fbpx
8.7 C
Wrocław
poniedziałek, 18 maja, 2026

Odré – Wrocławiu, chcemy więcej takich miejsc!

Czy Wrocław w końcu doczekał się restauracji, która faktycznie zmienia lokalny gastro układ? Odre – nowa restauracja na Bulwarach, stworzona przez twórców CAMPO, od otwarcia budzi ogromne emocje i przyciąga uwagę miłośników dobrej francuskiej kuchni. Sprawdziłem, co sprawia, że o Odre Wrocław mówi się jako o jednym z najciekawszych nowych miejsc w mieście.

Francuska restauracja Odre Wrocław

Gdzie? ks. Witolda

Nareszcie! Chciałbym to wykrzyczeć głośno i wyraźnie, aby dotarło możliwie daleko. Mamy w końcu we Wrocławiu powiew świeżości, którego tak bardzo brakowało. Wydawać by się mogło, że nie można powielać ciągle tych samych schematów, ale Wrocław wymykał się temu myśleniu. Kopia kopii, kalka odbijana po tysiąckroć – taka jest rzeczywistość tutejszej gastronomii. Możemy się z grubsza z moimi tezami zgadzać lub nie, ale oczywiste fakty są faktami. Jak gdyby nigdy nic objawili się oni, tworząc miejsce jakościowe, dograne, przemyślane, podążające swoją drogą. Zapraszam Was do Odre, nower restauracji we Wrocławiu.

MIEJSCE

Bulvary to przestrzeń oddana do użytku w 2020 roku, na terenie której po wojnie mieściły się m.in. koszary ZOMO. Obecnie to nowoczesna miejska tkanka tuż przy nabrzeżu Odry. Ta jednak – także w związku z okresem pandemicznym, przez dłuższy okres nie została odpowiednio zagospodarowana. Po długim czasie pustych przebiegów, tutejsze lokale zaczęły się zapełniać, a gastronomiczni najemcy w postaci DESEO czy Yerba Cafe krok po kroku stwarzali coraz to lepsze podłoże dla kolejnych chętnych.

Kiedy mniej więcej w połowie roku pojawiły się pierwsze informacje na temat planowanego otwarcia restauracji Odre przez właścicieli dobrze znanego już w mieście CAMPO, zapaliła się w mojej głowie lampka z napisem „będzie dobrze”. Czy w Odre jest dobrze? Zapraszam do środka!

Przyznam, że idąc do Odre spodziewałem się lokalu w nowoczesnym wydaniu, wpisującego się w obecne trendy wnętrzarskie. Prawdę mówiąc, nie wiem sąd to przekonanie. Możliwie, iż wynikało ono z ostatnich doświadczeń z talerzykowych konceptów rozsianych po całym kraju, w których to podobieństwo pewnych schematów architektonicznych jest aż nader bliskie. Tutaj mamy do czynienia z klasyką, elegancką prostotą, a pewnie i nawiązaniem do francuskich bouillons, a więc restauracji wyspecjalizowanych w tradycyjnej francuskiej kuchni, z dużą ilością stolików i przyzwoitymi cenami. Centralnym punktem Odre jest wysuwająca się w głąb restauracji otwarta kuchnia. 

MENU

Szef kuchni Mateusz Konieczko stworzył kartę opartą w dużej mierze na francuskiej klasyce. I dobrze, bo akurat ona stanowi ponadczasową wartość – jakże odmienną od ślepego podążania za tiktokowymi trendami, chęci szokowania klienta czy miksu różnorodnych kierunków kulinarnych, z których ostatecznie wychodzi ciężkostrawne nic. 

Ciekawym zabiegiem, ale i ukłonem w stronę lokalności, a jednocześnie szacunkiem do jakościowego produktu wokół komina jest dopisek, informujący o dostawcach z Dolnego Śląska, od których pochodzą poszczególne składniki. I taki mariaż należy zaliczyć po stronie atutów Odre. Przejdźmy do jedzenia!

JEDZENIE

Na dzień dobry na plus zapisuję, iż atmosfera nie należy do przesadnie sztywnych. Obsługa ma może momentami jeszcze odrobinę zawahania jeśli chodzi o moment podejścia do stolika, ale wierzę, że ten timing da się wypracować. W każdym razie – najważniejszą umiejętnością kelnerów jest zdolność do snucia opowieści na temat podawanych produktów. I w Odre w dość plastyczny sposób słyszymy co, z czym i dlaczego jest podawane. Zaczynamy!

A na start pojawia się pieczona na miejscu bagietka, jak to we Francji. Idealnie wyrośnięta, z miękkim wnętrzem oraz ledwie delikatnie chrupiącą skórką. Pierwsza próba smaku to ostryga (32 zł) – w tym przypadku podana z fermentowanym chili oraz kolendrowym akcentem, który w moim odczuciu robi całości bardzo dobrze. Ostrość dołącza gdzieś daleko w tle, natomiast sama ostryga to istota całej opowieści o świeżości i prostocie. Robi dobrze i smacznie nastraja przed dalszą częścią. 

Słyszę tatar (52 zł), zamawiam z automatu. Tutejsza interpretacja – jak przekonam się jeszcze później – stanowi uosobienie sposobu myślenia o jedzeniu w Odre. Produkt na piedestale, dodatki w istotnych rolach, ale jednak tylko komponentów. Mięso zostało posiekane, co zdecydowanie mi odpowiada, a w roli uzupełnienia wystąpiły ledwie dochodzące do głosu podgrzybki. Całość ułożono na cebulowym majonezie, który choć wyrazisty, nie wyprzedził wołowiny w wyścigu o prymat smakowy. Wspaniałość!

Zupa cebulowa (36 zł) w wielu głowach występuje niemal zamiennie z kuchnią francuską. Jedno bez drugiego żyć nie może, i choć to pewne nadużycie, jej obecność w menu jest w pełni uzasadniona. Wegetariański wywar nie pozwala o sobie zapomnieć choćby na moment, a z głębi smaku raz po raz wybija się to słodycz, to lekka gorycz, to znów kremowość serowej skorupki zapieczonej u góry. Powiem Wam, że to z pozoru niewielkie naczynko zaskoczy niejednego. Oprócz wywaru znalazłem w nim utopione grzanki z bagietki, a także sporo cebuli. Trafiający tu Francuzi na pewno uśmiechną się szeroko po degustacji.

Raviole du Dauphine (68 zł) to comfort food wywodzący się z południowej części Francji, łączący wszystko co najlepsze – zboże i nabiał. I zaprawdę powiadam Wam – choćbyście kochali steki, tatary czy kaczki, ten rozkoszny makaron z zamkniętym w środku serowym sercem stanowi pozycję obowiązkową w Odre. Klasa!

Doceniam nieoczywiste podejście do tematu, rezygnację z sera Comte na rzecz naszych lokalnych serów z Mojęcic – twarogu, ricotty oraz sera pieprzowego. Ogrom masła dodatkowo uwiarygadnia doskonałość tejże potrawy. Nie próbujcie wyjść bez spróbowania tych pierożków.

Sezonowany przez 30 dni rostbef (160 zł) z masłem Cafe de Paris to pozycja, na temat której nie trzeba rozpisywać zbyt długich wywodów. Świetne, jędrne, płynące w ustach mięso, a gdyby smaku z klasycznego masełka zabrakło, dodatkiem jest dozowany przez gości samodzielnie demi glace. Umamiczność level master. Gdy dopowiem, że zagryzałem wołowinę domowymi frytami z serem oraz truflowym majonezem, chyba sami poczujecie ten aromat i smak. 

PODSUMOWANIE

Czy warto przyjechać do miasta nad Odrą, aby zjeść w Odre? Suchar zaliczony, możemy podsumowywać. A jest co, bo cała ekipa stanęła na wysokości zadania, tworząc z klasyki miejsce bardzo smaczne, z klasą, a momentami przewidywalne – ale nie w pejoratywnym ujęciu. Przewidywalne, nie znaczy nudne. Bo czyż dobre jedzenie może się komukolwiek znudzić? Ja do tej grupy się nie zaliczam. 

Odre pojawiło się we Wrocławiu w odpowiednim momencie, gdy ciemne chmury przysłaniały coraz szybciej moje nadzieje na odbicie od negatywnego trendu w lokalnej gastronomii. To świeżość, ale i potwierdzenie, że jeśli ktoś zna się na swojej robocie, zatrudnia odpowiednich ludzi i ma pomysł, ryzyko niepowodzenia nie jest przesadnie wielkie. Ostatnim tak mocnym i ważnym dla lokalnej gastronomii otwarciem była prawdopodobnie Baba Beaty Śniechowskiej. 

Zostawiam bardzo wysokie oceny za styl, wykonanie oraz spójność dla Odre. I mam przeczucie graniczące z pewnością, że przy najbliższej okazji drzwi wejściowe ozdobi pewna czerwona plakietka. Oczywiście nie jest ona warunkiem sine qua non, aby zyskać uznanie w oczach czy też podniebieniach wrocławian oraz przyjeżdżających do naszego miasta turystów. Największym docenieniem będzie właśnie moment, w którym mieszkańcy stolicy Dolnego Śląska polubią się z tymi smakami. I tego życzę całej załodze Odre.

Spodobał Ci się mój wpis? Polajkuj go, udostępnij, a po więcej zapraszam na Instagram oraz fanpage i TikTok. Używajcie naszego wspólnego, wrocławskiego hasztagu #wroclawskiejedzenie

Total 18 Votes
2

Napisz w jaki sposób możemy poprawić ten wpis

+ = Verify Human or Spambot ?

Komentarze

komentarze

Podobne artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Polub nas na

103,169FaniLubię
42,400ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
1,420SubskrybującySubskrybuj
Agencja Wrocławska

Ostatnie artykuły