w kontakcie – wygońcie mnie stąd!


Czasami mam tak, że idę gdzieś do restauracji, zjadam zamówione dania, płacę i jadę dalej. Brak emocji, brak chęci dzielenia się z Wami totalnie nieważnymi odczuciami. W w kontakcie jest to niemożliwe. Nie da się przejść obojętnie obok jedzenia i atmosfery tego miejsca. Pozostaję wiernym fanem od samego początku działalności, a ostatnio mogę powiedzieć jeszcze nieco więcej na ten temat, bo upodobałem sobie w kontakcie jako miejsce, gdzie mam szansę w spokoju popracować przy śniadaniu i kawie. To m.in. tam powstają teksty na blog, to stamtąd odpowiadam Wam na komentarze zamieszczane na Facebooku. W końcu to w lokalu na Polaka dogrywam swoje pozablogowe działalności.

Za co cenię w kontakcie? Łatwiej byłoby powiedzieć za co nie cenię, ale hej, stop – cenię za wszystko. Naprawdę, jak dla mnie to jedno z tych miejsc, którym nie da się czegokolwiek zarzucić. No, może poza tym, że mają zamknięte w poniedziałki.

Niemal dokładnie rok wcześniej pisałem:

Wchodzisz na śniadanie, słyszysz „cześć” od uśmiechniętej właścicielki, siadasz przy stoliku i rozpoczynacie konwersację jak gdybyście znali się przynajmniej kilka lat. Opowiada o swoich hummusach, serach, ale i życiowych pomysłach, a w międzyczasie wplata kilka słów o EURO 2016. Hej, to się dzieje naprawdę. Tutaj wchodzisz i czujesz się jakbyś właśnie wpadł na ploty do starej znajomej, która w dodatku częstuje pysznym jedzeniem.

Zmieniło się jedno – trochę mniej czasu na te konwersacje, bo goście ciągną od samego rana, ale zdarzają się momenty, kiedy na luzie można porozmawiać, z przemiłą i uśmiechniętą właścicielką lub podobnie usposobionymi pracującymi tu dziewczynami. Ciężko nie być w kontakcie z pracującą tu ekipą.

Cudowne jest wnętrze, drewniano-ceglane, kolorowe od skrzynek sezonowych warzyw, pełne dobrej energii. Uderzam w bardzo sentymentalne tony, ale tutaj naprawdę chce się siedzieć non stop i nie wychodzić. Czasami aż myślę sobie – wygońcie mnie stąd, bo z własnej woli nie wyjdę.

Rozpisane na kredowej tablicy menu to przede wszystkim dobrze znane hummusy – zarówno w wersjach klasycznych, jak i z dodatkiem sezonowych produktów. Druga część karty obejmuje zestawy z przygotowywanymi na miejscu pastami – maksymalna wersja z dwoma pastami, jajkiem, awokado i serami to koszt 20 zł.

Moim pierwszym wyborem od zawsze jest hummus z karmelizowaną cebulką. Poza słodkawą cebulą na uformowany w okrąg hummus trafia aromatyczny zatar i moja ukochana, absolutnie niezbędna kolendra, a w koszyku obok chlebek. Ilekroć jem ten hummus, tyle razy zastanawiam się – jak to się do cholery stało, że jest tak gładki? Kremowa tekstura to jedno, doskonały balans smaków drugie. Wszystko gra ze sobą, wszystko jest na miejscu, a każdy kolejny kęs przełykasz wolniej, żeby całość nie zniknęła za szybko. Jeśli spytalibyście mnie o jedną ulubioną potrawę we Wrocławiu, wskazałbym ten zestaw bez żadnego zawahania. Smakuje mi też delikatnie ostra wersja, z jalapeno, marchewką, sosem orzechowym, dymką i czarnym sezamem. Przyjemnie mieszają się tu różne struktury, delikatny hummus otrzymuje ciekawą kontrę w postaci wytrawnego, nieco goryczkowego sosu orzechowego oraz lekko piekących papryczek.

Musiałbym być ignorantem, aby nie zwrócić uwagi na naczynia. Konkretne, ciężkie, kamionkowe, idealnie pasujące do klimatu i wystroju w kontakcie. Kawa z kubka o grubych ściankach smakuje wyjątkowo, absolutnie. Ostatnim wyborem jest wspomniany wyżej zestaw past i muszę Wam przyznać, że o ile uwielbiam tutejszy hummus, tak niemalże równie wielką przyjemność sprawiło mi jedzenie drugiej wersji śniadaniowej. Dwie pasty – curry i caponata, jajko sadzone, awokado z prażonymi pestkami dyni i sery, genialne sery, a do tego chleb z piekarni na Nadodrzu. Na pierwszy rzut oka to dość zaskakujące połączenie z kilku różnych światów. W praktyce pyszna kompozycja i cudny pokaz łączenia prostych smaków. Pasta z ciecierzycą daje odświeżającego kopa dzięki dużej ilości selera, caponata natomiast zapewnia wyważone smaki, a awokado muska podniebienie pikantnym wtrętem. Kwintesencja porannego, złożonego i pożywnego posiłku.

Wielbię w kontakcie za jedzenie i atmosferę, za hummus i uśmiechy obsługi, za kawę i stolik pod oknem, gdzie mogę popracować. Nie podejrzewam, żeby ktoś jeszcze nie spróbował tutejszych hummusów, ale jeśli czytasz ten tekst i jesteś w grupie osób, które nie znają w kontakcie, idź koniecznie i nadrób niedopuszczalne zaległości. w kontakcie, nie zmieniaj się!

w kontakcie

Polaka 12/1b

FB

Total 9 Votes
1

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments