fbpx
1.9 C
Wrocław
poniedziałek, 28 listopada, 2022

Konspira – solidarność z rynkową klasyką

Gdzie zjeść najlepsze polskie jedzenie we Wrocławiu? Oczywiście, że w Konspirze – bardzo często w taki sposób odpowiadacie na tak postawione pytanie, więc musiałem sprawdzić czy rzeczywiście jest tak dobrze w restauracji znajdującej się przy placu Solnym.

Restauracja Konspira

pl. Solny 11

Ogólnie z tymi najlepszymi zawsze jest kłopot. To co najlepsze dla jednego, dla innego będzie najsłabsze i na odwrót. Wiemy to wszyscy, dlatego też rozmowy na temat jedzenia potrafią ciągnąć się w nieskończoność i tak naprawdę nigdy nie kończyć. W każdym razie – dla jednych ważna jest atmosfera w restauracji, dla innych wielkość pozycji, a jeszcze dla kogoś smak oraz jakość użytych produktów. Rzadko kiedy zdarza się połączyć te wszystkie składowe w jedną całość. I właśnie dlatego z pewnym dystansem podchodzę do tych wszystkich poleceń – to najlepsze, tamto najgorsze, itd. Nie to, żebym nie cenił sobie Waszych poleceń. Wręcz przeciwnie – bardzo je doceniam, ale ostatecznie samodzielnie wydaję swoje osądy na podstawie subiektywnych przesłanek, co czego i Was zachęcam. Żeby była jasność – nigdy nie staram się, aby moja opinia była dla Was wyznacznikiem tego czy warto gdzieś pójść, czy nie. To swego rodzaju przewodnik. Jak więc jest z tą Konspirą?

MIEJSCE

Należę do grona Polaków, fascynujących się słusznie minioną epoką. Nie fascynuję się jednak ślepo jedynie gadżetami z PRL-u, choć w mojej szafie wisi kilka smaczków – z kolorowym kombinezonem narciarskim i garniturem z dzwonami na czele. Moim konikiem jest historia tamtego okresu, tło społeczne oraz kultura tych w sumie smutnych czasów powojennej Polski. Wyobrażacie sobie, że za pomocą magicznej różdżki przenosicie się w czasie? Można się tak trochę poczuć przekraczając progi Konspiry.

Lokal przy placu Solnym pełen jest odniesień do peerelowskiej kultury (?) i gdyby oceniać restaurację jedynie z perspektywy wytworzonego tu klimatu oraz pomysłu na nią, wystawiłbym z automatu piątkę z plusem. Nie mamy tu do czynienia z udawaną knajpą z pojedynczymi, losowymi gadżetami z lat 70. Nie, w Konspirze jest i wojskowy gazik, w którym można zjeść, jest sklep z pustymi półkami, ale i zabawki w postaci lampki wykonanej z telefonu. Dla mnie bomba i na spokojnie można się poczuć niemal, jak w muzeum PRL-u.

MENU

Kwestia numer jeden to sama karta. Ba, gazetka właściwie. Bardzo doceniam, bo wykonano tu ogrom pracy, aby wytworzyć menu w takiej formie. Nazwy z epoki, grafiki utrzymane w klimacie minionych czasów. Brawo, naprawdę brawo. W całym tym zalewie totalnie nijakich knajpek rynkowych bez pomysłu na siebie, tutaj jest ciekawy motyw przewodni oraz szczegóły powodujące, że rzeczywiście można momentami przenieść się w czasie.

Same potrawy swoimi nazwami również nawiązują do historycznego pomysłu na lokal. Są więc placki po węgiersku, tfu – Solidarność polsko-węgierska. Jest danie wywrotowca, bigos protestacyjny czy rarytas strajkowy w postaci żeberek. Ktoś miał pomysł i oprawił go w ciekawy sposób. Ogólnie to jedna z tych restauracji wpisujących się w trend „pod turystę”, ale z wyraźnym zaznaczeniem, że jednak ktoś zadbał o szczegóły tematu przewodniego. Pytanie – co z jedzeniem?

JEDZENIE

Trafiamy do Konspiry akurat w ciepłe październikowe popołudnie, więc wybieramy zewnętrzny ogródek kosztem wspomnianej sali pełnej peerelowskich wspomnień. Przy stolikach obok dominują języki innych narodowości, co zgrywa się z tym charakterem restauracji. Sam fakt, że jako wrocławianin trafiłem tu dopiero teraz, także trochę mówi o tym, do kogo jest skierowana. Na początku warto pochwalić obsługę, niezwykle sprawnie poruszającą się pomiędzy licznymi stolikami, a czas oczekiwania – będący obiektem pewnych obaw – pozytywnie zaskakuje.

Rozpoczynamy od żurku w chlebie (34,99 zł). Wywar nie jest najgorszy, mocno chrzanowy, choć trochę wodnisty. Trochę jednak mało tego żurku w żurku. Całość dość szybko zostaje wchłonięta w chleb i pozostaje wybierać dodatki. Pyra z gzikiem (24,99 zł) to gargantuicznie wielka porcja zgrillowanych ziemniaków podanych z czosnkowym w opór twarogiem. Bardziej, niż gzika to właśnie czosnkowy serek, ale w formie przekąski, kiedy wpadniecie z większą grupą, nie jest źle.

Zestaw robotniczy (49,99 zł) to schabowy z pieczonymi ziemniakami i obowiązkowym jarmużem, który trafia na absolutnie każdy talerz w towarzystwie kiełków. Co kto lubi, dla mnie to jednak niespecjalnie potrzebny garnisz. Sam kotlet podobnie, jak w przypadku poprzednich dań, gigantyczny. Nie do końca rozumiem posypywanie ziemniaków przyprawą w stylu „do kurczaka”, ale jeśli ktoś zje tego schaba w Konspirze, na pewno nie wyjdzie zawiedziony.

Danie wywrotowca (49,99 zł) to z kolei gulasz wołowy z kopytkami. To nie tak, że nie da się tego zjeść. Wszystko się da, tylko po co? Sos gulaszu smakuje wszystkim, tylko nie mięsem. Słono-słodki posmak w połączeniu na wpół twardym mięsem to nienajlepsza zachęta do jedzenia tej pozycji. Jak wypada rolada dolnośląska (59,99 zł)? Tutaj to już ktoś postanowił sobie chyba zażartować i podać na talerz przeciętą podeszwę, bo na pewno nie rozpadającą się wołowinę. Słabo, bardzo słabo to wypada. Do przekrajania przydałby się najbardziej nóż stekowy, a smakowo ponownie mamy do czynienia z sosem, którego smak nijak kojarzy się z mięsnym sosem rolady. Trochę smutno mi się zrobiło, bo o ile porcja ogólnie robi kosmiczne wrażenie, tak naprawdę zawartość talerza po prostu nie jest według mnie warta zapłaconej kasy. Szkoda. Przykro, bo napaliłem się na roladę ze zdjęcia w menu, a wyszło jak wyszło.

PODSUMOWANIE

Naprawdę kupuję pomysł na tę knajpkę. Nie ma w Konspirze kiczowatego pójścia na skróty w kwestii wystroju, a jest solidnie wykonana praca, ukazująca pewien luźny przekrój przez epokę znaną bardziej pokoleniu moich rodziców. Natomiast tak już jest ten świat skonstruowany, że rolą restauracji jest karmienie ludzi. I tutaj pojawia się pewien zgrzyt, bo o ile obcokrajowcy nie do końca znający realia prawdziwie domowej, smacznej kuchni na ziemiach polskich mogą przyklaskiwać, tak mi pozostaje trochę pomarudzić.

Jedzenie nie dojeżdża do anturażu Konspiry, a szkoda. Jak napisałem – to wszystko można zjeść, to oczywiste. Czy jednak o to chodzi? Niekoniecznie. Gulasz czy rolada to dania, jakich nie powstydziłyby się najbardziej zakorzenione na wrocławskim rynku restauracje. Konspira jednak pisze swoją historię i faktycznie może się podobać motyw przewodni, to jednak nie czuję potrzeby, aby tu wrócić. Chyba, że z znajomymi spoza Polski. Tutaj wychodzi solidarność z wieloma innymi knajpkami z Rynku.

Oceńcie sami i napiszcie jakie są plusy i minusy tego miejsca. 

Spodobał Ci się mój wpis? Polajkuj go, udostępnij, a po więcej zapraszam na Instagram oraz fanpage i TikTok. Używajcie naszego wspólnego, wrocławskiego hasztagu #wroclawskiejedzenie

Total 2 Votes
0

Napisz w jaki sposób możemy poprawić ten wpis

+ = Verify Human or Spambot ?

Komentarze

komentarze

Podobne artykuły

1 KOMENTARZ

  1. Ta speluna to jakiś mega syf. Przyszliśmy na piwo, co zakomunikowaliśmy na wejściu, poddenerwowana kelnerka powiedziała proszę usiąść wciskając nam karty menu, następnie powiedziała że za chwilę do nas podejdzie, po kilku minutach inny klient podszedł do baru i ta sama kelnerka od ręki nalała mu piwo obsługując go poza kolejnością. Brak szacunku do gości tej speluny, wyszliśmy nie zamawiając nic. A już sama ekspozycja polityczna przed lokalem śmierdzi wypranym łbem samego właściciela tej speluny, skoro on sobie pozwala obrażać normalniejszych i samodzielnie myślących ludzi.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Polub nas na

103,169FaniLubię
42,400ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
1,420SubskrybującySubskrybuj
Agencja Wrocławska

Ostatnie artykuły