Panczo śniadaniownia – smakowity powiew świeżości


Do pewnego momentu myślałem, że rynek wrocławskich śniadań rozwija się bardzo prężnie i niebawem może nastać moda na jedzenie porannych posiłków w mieście. Faktycznie w kilku miejscach można rano spotkać tłumy, ale ogólnie trend okazał się nieco napompowany i sporo lokali zostało zmuszony do zweryfikowania swoich śniadaniowych planów i wycofania ich z oferty. W ogólnym rozrachunku okazuje się, że duża część tych przybytków ograniczyła się do banału spod znaku omleta z rozrzuconymi kiełkami, croque madame czy frankfurterek. Nieliczni, jak choćby w kontakcie, Dinette czy Concept Stu Mostów wyszli poza ramy, aby przygotowywać coś ekstra, i chyba każde z tych miejsc nieźle na tym wychodzi.

Mając w pamięci te śniadaniowe doświadczenia, ze sporymi nadziejami przyjąłem informację o otwarciu miejscówki o dziwnie znajomej nazwie – Panczo Śniadaniownia. Tak, tak, nie mylicie się. Oto do gry o porannego gościa przystąpili wrocławscy dominatorzy tex-mexu, wraz ze swoim nowym lokalem na Wita Stwosza. Początkowo miałem mieszane odczucia względem tego pomysłu, ale im mniej czasu pozostawało do otwarcia, zaczynałem wierzyć, że może się to udać.

Samo Panczo przez długi czas należało do moich ulubionych streetfoodowych konceptów w mieście, ale w ostatnim czasie nasze drogi nieco się rozeszły i to z kilku powodów. Jednym z nich był bardzo nierówny poziom jedzenia, drugim moja nikła sympatia do ciemnego, depresyjnego wręcz wnętrza Panczo na Św. Antoniego. Jeśli jednak mogę zaspojlerować, po pierwszej wizycie w Panczo Śniadaniownia śmiało powiem, że polubiliśmy się na nowo.

Wita Stwosza od wielu lat była ulicą dla gastronomii nieco zaklętą. Bar Witek rządzi się swoimi prawami, ale raczej żadne inne miejsce nie znalazło uznania w oczach wrocławian. Trend jest jednak wzrostowy, bo w najbliższym sąsiedztwie rusza również Shrimp House.

Wnętrze urządzono w stylu podobnym do tego na Św. Antoniego, ale jest zdecydowanie jaśniej i przyjemniej, ze ścian spoglądają na nas meksykańskie czaszki, a spora ilość zieleni wprowadza do środa mnóstwo optymizmu. Zamówienia składa się przy barze, a jedzenie trafia do stolika oznaczonego liściem z numerkiem, jaki otrzymuje się po uiszczeniu opłaty.

Sporo dzieje się w menu, gdzie gdzie klasyki Panczo przeplatają się nowinkami, ale standardy również lekko zmodyfikowano na potrzeby porannego jedzenia, co w większości przypadków wyszło im na dobre. Ceny wahają się od 15 zł za śniadania na słodko po 22 zł za ogromne burrito.

Na początek na malutkim stoliku lądują kawy, w tym ta z tonikiem, robiąca wielką karierę w internecie. Spróbowałem pierwszy raz, przyjemnie orzeźwiła, ale żeby miała mnie odciągnąć od klasycznej czarnej, to chyba nie. Huevos rancherros (16 zł) to dwie tortille do tacos ze świetną pastą z czarnej fasoli, guacamole, cheddarem i sadzonym jajkiem. Super uderzenie smakowe, nie za ciężkie, na plus. Burrito z jajecznicą chipotle, salsą pomidorową oraz dodatkowym chorizo (22 zł) to już opcja na wielki głód. Interesująca pozycja, choć smakowo odmienna od klasyka z wołowiną, do jakiej pewnie wielu z Was się przyzwyczaiło. Porcja jest wielka, ale i tak lżejsza od wersji mięsnej.

Polacy kochają buły, więc te musiały znaleźć się w menu. Co ważne, to dobre buły, jeśli mówimy o samym pieczywie. Wnętrze wymaga raczej pewnych zmian, bo aż chciałoby się czegoś bardziej idącego w tex-mexowy klimat. Bułka maślana wege z jajecznicą chipotle (15 zł) to uczciwa opcja z guacamole, pomidorami oraz intrygującym, lekko chrupiącym kalafiorem w sosie kolendrowym. Buła z chorizo i guacamole (15 zł) przechodzi przez nasze ręce trochę niezauważona i każdemu brakuje w niej wyrazistości. Więcej dzieje się w bułce z chrupiącym bekonem i guacamole (18 zł), wzmocnionej roztopionym serem mimolette i podkręcającym smak majonezem limonkowym. Ogromną robotę wykonuje sama bułka – maślana, słodziutka, miękka. 

Na koniec jeszcze dwie quesadille. Ta z szarpanym kurczakiem (20 zł) najbardziej przypomina popisowe dania Panczo. Jest i lekka ostrość, i soczyste, aromatyczne mięso oraz dla przeciwwagi miętowa śmietana. Pełna harmonia, przyjemny balans i myśl, że chciałoby się więcej. Quesadilla z awokado i bekonem oraz jajkiem sadzonym (20 zł) rozbiła bank przy stoliku i niemal jednogłośnie została okrzyknięta hitem. Wnętrze wypchane boczkiem, awokado, pastą z kukurydzy, cebulką, cheddarem i kolendrą zagrało jak najbardziej.

Bardzo cieszy mnie, że śniadaniowym rynku we Wrocławiu pojawił się jakiś powiew świeżości, znajdujący się tak daleko od wszechobecnego banału. Idealnie udało się utrzymać te wszystkie pozycje w klimacie, z jakiego dało się poznać Panczo. To taki tex-mex ze śniadaniowym sznytem, któremu kibicuję całym sobą. Jest naprawdę nieźle ze wskazaniem na dobrze i tego się trzymajmy. Idźcie i smakujcie, bo zdecydowanie warto.

Panczo Śniadaniownia 

Wita Stwosza 13

FB

Total 6 Votes
0

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments