29.8 C
Wrocław
wtorek, 18 czerwca, 2024

Bar Mikrus – folklor w czystej postaci

Specyfika wrocławskich barów mlecznych jest jedyna i niepowtarzalna, w dodatku często nie doceniamy znaczenia tych miejsc i nie rozumiemy roli, jaką spełniają. Sam łapię się na tym, że Misia czy Mewę traktuję w kategorii ciekawostki przyrodniczej, aniżeli faktycznego celu codziennych pielgrzymek sporej części wrocławian. Te ruskie za 3,99 zł czy talerz zupy poniżej dwóch złotych ratują wielu osobom życie, dlatego też oburzałem się, kiedy rząd nie dosłownie, ale poprzez wprowadzanie głupich przepisów, chciał mleczaki po prostu udupić. Te na szczęście się nie dały, w mieście zostało ich niewiele, ale ciągle karmią, a do barów ustawiają się kolejki.

Na blogu opisałem właściwie wszystkie wrocławskie bary mleczne, a ich zwiedzanie zawiesiłem po zatruciu w Wikingu, kiedy na dobre odechciało mi się tego typu eksperymentów. Przerwa trwała długo, ale ostatnio coś mnie tknęło, kiedy przejeżdżałem obok zlokalizowanego na Ołbinie Baru Mikrus. Przez lata przed wejściem do środka skutecznie odstraszała mnie już sama otoczka dookoła, przyczernione firanki i nieciekawe towarzystwo przed wejściem. W końcu coś jednak we mnie pękło i w formie ciekawostki przekroczyłem progi specyficznego przybytku.

Okolica jaka jest, każdy widzi. Cytując blogowych klasyków – szału nie ma, choć akurat podczas pierwszej wizyty zadziwia mnie przekrój społeczny i wiekowy gości. Różnica wieku pomiędzy najmłodszym a najstarszym wynosiła jakieś 86 lat, z kolei największe wrażenie wywarła na mnie różnorodność przebywających na sali osób. Jeden obóz to babcie z dziećmi, drugi faceci w garniturach niekoniecznie ze Świebodzkiego, trzeci studenci, aż po panów wyglądających, jakby dopiero opuścili zakład karny lub się do niego właśnie udawali.

Ceny wyliczone co do grosza, co jednoznacznie daje znać, że to prawdziwy bar mleczny z dotacją. Wypisane na plastikowej tablicy Pepsi potrawy stanowią przekrój podobny do gości. Od zup, przez naleśniki, pierogi, aż po bryzola czy smażony ser. Kolejka do baru nie przestaje się ustawiać ani na chwilę, na kuchnię co i rusz płyną okrzyki – ruskie dwa razy!, schabowy na salę!, pół naleśników Pani Jadziu (może Danusiu, nie pamiętam) miało być już pięć minut temu! Klimat niepowtarzalny, a jeśli dodać do niego wyłożone drewnem ściany, mamy folklor w czystej postaci. A, są jeszcze obrusy we wszystkich kolorach tęczy, z których wydobywa się aromat wylewanego na nie od lat Maggi.

Żurek (3,06 zł) nie przypomina żurku w ogólnie znanej postaci. To gęsty, delikatnie kwaśny wywar z jajkiem, ze śladową ilością warzyw i nadającym przyjemnych nut majerankiem. Barszcz ukraiński (2,24 zł) raczej też nie dostarcza znanych wcześniej smaków. Jest słodko, warzywnie i jednak trochę zbyt wodniście. Za to wcale nieźle prezentują się krokiety z kapustą i pieczarkami (3,50 zł). Oczywiście przydałoby się, żeby zostały usmażone na bieżąco, a nie wydane po wcześniejszym leżakowaniu w bemarze, ale poza tym są zaskakująco poprawne. Ze sporą ilością nieźle doprawionego, lekko kwaśnego farszu i z miękkim naleśnikiem. 

Co ciekawe, im dalej w las, tym lepiej. Pierogi ruskie (3,84 zł) z dodatkowo płatnymi skwarkami (1 zł) to tradycyjnie już dla takich miejsc ziemniaczany, pieprzny farsz z ciastem o akceptowalnej grubości. Naprawdę nie jest źle, choć wiadomo, przydałoby się choć trochę twarogu, aby całość była minimalnie lżejsza.

Pół porcji gołąbków, czyli jedna sztuka (4,50 zł) oraz pół porcji kopytek (0,59 zł) na spokojnie wystarczy Wam za pełnowartościowe danie. Kapusta potrzebowałaby jeszcze ze dwóch dni, aby odpowiednio zmięknąć, ale wnętrze wypada nader okazale. Po równo mięsa i ryżu, do tego lekkie kopytka i koncentratowy sos pomidorowy. Hitem są jednak naleśniki z serem (4,38 zł), obsypane toną cukru pudru. Chrupiący naleśnik, kremowy, słodki serek, wszystko gra jak należy. Dzieci będą zadowolone.

Jak już wspomniałem, na dłuższy czas zrobiłem sobie odpoczynek od barów mlecznych, ale z perspektywy czasu żałuję, że nie udało mi się trafić do Mikrusa wcześniej. Zachowując wszelkie proporcje, da się tu zjeść przyzwoicie, za niewielkie pieniądze, bez strachu o zdrowie.

Bar Mikrus

Kluczborska 6

FB

Total 25 Votes
2

Napisz w jaki sposób możemy poprawić ten wpis

+ = Verify Human or Spambot ?

Komentarze

komentarze

Podobne artykuły

3 KOMENTARZE

  1. powiem tak – A NIE MÓWIŁEM? 🙂 Mikrus w lidze wrocławskich barów mlecznych jest w absolutnej czołówce. Owszem, można się do tego i owego przyczepić, ale umówmy się – za te pieniądze, tak smacznie (i nieszkodliwie dla żołądka :))) nie zjemy prawie nigdzie. Jestem wielkim fanem tego baru

    • Polecam to miejsce. Przychodzi tam finansowka, prezesi proszą sekretarki zeby przyniosły jedzenie, wrażliwe brzuszki seniorek smiało pochłaniaja co smaczniejsze. Facet na kasie to rowny gość. Fajnie tam.

  2. Mieszkałam na tej ulicy ponad cztery lata, ale nigdy nie zdecydowałam się na skorzystanie z tej knajpki, bo właśnie wygląd- widać, że powinnam. Najczęściej wpadałam do baru na wygodnej, gdzie jedzenie, przynajmniej wówczas, było robione na bieżąco.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Polub nas na

103,169FaniLubię
42,400ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
1,420SubskrybującySubskrybuj
Agencja Wrocławska

Ostatnie artykuły