18.1 C
Wrocław
piątek, 12 kwietnia, 2024

Frytki – czy da się robić własne frytki?

Lubię to poruszenie towarzyszące otwarciu każdej kolejnej pizzerii z piecem opalanym drewnem, kanapkowni, a także… frytkarni. Pizza i frytki to w ogóle tematy, na które nawet ci niezbyt zaangażowani w kuchnię Polacy kochają się wypowiadać, co często zauważam w komentarzach pod zdjęciami jednego lub drugiego dania. Skąd temat frytek? Otóż pod nasypem na Bogusławskiego, idealnie na tyłach budynku Teatru Polskiego, wystartowała właśnie frytkarnia o jakże oryginalnej nazwie – Frytki. Początkowo nie miałem w planach odwiedzać tego sąsiadującego z Mekongiem baru, ale pod jedną z dyskusji na fanpage’u WPK przeczytałem, że taki ze mnie recenzent, iż co najwyżej mogę sobie oceniać frytki. No więc proszę bardzo drogi komentatorze.

Czy przygotowanie frytek to wielka filozofia? Każdy, kto porwał się na to kiedykolwiek w domu, wie że niespecjalna. Diabeł tkwi jednak w szczegółach, zwłaszcza przy ich masowej sprzedaży. Wiedzą o tym choćby Belgowie i Holendrzy, którzy opanowali temat zdecydowanie najlepiej.

Jakie frytki zjecie w barze… Frytki? Dobra, sama ta nazwa wzbudza we mnie mieszane uczucia. Bo jak to powiedzieć – idę na frytki do Frytek? Dziwnie. Pytanie zasadnicze – jakie frytki sprzedawane są w tym bezstolikowym lokaliku? Niestety, mrożone z gotowca od polskiego producenta. Oczywiście mrożonka nie jest tu czynnikiem co do którego można mieć zastrzeżenia. Natomiast nawet nie tyle nie rozumiem, co po prostu nie widzę specjalnego sensu w otwieraniu kolejnego miejsca z takimi frytkami.

Po pierwsze – w świecie rozwijającej się gastronomii coraz bardziej doceniamy rzemieślniczy produkt, dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Tutaj w cenie 10 zł za dużą i 7 zł za małą porcję otrzymujemy produkt, który przy odpowiednim sprzęcie – czytaj frytkownicy, jesteśmy w stanie przygotować z takim samym skutkiem we własnym domu. Po drugie – tak z czysto biznesowego punktu widzenia. Jakie motywacje musiałyby mną kierować, aby przyjechać tu specjalnie z drugiego końca miasta, jak przyjeżdża się do wielu restauracji, ale i streetfoodowych projektów czy po lody do KRASNOLÓDa chociażby? Nie odnajduję ich, bo ten sam produkt, jeśli już najdzie mnie ochota na frytki akurat, mogę zjeść w osiedlowym kebabie jakieś 30% taniej. Czy byłbym w stanie przejechać pół miasta dla ręcznie krojonych frytek? Zdecydowanie, a już na pewno byłyby w stanie to zrobić kobiety w ciąży.

Frytki z baru Frytki? Są, po prostu. To chyba ich główny atut albo przekleństwo, wybór należy do Was. Solidnie usmażone, chrupiące, choć bez odpowiedniej struktury wewnątrz. Uwielbiam frytki, po przegryzieniu których widzę ziemniaka, a nie bliżej niezidentyfikowaną papkę. Tutaj tego nie ma. Do dyspozycji otrzymujemy również sosy – jeden w cenie do każdej porcji frytek. Do wyboru kilka wersji, ale porównując ich złożoność i smak do tych z Frytki+sos, musiałbym opowiedzieć o zestawieniu Poloneza Atu z Bentleyem, na korzyść tych ze Św. Antoniego oczywiście. Umówmy się, sos mexican hot to również gotowiec i to taki na poziomie stacji benzynowej. Curry? No tak nie wygląda curry, więc pomyłkowo otrzymałem raczej czosnkowy z serem, choć nie wiem jakim. Czosnek był, w dodatku w ilościach hurtowych, co odczuwałem przez cały dzień. W tym wypadku to produkt przygotowany na miejscu, ale zmieszanie majonezu z czosnkiem i czerwoną papryką do najcięższych nie należy. Co do tego chyba jest jasność. Aha, frytki zanim trafiły do „gazetowych” papierków, zostały uprzednio wymieszane w wielkiej misie z magiczną mieszanką soli i pieprzu.


Osobną kwestią jest sam lokal. Na pierwszy rzut oka wygląda trochę jakby ktoś miał wcześniej pomysł na założenie w tym miejscu tex-mexowego baru. Trupie czachy znane z takich właśnie przybytków są obecne niemal na każdej ścianie, a także w logo i doprawdy chciałbym, żeby mi się to sklejało, ale za żadne skarby nie chce. 

W dalszym ciągu nie mamy we Wrocławiu frytkarni, która na poziomie przygotowywałaby jedną z najpopularniejszych przekąsek na świecie. Na poziomie, czyli samodzielnie od A do Z, z przeprowadzeniem niezbędnych procesów, wcześniejszego obsmażania choćby. Namiastkę tego robi ktoś na Jedności Narodowej, ale tamte frytki z kolei są potwornie suche. Rozmawiałem z kilkoma osobami na temat tego, dlaczego nikt nie porywa się na otwieranie frytkarni z prawdziwego zdarzenia. W odpowiedzi pada najczęściej – ciężko o stałość w dostawach konkretnej odmiany ziemniaków, co mocno utrudnia sprawę. Ok, rozumiem, ale podejrzewam, że dałoby się to przeskoczyć. Kwestie finansowe? Jasne, własnoręczne obrobienie ziemniaków, nawet przy pomocy odpowiednich maszyn, to dodatkowe godziny, dni, udane mniej lub bardziej próby. Ale z drugiej strony, czy nie o to właśnie chodzi, aby eksperymentować, być zawsze krok przed innymi i zachęcać potencjalnego gościa oryginalnymi rzeczami? Może tak, może nie, może to tylko frytki i nie ma co dorabiać dodatkowej filozofii do nich? Zostawiam Was z tymi pytaniami, w dalszym ciągu oczekując na miejsce z domowymi frytkami.

Frytki

Bogusławskiego 29

FB

Total 10 Votes
0

Napisz w jaki sposób możemy poprawić ten wpis

+ = Verify Human or Spambot ?

Komentarze

komentarze

Podobne artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Polub nas na

103,169FaniLubię
42,400ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
1,420SubskrybującySubskrybuj
Agencja Wrocławska

Ostatnie artykuły