fbpx
9 C
Wrocław
poniedziałek, 4 marca, 2024

Kurtosz czy langosz – kuchnia węgierska ponownie we Wrocławiu. Smaczna kuchnia.

Kuchnia węgierska we Wrocławiu? W przeciągu ostatnich ponad czterdziestu lat w tym temacie nie działo się kompletnie nic. Już w latach 70. w PeDeCie działał Czardasz, a po taki okresie wrocławianie w końcu ponownie otrzymują szansę spróbować madziarskich smaków. Jak w historii zapisze się Kurtosz czy langosz działający od końcówki listopada na wrocławskim Rynku? Sprawdźmy!

Gdzie? Rynek 46/47

FB

MIEJSCE

Historia lokalu w kamienicy Rynek 46/47 nie ma specjalnie dobrej historii gastronomicznej. Niegdyś mieściła się tu kawiarnia, ale to jeszcze wspomnienie lat 80. Ostatnimi czasy trafiło tu m.in. Sushi Kobo, a następnie kawiarnia sygnowana nazwą piramidy finansowej, która oczywiście nie przetrwała próby czasu.

Kilka miesięcy temu odezwał się do mnie obcy mi człowiek z zapytaniem czy wybór tego konkretnego miejsca pod węgierską restaurację to dobry wybór. Uczciwie powiedziałem, że łatwo nie będzie, bo lokal jest niezbyt przyjazny ze względu na dwa piętra, z czego na parterze powierzchni użytkowej zbyt wiele nie ma. Kilka miesięcy później okazało się, że ów pan podjął wyzwanie. I spojlerując trochę, chyba dobrze, choć w dalszym ciągu uważam, że lokal pozbawiony właściwie witryny nigdy nie ma łatwo na płycie Rynku.

MENU

Kuchnia węgierska – nie wiedzieć dlaczego, nie należy do najpopularniejszych w naszym kraju. Mimo wszystko szkoda, bo przynajmniej w tym gastronomicznym wydaniu to bardzo interesujące i momentami zbieżne do naszych, smaki. Do karty Kurtosz czy langosz udało się zmieścić większość znanych postronnemu obserwatorowi kulinariów potraw oraz oczywiście oba tytułowe konie pociągowe.

Jest więc gulasz po węgiersku, dania przygotowywane z mangalicy, słynna rybna zupa haleszle czy właśnie langosze oraz kurtosze. Część potraw przynajmniej w pierwszym kontakcie wygląda na pewien kompromis pomiędzy kanonicznymi węgierskimi smakami, a zadowoleniem podniebienia polskich odbiorców. Do menu trafiły również węgierskie wina oraz mocniejsze alkohole. Trzeba przyznać, że brzmi to wszystko całkiem nieźle.

JEDZENIE

Początkowy plan zakładał wybranie się tutaj przynajmniej dwa razy, jak mam to w zwyczaju w przypadku większości restauracji. Po zjedzeniu trzech pozycji z karty podczas premierowej wizyty, narodziło się w mojej głowie przekonanie, że nie ma na co czekać. Może i materiał badawczy do najszerszych nie należy, ale było na tyle smacznie, że chciałem się z Wami podzielić wrażeniami na gorąco.

Rozpoczynamy od langosza, a więc prawdopodobnie najpopularniejszego reprezentanta ulicznego jedzenia rodem z Węgier. Do wyboru macie ponad dziesięć opcji, ale decyduję się na klasykę nad klasyki – śmietana i tarty ser. Cena? 20 zł i ja w tym momencie mówię głośno i wyraźnie – to jest świetny langosz, to jest dobra cena. Wyrośnięte, a jednocześnie chrupiące i nie za tłuste ciasto, lekko naczosnkowana śmietana i tarty żółty ser. Pyszka, po prostu. Buzia się cieszy.

Danie główne i oczywiście gulasz węgierski (55 zł). I teraz tak – te placki ziemniaczane to zdaje się są takim oczkiem puszczonym w stronę polskiego klienta. Bo przecież kto nie zna placków po węgiersku w naszym kraju? No każdy zna, a że z samymi Węgrami wspólny mają tylko gulasz? Niech i tak będzie. W tym akurat wypadku ważniejsze jest co innego – to danie jest zwyczajnie smaczne. Smaczne i technicznie poprawne, z chrupiącymi, grubymi plackami polanymi śmietaną, a także rozpadającym się, miękkim mięsem w zawiesistym sosem. Jest tu właściwie wszystko – minimalna ostrość, głębia smaku, chrupkość. Dawno po żadnym z takich stosunkowo prostych form jedzenia nie cieszyłem się tak mocno.

Po tak obfitym obiedzie samo przez siebie rozumie się, że należałoby zjeść deser. Jeśli deser tutaj, to oczywiście tytułowy kurtosz (20 zł) w wersji crunchy z czekoladą i czekoladową posypką. Świeży, miękki, a zarazem chrupiący na zewnątrz, a jeszcze na dokładkę z solidną porcją czekoladowej słodyczy wewnątrz. Amen, można zamykać ten kram. Następnym razem zjem to wszystko raz jeszcze, a potem przekąszę wszystkie wywołujące ślinotok na samą myśl dania z mangalicy.

PODSUMOWANIE

Jak oceniam restaurację węgierską Kurtosz czy Langosz? Dla mnie to powiew świeżości, ponieważ kuchnia węgierska nie była w naszym mieście w ogóle reprezentowana. Dodatkowo to wartość dodana dla samego Rynku, który z miesiąca na miesiąc zyskuje na jakości działających tu restauracji. 

Spodobał Ci się mój wpis? Polajkuj go, udostępnij, a po więcej zapraszam na Instagram oraz fanpage i TikTok. Używajcie naszego wspólnego, wrocławskiego hasztagu #wroclawskiejedzenie

Total 32 Votes
11

Napisz w jaki sposób możemy poprawić ten wpis

+ = Verify Human or Spambot ?

Komentarze

komentarze

Podobne artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Polub nas na

103,169FaniLubię
42,400ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
1,420SubskrybującySubskrybuj
Agencja Wrocławska

Ostatnie artykuły