, na czym się całkowicie wykładają są gnocchi – zbite, twarde i zupełnie bez polotu. W takim miejscu to duży zawód, mimo że inne pozycje są na poziomie.

    • o nie zgodzę się, byłem tam po raz pierwszy dokładnie tydzień temu. Jednym z dań były właśnie gnocchi i były rewelacyjne, choć przyznaję, że ciutkę za duże (w porównaniu do tych, które jadam we Włoszech). Ale smak i konsystencja – świetne.

      PS. @Piotr – autor bloga – taka mini wrzutka stylistyczna (schorzenie zawodowe ;)) – trochę za często używasz słowa „podkręcone” – prawie w każdym wpisie można znaleźć 😉

      • Dzięki, zwrócę uwagę przy kolejnych wpisach:) Czasmai tak jest, że się zafiksujemy na jakieś słowo i później za często go używamy.

  2. o bardzo przepraszam.. ostatnie co bym mogła sobie zarzucić to bycie malkontentem. nien cierpię narzekania bez powodu i doszukuje się we wszystkim pozytywów. jednak mimo wszystko ragu mnie nie urzekło? czy to oznacza od razu, że jestem malkontentem? nie sądzę…

    zwyczajnie makaron był dobry. tak samo jak i w pinoli, pappatore, czy brylantowej. ale po miejscu specjalizującym się w makaronie może spodziewałam się więcej, sama nie wiem.
    problemy pojawiły się przy tym z czym makarony są podawane. o ile makaron z ragu wołowym był niezły, o tyle makaron z krewetkami to była totalna porażka. współczułam narzeczonemu, że to zamówił. krewetki były niesmaczne, gumowe i nie wiem, czy świeże… doprawienie też było średnie. całośc wypadała bardzo słabo i dlatego zwyczajnie już tam nie wrócimy, skoro możemy iśc na pewniaki z wyżej wymienionych restauracji.

  3. Jest jeden kelner w Ragu, dla którego zdecydowanie ma się ochotę tam przychodzić. Mam wrażenie, że najchętniej wzięłabym od niego grafik na najbliższy miesiąc, żeby wiedzieć kiedy mogę przyjść i nie mieć ochoty rozszarpać kelnerki. W momencie, w którym człowiek ma swoje zboczenie zawodowe i wie jak to jest to obserwowanie obsługi jest jeszcze trudniejsze. Ostatnio byłam tam obsługiwana przez dziewczynę, która nawet w momencie kiedy składaliśmy zamówienie to na nas nie spojrzała. Dla mnie moment składania zamówienia to jest ta chwila kiedy masz najwięcej czasu na zapoznanie się z klientem i stworzenie jakiejś małej więzi na czas ich pobytu w restauracji kiedy można poznać ich potrzeby, mniej więcej wyczuć czy można z nimi pogadać i pożartować czy raczej postawić na sam kunszt kelnerski. Jakby na to nie patrzeć powinno jej w jakiś sposób zależeć na zrobieniu dobrego wrażenia – od tego zależą jej napiwki, a jako że przy jednej z wizyt zapytałam czy dzielą się napiwkami to mam pewność, że pracuje ona tylko i wyłącznie na siebie. I pierwszy, PIERWSZY raz w moim życiu to ja ustępowałam kelnerkom. Wychodziliśmy z restauracji i nawet nie spojrzała na nas tylko szła przed siebie. Gdybym jej nie ustąpiła to prawdopodobnie uderzyłaby we mnie.
    Jedzenie uwielbiam, obsługi oprócz tego jednego chłopaka nie trawię.

  4. Nazwij mnie malkomentem, lecz zdania o ragu nie zmienię. Byłem tam z dziewczyną dwa razy, żeby dać im szansę i to było o te dwa za dużo. Nie pamiętam już poziomu obsługi czy zamawianych potraw, jedynie co pamiętam to to żeby tam nie wracać!

    Pomimo faktu że jestem miłośnikiem makaronów, też jadam je od dziecka z apetytem i łakomstwem to te dwa razy, kiedy jedliśmy z dziewczyną makaron, zarówno jej jak i mój to były makarony (i to było nasze wspólne zdanie) był po prostu nie smaczny i byle jaki. Samkiem był o jeden punkt wyżej od tych gotowych makaronów ze słoika, czyli ocena wędruje gdzieś pomiędzy 3 a 4 na 10. Dochodzi do tego fakt że był totalnie zimny. Nigdy sobie nie wyobrażam iść do lokalu i dostać zimne danie, a tutaj proszę dwa razy. Może to była kwestia pełnego obłożenia lokalu jak byliśmy, ale mała rada dla ragu, jeśli nie radzą sobie z podaniem dań na ciepło, to niech zmiejszą liczbę stolików…

    Ja rozumiem że lepszego makaronu nie znajdziemy we wrocławiu, ale czy to znaczy że aż tak nisko musimy kulinarnie upadać, aby jadać w takich miejscach i dawać do zrozumienia, że na lepszą restaruację właściciele nie mają się co silić bo po taki chłam i tak przydzie masę osób?

    Ragu stanowcze NIE!

  5. Zaczyna mnie dobijać Twoja pyszałkowatość. To, że komuś nie pasuje to co Tobie nie oznacza, że musi zostać nazwany malkontentem a reakcja „Takich makaronów jak tutaj nie zjecie w całym Wrocławiu, tyle.” pachnie trochę osobami pokroju Gessler…
    Przyznam, że byłam w Ragu tylko raz, bo nie jest mi tam zbytnio po drodze, żeby zaryzykować po raz drugi. Obsługa nie była najwyższej jakości a porcji nawet w połowie nie zjadłam bo była po prostu nijaka…

    • Tak, tak.
      Po prostu zdaję sobie sprawę z jakiej jakości makaronem i produktem mamy do czynienia w przypadku Ragu, a z jakim gdzie indziej.
      Tu jest Ekstraklasa, reszta to max 1 liga.

  6. Byłem raz, masakryczna kolejka (akurat obchodzili 2 lata). Niestety zupy dnia już nie starczyło (a szkoda), więc zamówiliśmy tylko makarony. I tu wtopa, zamówienie zostało pomylone, bo dostałem coś innego niż zamawiałem, ale nie chciałem czekać kolejnych 20-30 min na podmianę dania więc zjadłem. Makarony bardzo dobrze przyrządzone, wszystkim smakowało… ale ostatnio spróbowałem makaronu (penne alla laiguegliese) w Piecu na Szewskiej i moim zdaniem zdaniem przebił smakiem makarony w ragu 🙂
    Nie mniej polecam oba lokale.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Polub nas na

103,169FaniLubię
42,400ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
1,420SubskrybującySubskrybuj
Agencja Wrocławska

Ostatnie artykuły