Park Śniadaniowy – miejska oaza niedzielnej energii


Pierwsze wrocławskie podejście do weekendowej imprezy śniadaniowej miało miejsce kilka dobrych lat wcześniej, ale chyba każdy, kto miał choć trochę rozsądku, rozumiał, że to się nie może udać na betonowym placu Nowy Targ. Zdecydowanie lepiej pod taką imprezę pasuje Park Andersa, o czym przekonać się można w każdą niedzielę.

Wygłodniali gastronomicznych wrażeń po słynnym już odmrożeniu rynku gastronomicznego, wybraliśmy się w czerwcową niedzielę do położonego vis a vis Aquaparku, zielonego, sporego parku Andersa, aby świętować tegoroczną premierę Parku Śniadaniowego. Parku działającego już w poprzednim sezonie, będącego połączeniem chilloutowej miejscówki w centrum miasta pośród zieleni, miejsca na późne śniadanie i wczesny obiad oraz na… prosecco czy winko do tego śniadania. Przyznacie, że poranne prosecco pośród zieleni i w promieniach letniego słońca to nie jest najgorsza perspektywa.

Trochę dziwi mnie, że Wrocław otworzył się na pomysł organizowania śniadaniowej imprezy plenerowej na poziomie dopiero w 2019 roku, a tak naprawdę w 2020 idea została dopracowana, i to pomimo pandemii. Jaki aspekt należy do najważniejszych przy organizacji Parku Śniadaniowego? Miejsce to jedno, ale kluczowym tematem jest pogoda, a ta podczas naszej wizyty dopisała idealnie. Piękne, przed popołudniowe słońce, miejska zieleń. Tutaj muszę przyznać się do czegoś wstydliwego – jestem wrocławianinem od urodzenia i wcześniej nigdy nie byłem w Parku Andersa. Tak, wiem, wstyd. Zawsze mieszkałem po drugiej stronie miasta i raczej Park Szczytnicki był tym, który odwiedzałem nie tyle chętniej, co po prostu ze względu na bliskość.

Dobra, ale czym tak naprawdę jest ten Park Śniadaniowy? Park jest inicjatywą, w której zamyśle jest po prostu spędzanie czasu razem – z rodziną, przyjaciółmi lub po prostu z resztą społeczeństwa, na świeżym powietrzu, ciesząc się miejską oazą w niemal samym centrum stolicy Dolnego Śląska. Cholernie cenię sobie takie akcje, i mocno wierzę, że właśnie one odpowiadają za tworzenie klimatu danego miasta. Są miejscem spotkań młodych i starszych, ludzi z dziećmi oraz singli, dosłownie wszystkich. Wrocław od zarania – jeszcze przed wojną, słynął z mocno rozwiniętego życia w parkach, co zarówno ze względu na komunizm, jak i wczesny kapitalizm Polski po przemianach, zostało zaprzepaszczone. Na szczęście nowe pokolenie powoli, bo powoli, ale wpływa na rozruszanie tej części miejskiego życia. Wierzę, że Park Śniadaniowy będzie inspiracją dla kolejnych inicjatyw promujących wspólne przebywanie na świeżym powietrzu w lecie i nie tylko.

Ciekawym doświadczeniem jest spacer od ruchliwej ulicy Kamiennej wgłąb parku, gdzie po przejściu ledwie kilkudziesięciu metrów roztacza się idylliczny widok rozanielonych, dobrze bawiących się ludzi w optymistycznych, zielonych barwach. Za plusik poczytuję sobie zadbanie o atrakcje zarówno dla starszych, jak i młodszych. Ci drudzy otrzymali spory teren z różnego rodzaju zabawkami, starsi mogą z kolei wybierać pomiędzy jogą na sam początek lub kieliszkiem prosecco. Dziwnym trafem moja żona wybrała drugą opcję do śniadania, więc już chyba rozumiecie, że ruch zostawiamy sobie na inne dni tygodnia. Natomiast jako urodzonemu pedagogowi kultury fizycznej moje serce rośnie, kiedy widzę, że spora grupka obcych sobie osób przychodzi w niedzielny poranek bez żadnego przymusu, aby poćwiczyć na świeżym powietrzu. Brawo!

My tu gadu gadu, ale przecież jesteśmy na blogu o jedzeniu. I na szczęście także o tę stronę Parku Śniadaniowego zadbano całkiem przyzwoicie. Oczywiście największy tłumek kłębi się wokół dobrze znanego food trucka osiem misek, który jednak nie prezentuje swojej standardowej, znanej z pobliskiej ulicy Borowskiej, oferty, a przygotowuje inne kulinarne ciekawostki. Na dzień dobry wjeżdża jednak wspomniane prosecco, nie może być inaczej. Trzeba przyznać, że w takich okolicznościach przyrody smakuje wyjątkowo dobrze i chyba idealnie oddaje panujący na miejscu klimat. Kompletny chill, luz, zabawa i niedzielne luzowanie po całym tygodniu. Młodzi w przerwie pomiędzy zabawą z napotkanymi przypadkowo kolegami dopytują o lody i gofry bąbelkowe, ale na to przyjdzie czas po śniadaniu.

Śniadaniu od wspomnianych ośmiu misek, choć dookoła mamy jeszcze m.in. food trucka z tex-mexem oraz corn dogami. Młodzi podjadają krewetki – ich ulubioną ostatnio pozycję z karty każdej restauracji, ja decyduję się na bułę maślaną z tajską kiełbasą i mogę powiedzieć zupełnie uczciwie – to jest sztos. Żonie przypada kurczak w panierce, a więc chyba wcale nie tak najgorzej. W końcu i tak wygrała w naszej wewnętrznej loterii i to ona popija prosecco, a mnie pozostaje bezalkoholowe piwo, bo jakoś musimy się potem przetransportować na nasz drugi koniec świata. 

Na deser wjeżdżają lody z Kulki oraz gofry bąbelkowe gofry na słodko od Bubble Gofry. Młodzi zadowoleni, my zadowoleni, bo młodzież się wybiegała, słońce dopisało. Ciężko narzekać.

Jak podsumować premierę Parku Śniadaniowego w 2020 roku? Liczę, że to dopiero początek i Park zawita również w inne rejony miasta, bo potencjał jest ogromny. My akurat przejechaliśmy pół Wrocławia, aby tu dotrzeć, ale mając pod domem podobny event, nie zastanawiałbym się nawet minuty, tylko przyszedł z całą familią na zabawy w wolnym czasie. Mało co sprawia tyle radości, jak właśnie chillout w miejskich parkach, zwłaszcza kiedy do gry wchodzi również jedzenie oraz jakieś procentowe napoje. Liczę także na rozwój oferty gastronomicznej i z tego co wiem, to już na kolejnych edycjach ta zostanie mocno poszerzona, na czym skorzystają wszyscy. Oby więcej takich miejsc we Wrocławiu, oby więcej odsłon Parku Śniadaniowego, oby więcej optymizmu w nas wszystkich. Do zobaczenia w każdą niedzielę w parku Śniadaniowym!

Park Śniadaniowy 

Kamienna 75

FB

aa

Total 35 Votes
22

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?