fbpx
24.7 C
Wrocław
poniedziałek, 27 maja, 2024

Gdzie je WPK #11 – ukraińskie knajpki, Rumbar pod nasypem i ramen

Od kilka dni ten świat nie jest już taki sam i chyba na długi czas nie nastanie normalność. Smutne są obrazki zza wschodniej granicy. Wszyscy solidaryzujemy się z Ukrainą, z Ukraińcami i liczymy, że zachowają swoją suwerenność. My możemy pomagać jedząc w ukraińskich miejscach we Wrocławiu, których listę znajdziecie tutaj. Choć ciężko jest zebrać myśli, wrzucam kolejną już część cyklu Gdzie je WPK. Już z elementami ukraińskimi.

Kozacka Chatka

Klientem Kozackiej Chatki jestem od samego początku ich działalności. Zdaje się, że już o siedmiu czy ośmiu lat. Wcześniej bywałem w ich małym lokalu na Wejherowskiej, teraz dość regularnie podjeżdżam na Energetyczną. Pierwsza ważna na chwilę obecną kwestia – Panie właścicielki zorganizowały w lokalu punkt przyjmowania darów dla uchodźców i Ukraińców pozostających w swoim kraju.

Co jeść? Wszystko, dosłownie. Najpierw warto przeglądnąć lodówki stojące w lokalu, bo Kozacka Chatka to również od czasów pandemii delikatesy z ciekawymi produktami. Moją ukochaną potrawą z Kozackiej są bliny z mięsem. Cudowne, mięsne na maksa, jednocześnie owinięte w lekko słodkie naleśniki. Cudo. Podobnie jak i mega bogaty, gęsty, podawany ze śmietaną barszcz ukraiński. Niewątpliwie warto skusić się na tutejsze pielmieni czy pierogi ruskie. Smaczne, prawdziwe, autentyczne miejsce, które warto wspierać.

Lviv – kawior, wódka, bliny

Lviv wrósł już na dobre w krajobraz ulicy Legnickiej, ale i całego Wrocławia. Osobiście uwielbiam tę kuchnię, lubię brak przekombinowania, a także luźny, barowy klimat. Co jeść? Zdecydowanie pielmieni. Najdelikatniejsze ze wszystkich, jakie spotkałem we Wrocławiu. Z mięsnym farszem, który dosłownie rozpływa się w ustach. No i to cieniutkie ciasto! Ono jednak nie jest niczym dziwnym, bo podobnie pyszne ciasto spotkacie przy pierogach ruskich – tfu, lwowskich.

Moje dzieci uwielbiają serniczki, czyli coś idealnego dla miłośników słodkich przekąsek. To smażone kotleciki twarogowe podawane ze śmietaną i malinowym sosem. Co jeszcze? Bliny z kawiorem i śmietaną. Puszyste, lekkie, domowe do bólu. Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy, na zdrowie Ukrainy!

Shrimp House Zwycięska

Niezbyt często zapędzam się w okolice ulicy Zwycięskiej, ale jeśli już, to czułbym się niedobrze, gdybym nie zawtitał choć na chwilę do ekipy Shrimp House. Moje dzieci uwielbiają ich krewety, więc korzystają ile się da. Co tym razem wjechało? Klasyka w najlepszym wydaniu, a więc tempura z batatami. Solidna porcja, chrupiąca fryta, a i sam duży lokal na Zwycięskiej sprawia, że przyjemnie się tu je.

Gruba Focca 

Niedawno pisałem Wam o Grubbej Focce, która pojawiła się w opcji na kawałki pod Pasażem Grunwaldzkim, a dzisiaj czas na sprawdzenie ich w dowozie przez WOLT. Moje zamówienie jest standardowe – dwa kawałki Pepe i dwa kawałki Margherity. Atuty? Chrupkość i lekkość ciasta, które wizualnie sprawia zupełnie inne wrażenie. To jednak kompletne zaprzeczenie ciężkiego, niezjadliwej pizzy na grubym cieście. Tutaj jest przyjemność i brak uczucia przesadnego zapchania. Takie dwa kawałki dla mnie to idealne rozwiązanie na obiad.

Rumbar Nasyp

Po rozgoszczeniu się w nowym, większym lokalu w Pasażu pokoyhoff, Rumbar wyruszył na podbój nasypu na Bogusławskiego. Jak wyszło? Przynajmniej na początku bardzo dobrze. Miejsce takich konceptów jest pod nasypem, zdecydowanie. Albo odwrotnie – pod nasypem jest miejsce dla tak sprofilowanych knajpek. Knajpek, w których można zjeść, popić i bawić się do wieczora. I Rumbar spełnia te wszystkie wytyczne. Lokal jest malutki względem tego z Pasażu, ale dzięki temu ma swój niewątpliwy klimacik, a przejeżdżające co chwilę pociągi powodują, że od razu wiemy, gdzie jesteśmy.

Co jedliśmy? Po pierwsze i najlepsze – tatar na toście z majonezem sojowo-truflowym. Super tekstura mięsa, odpowiednia temperatura i bardzo wyrazisty smak, który podkręca wspomniany majonez. Ciekawostkę stanowi brioche z soft shell krabem. Co prawda panierowany w całości krab nie eksploduje smakami, to stanowi dobrą przekąskę przy serwowanych tutaj koktajlach. Dzieci zamówiły sobie fish&chips z dorsza, żona poszła w delikatne żeberka. Miejsce na pewno do ponownego odwiedzenia!

Yemse2

O tym, że ekipa Yemsetu potrafi w rameny, wie każdy we Wrocławiu. Jakiś czas temu chwalili się na swoich social mediach, że oto przygotowali nową wersję mojego ulubionego spicy miso ramenu. I faktycznie, jest to wersja nowa, znacznie różniąca się od pierwowzoru. Idealna opcja na chłodne dni – grzeje konkretnie swoim pieprzowym posmakiem, kremowa gęstość jak najbardziej do mnie przemawia, a do wszystkiego dochodzi niezniszczalny boczek chashu – tak dobrego nie zjecie w całym kraju. Jeśli na ramen we Wrocławiu, to na pewno do Yemse2.

Dinette

Śniadanie w Dinette to klasyk taki sam, jak Miś w telewizji. Jesteśmy z żoną regularnymi gośćmi, a przy okazji kwarantanny naszych dzieci przyczyniły się do tego, że mogliśmy spędzić jeden z poranków w rodzinnym gronie. Co zjedliśmy? Dla mnie premierowo – niewiele jest dań nieznanych mi z ich karty porannej – meksykański power bowl z krewetkami. Fajne, lekkie, podkręcone lekko wędzonym jogurtem danie. Dzieci zapragnęły pankejków, a skoro pankejki, to najlepiej w Dinette w wersji z ogromnymi, grubymi placuszkami. I faktycznie te robią wrażenie. Dla żony jajecznica – uwielbiam ją za ten kolor i teskturę, oraz pieczywo z konfiturą i masłem. Klasycznie, bardzo smacznie.

 

 

Total 1 Votes
0

Napisz w jaki sposób możemy poprawić ten wpis

+ = Verify Human or Spambot ?

Komentarze

komentarze

Podobne artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Polub nas na

103,169FaniLubię
42,400ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
1,420SubskrybującySubskrybuj
Agencja Wrocławska

Ostatnie artykuły