11.1 C
Wrocław
środa, 28 września, 2022

11 najbardziej irytujących zachowań gości restauracyjnych

Niedawno na blogu ukazał się tekst na temat zamykania się restauracji. Wtedy ponarzekałem trochę na błędy popełnianie przez właścicieli. Dzisiaj pora na drugą stronę, czyli gości, od humoru których w dużej mierze zależy powodzenie projektu restauracyjnego. Jakie zachowania klientów potrafią doprowadzić do białej gorączki obsługę? Zapraszam na jedenaście pozycji – na poważnie i z przymrużeniem oka.

To mi się należy!

W sumie to postawa większości Polaków, więc nie ma zdziwienia. Nie podejdziesz dostatecznie szybko – zjebka. Podejdziesz szybciej – zjebka, bo przecież my się jeszcze nie zdecydowaliśmy! Pięć minut po zamówieniu widzisz ten nerwowy wzrok, podchodzi i pytasz czy wszystko ok – proszę Panią, my jakiś czas temu złożyliśmy zamówienie, gdzie ono jest? Nie jest ważne, że jest niehandlowa niedziela, a w restauracji nie da się wbić szpilki. Każdy czeka, ale im się należy już, teraz, natychmiast! Nie macie chleba bez glutenu? Co to za restauracja, ja Was opiszę gdzie trzeba! Roszczeniowość to zło narodu polskiego.

Ja to jadłem homara w Bostonie i gotowałem z Bourdainem

Oho, pora wiać i przysłać do tego stolika jakiegoś młokosa. Poważna persona zjawiła się przy stoliku ósmym. Prawdziwy smakosz i znawca, nieomylny historyk sztuki kulinarnej, ekspert od wszystkiego. Podpowiada kelnerom i Szefowi Kuchni, którego prosi na środek sali w oku największej tabaki dnia, tłumacząc, że homara sprawia się inaczej, a jakby stek był zbastowany masełkiem, to już w ogóle petarda. No i te gnoczczi – wspaniałe, robicie je lepiej, niż pewna babuleńka z wioski na południu Włoch, u której uczyłem się gotować. Wszystko fajnie proszę Pana, tylko gnoczczi to mamy z Farutexu, mrożone.

Blogier

Co to nie on, wiadomo. Wchodzi i po otwarciu drzwi już szuka wzrokiem kelnerki, żeby go zobaczyła, bo na pewno da się załatwić jakiś dobry stolik. Szkoda tylko, że kelnerka nie ma pojęcia kim jest ów gość, bo jego blog czyta mama, tata i jedna koleżanka, a brat powiedział, że szkoda na to czasu. Z każdym kolejnym daniem narasta jednak dookoła blogerska aura – a to wejdę na krzesło cyknąć fotkę, a to zwrócę do kuchni danie, bo prosiłam bez pietruszki, tyle że na talerzu jest kolendra. No i koniecznie na koniec – zostawia swoją wizytówkę, naklejkę, żeby ktoś jednak w końcu zaglądnął na tę stronę.

Managera proszę!

Ja tu z kelnerzycą nie będę gadać, dawaj mi managera, bo rabat się należy! Z Jawora przywiezłem Halyne na obiad, a Wy mi tu podajecie schaba bez frytek. Jakbym chciał bez frytek, to bez frytek bym zamówił. Szybciusiem mi tu przynoś menedżerku w zębach, bo z szefem pogadam.

Znam Szefa

Przychodzi pan w ciemnych okularach, podciąga rękaw koszuli Dżordżo Armani z Turcji, żeby uwidocznić swój zegar wielkości bochenka chleba i rozpoczyna nawijkę od: jest szef? Nie, nie ma, odpowiada wystraszona kelnerka. My to z Mareczkiem niejedną imprezę przebalowaliśmy. Co tam macie dzisiaj do żarełka? Maruś mówił, że mam wpadać, kiedy chcę, rachunek otwarty. Wtedy zapada niezręczna cisza, po której kelnerka mówi – Pan Marek nie jest właścicielem od pięciu lat. Aaaaa, to ja wodę poproszę.

Brajanku, tylko nie przeszkadzaj ludziom!

Brajanek ma siedem lat i już rozumie co się do niego mówi, w przeciwieństwie do pięciomiesięcznego maleństwa, które płacze po prostu. Brajanek robi aferę, bo w ruskich są ziemniaki, więc mamusia zamawia frytki z keczapem, ale te miały być bez soli, a mamusia posoliła. Kolejna afera, a ludzie ze stolików obok zaczynają się przesiadać. No więc damy brajankowi ajfona iks, żeby się zajął. Ten włącza swoją ulubioną strzelankę na pełen głos. Tak, że cała restauracja słyszy huk rozstrzaskiwanej głowy Zombie, z której tryska po ścianach krew. Mamusia w końcu też to zauważa, krzyczy na młodego, jakby sam wziął sobie telefon, po czym mówi – idź sobie, chcemy ze starym zjeść jak ludzie! Brajanek się zabiera i rozpoczyna marsz pomiędzy stolikami. Tu zaglądnie, ta zagada, a na koniec potrąci kelnerkę niosącą gorącą zupę i trzy kawy. I to byłoby naprawdę śmieszne, gdyby nie było prawdziwe. Aha, taka malutka uwaga dla rodziców niemowlaków – talerz raczej nie jest dobrym miejscem do zostawiania pieluchy pełnej niespodzianek.

Znaj mój gest, burak jestem

Napiwki w restauracji to pewnie temat na inny wpis, ale ciężko nie zahaczyć go i tutaj. Na obiad przychodzi dwóch jegomościów raczej niewyglądających na takich, którym brakowałoby do pierwszego. Zamówienie to potwierdza – trzy przystawki, cztery dania główne, dżek daniels i po dwa piwa. Rachunek na 697 zł i przy płaceniu gotówką panowie kładą na stoliku siedem banknotów stuzłotowych oraz z ostentacyjnym uśmiechem rzucają: bez reszty! Uważam, że przy takim zachowaniu na spokojnie powinno być dozwolone bicie po twarzy. Osobną kategorią są wszelkie imprezy firmowe, wigilie, itp. Nie dość, że impreza jest przedpłacona przez szefa, to pijana z każdą minuta bardziej ekipa dowolnej korporacji domaga się coraz to większej atencji i donoszenia kolejnych szklanek, bo poprzednie zostały zbite. W końcu ktoś przychodzi po rozum do głowy i zadaje pytanie: ile nam zostało do wykorzystania? 98 zł! To tyle szotów, żeby wystarczyło! Niestety, o napiwku jakoś zapominają, a częściej kłócą się, że na pewno nabiliście coś, czego oni nie brali.

Cichociemny

Kulturalny z pozoru człowiek, schludnie ubrany, zasiada do stolika z odpowiednią gracją i puszcza w drzwiach swoją damę. Na pytanie czy wszystko mu smakowało, odpowiada zawsze, że jedzenie było wybitne, wręcz chyba nigdy nie jadł tak dobrego. Dlaczego zostawił połowę porcji? Stwierdza, że się najadł. Zostawia napiwek, ale już w nim buzuje, już obmyśla w głowie strategię zemsty za tego lekko przypalonego kotleta, o którym mówił, że jest pyszny. Wybiega z lokalu, zapominając o dżentelmeńskich zasadach, wsiada do auta z trzaśnięciem drzwi i jeb! Jedynka na fejsbuku, jedynka w google, obsmarowanie knajpy na każdej możliwej grupie z prośbą o wystawianie im jedynek, bo prawdopodobnie się zatruł. Właściciele mogą zachodzić w głowę co się stało, ale nikt przecież dzisiaj nie narzekał na jedzenie. Jedna prośba – nie bagatelizujcie sytuacji, kiedy dostajecie coś, co nie odpowiada standardom. Mówcie o tym, bo kelnerzy i Szefowie Kuchni nie są nieomylni, a już na pewno nie potrafią czytać Wam w myślach.

Ile?! Za tyle to ja mogę jeść przez tydzień.

Nie ukrywam, że to jeden z bardziej irytujących mnie podpunktów. Wieczni narzekacze, wiecznie smutni i sfrustrowani, bo drogo, bo za mało, bo… W internecie pisali, że jest dobrze, no więc idzie jeden z drugim. Pisali, że jest dobra jakość, ale nikomu nie przyszło do głowy, że jak jakościowo, to pewnie nie za tanio. I zaczyna się przy kasie – 13 zł za kanapkę?! Drą się wniebogłosy, a pozostali goście aż podskakują i odrywają się od swoich zajęć. Za tyle, to ja mogę przez cały tydzień jeść w domu. Wymysły dla hipsterów, a nie jedzenie, kontynuuje, nie zbaczając na fakt, że jego kompromitacja się wzmaga. Proces myślowy na temat genezy tej ceny nie wchodzi w grę. Jest drogo i już, knajpy zdzierają z biednych Polaków, którzy ledwie wiążą koniec z końcem. Nigdy już tu nie przyjdę, rzuca na odchodne, po czym idzie ze swoją Dżesiką na podwójny zestaw do maczka za 25 zł, bo tam przynajmniej pewna jakość. I o jednym tylko zapomina – sam przyszedł, nikt go nie prosił, a ceny od dawna można sprawdzić w internecie.

Minuta, dziesięć czy tam godzina. Co za różnica?

Wiecie dlaczego wiele restauracji rezygnuje z możliwości rezerwowania stolików? Nie dla własnego widzimisię, a z prostej przyczyny – zablokowany wolny stolik to strata pieniędzy, a nikt z nas nie lubi bez sensu ich tracić. Rezerwując stoliki goście kochają się spóźniać i blokować go blokować. Nie pięć minut, nie dwadzieścia. Pół godziny, godzina, a co tam. Nagle przychodzą, a na twarzach pojawia się ogromne oburzenie, że jak to tak – nie ma już ich stolika? Przecież rezerwowaliśmy! Następnym razem zalecam używać tego schowanego głęboko w głowie orzeszka.

Nie znam się, ale się wypowiem

Internetowi komentatorzy w okresie największej prosperity Facebooka to ogromne zło. Eskalujące z ogromną, niekontrolowaną siłą. Hejt wylewający się z każdej strony potrafi zaszkodzić nawet najlepszym i najtwardszym. Pizza z genialnymi składnikami, restauracja z pyszną kuchnią z umiarkowanymi cenami, świetne kanapki? Nieważne, zawsze będzie za drogo, niesmacznie i ze słabymi składnikami. Co tam, że ten młodociany komentator z dziewiczym wąsem zza klawiatury wypisuje bzdury na temat jedzenia, którego nie miał nigdy w ustach. To nikogo nie obchodzi. Ważne, że wypuścił w świat krzykliwe hasło. Internet to podchwycił, rozpoczęła się nagonka i nagle okazuje się, że ta naprawdę wspaniała pizza jest jakimś pseudo mrożonym produktem z małą ilością sera i koncentratem. Nikogo nie interesuje, że to bzdura. Raz napisane w internecie słowo nagle staje się prawdą objawioną tego wariata, który je napisał. Lawina ruszyła i już jej nie zatrzymasz.

Spodobał Ci się mój tekst? Polajkuj go, udostępnij, a po więcej zapraszam na Instagram oraz fanpage. Używajcie naszego wspólnego, wrocławskiego hasztagu #wroclawskiejedzenie

Foto – pexels.com

Total 465 Votes
102

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Komentarze

komentarze

Podobne artykuły

21 KOMENTARZE

  1. Nigdy nie spotkałam się z żadną powyższą sytuacją, w żadnej restauracji o żadnej porze dnia.
    Może idzie ku lepszemu? 🙂

  2. W temacie Brajanka – mi w ostatnia niedzielę jakaś dziewczynka (na oko 3- 4 latka) zarąbała napój ze stolika.
    Poważnie. Siedzimy sobie z mężem, jemy i rozmawiamy. I nagle w zwolnionym tempie widzie blond główkę i małą łapkę, która bierze mój napój i pije sobie w najlepsze… Zamurowało nas totalnie. Zero pojęcia co z tym fantem zrobić. Wtem odwraca się mamuśka ze stolika obok – „a skąd Ty masz soczek?” Dziewczynka wzruszyła ramionami, matka też i tyle mój napój widziałam 😀 Nadal nie mogę w sumie w to uwierzyć! hmmm… Dziecko było bezczelne czy rodzic?

      • A to nie jest bezczelne, że dziecko może coś bezkarnie ukraść? Nazywajmy rzeczy po imieniu! A dzieci mają rodziców, których obowiązkiem jest pilnować swoich pociech!

        • I tutaj masz rację. Rodzice są odpowiedzialni za swoje pociechy i powinni przynajmniej Cię przeprosić oraz odkupić napój. Dzieci to dzieci – nie mają pojęcia że coś może należeć do kogoś innego – szczególnie 3 latki.

    • Jak mama muszę przyznać, że są takie dni kiedy moje dziecko może przynieść zdechłego kota w zębach i ja wzrusze ramionami. Zazwyczaj w te dni musimy jeść na mieście. Poza tym dzieci często dostają soczki/ smakołyki od kelnerów, którzy mają nadzieję powstrzymać w ten sposób nieuniknioną borutę…

  3. Punkt 12.
    Najczęściej w kawiarniach i pubach : kiedy stolik 6-10 osobowy zajmują jedna , dwie osoby. Są oczywiście i stoliki dwu/cztero osobowe ale szlachta chce siedzieć przy dużym stole. Potem wchodzisz w 8 osób , lubisz lokal więc nie bardzo chcesz szukać dalej i klops. Albo siedzisz jak za karę przy stoliku wielkości taboretu a kubki trzymasz w rękach bo wszystkie na raz się nie zmieszczą na stoliku. Specjalizuje się w tego typu akcjach tzw hipsterka :” Ja jestem taki fajny i będę siedział/ła gdzie mi się podoba”

  4. Od lat pracuje w gastronomi i uważam, że jest coraz gorzej… każda z sytuacji pojawia się nagminnie, każdego dnia pracy mogę podać po kilka ich przykładów:( tekst świetny i napisany z humorem, jednakże bardzo życiowy

  5. uh, wątek o napiwkach mnie nieco poirytował. mam wrażenie, że do Polski przyszedł nawyk z zachodu czyli konieczne napiwki. rozumiem, że można nagrodzić kelnera, gdy był on rzeczywiście pomocny, pomógł w czymś, ale tak po prostu? skoro nie daję napiwków pani w sklepie, która mnie obsłużyła to czemu mam kelnerowi? (i oczywiście wielka obraza majestatu, że nic nie zostawiłam. kiedyś mnie kelnerki mało wzrokiem nie zabiły jak zobaczyły, że nic nie dostały. strach tam wrócić, bo jeszcze z zemsty naplują do jedzenia…) wydawało mi się, że w cenie dania jest obsługa i nie jest to KONIECZNE by dopłacać.

  6. Dinette w niedzielę około 15, wchodzimy, 2 zajęte stoliki w środku, ale niestety nie ma gdzie usiąść bo reszta stolików w rezerwacji. Niektóre dopiero od 16-16:30. Dla mnie to bez sensu, dziękują klientom którzy wchodzą z ulicy, a skąd mają pewność że Ci rezerwujący w ogóle przyjdą?

  7. @incomperta chyba nie skumałeś tego punktu o napiwku. Nie chodzi o to, że musi być, ale że jak go dajesz to nie po chamsku jak w przykładzie

      • Czarny sen kelnera/kelnerki czy kogoś za barem : klient płacący kartą. W 99 procentach =brak napiwku . Trochę smutne ale prawdziwe.

        • Do obowiązków służbowych kelnera(ki), barmana(ki), etc. należy nienaganna postawa oraz właściwe i terminowe obsłużenie klienta – za to płacę rachunkiem, a jeśli chcesz napiwek to musisz być zauważalnie ponadto. Jeśli chcecie kultury napiwków, to pamiętajcie, że za nagrodami idą też kary. A za niewłaściwa obsługę, należy się zwrot kosztów.

  8. I tutaj masz rację. Rodzice są odpowiedzialni za swoje pociechy i powinni przynajmniej Cię przeprosić oraz odkupić napój. Dzieci to dzieci – nie mają pojęcia że coś może należeć do kogoś innego – szczególnie 3 latki.

  9. Najbardziej wkurzają osoby z zepsutym (albo bez) smakiem, które masowo oceniają lokale (na + albo -) na różnych portalach. Efektem ich działalności przy współudziale opłaconych trolli jest kompletna niewiarygodność tych wszystkich gwiazdek.

  10. Z tymi cenami w internecie to też różnie bywa, więc można się czasem zdziwić. A co do rezerwacji, to w regulaminie powinno być, że rezerwacja nieodebrana w 10-15 minut przepada i tyle. 😉

  11. @incomperta – dzięki, nie muszę sam tego pisać. Reasumując, jeżeli urwiesz mi przysłowiową dup. to dostaniesz napiwek, ale za swoją pracę dostajesz pensję. Tu tez się nasuwa pytanie – czy ja powinienem żądać zwrotu pieniędzy albo „napiwka” za obsługę poniżej normy ??
    Co do internetu, to mało gastronomi trzyma strony aktualne. Trzeba by śledzić każdy profil na portalu społecznościowym. Bo tam, najczęściej w chaosie gry marketingowej, znajdziemy aktualne informacje.

  12. A mnie mocno denerwuje to, że kelnerzy uważają, że należy im się napiwek. Dlaczego mają być uprzywilejowaną grupą? Dlaczego w hotelach, sklepach (nawet biedronkach) nie daje się napiwku, a w restauracji trzeba, bo kelner tego chce? Nie ma szans, nigdy żadnego nie dam, bo się kelnerom w głowach poprzewracało, że za przyniesienie dania po godzinie od zamówienia mają dostać napiwek 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Polub nas na

103,169FaniLubię
42,400ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
1,420SubskrybującySubskrybuj
Agencja Wrocławska

Ostatnie artykuły