Zeszmacenie mediów level hard w wykonaniu Gazety Wrocławskiej


Do kompletnie bezwstydnej żenady serwowanej codziennie przez TVP już przywykliśmy i z przykrością stwierdzam – właściwie nauczyliśmy się przechodzić do porządku dziennego nad odbywającą się tam propagandą. Od przynajmniej kilkunastu lat media przekraczają kolejne granice walki na coraz to bardziej debilne clicbaitowe tytuły. Słynna już Libacja na skwerku to jeden z przykładów zidiocenia braci dziennikarskiej, choć prawdziwi dziennikarze mocno żachnęliby się na używanie wobec tychże pismaków nazwy jakże szanowanego niegdyś zawodu. Internet odmienił nie tylko sposób opisywania świata, komentowania, newsowania, ale także pozwolił na otwarcie bram wielu redakcji przed kompletnie nieprzygotowanymi osobami, którzy 30 lat temu nie mogliby latać bardziej doświadczonym dziennikarzom po kanapki i zapojkę.

Dlaczego taki wstęp? Otóż coś we mnie pękło i przelała się czara goryczy po zobaczeniu artykułu(?!) nie do odzobaczenia. Panie i Panowie, oto Gazeta Wrocławska w najlepszej formie:

Jako młody student dziennikarstwa byłem przepełniony romantycznymi wizjami o sile mediów oraz ich misji. Szybko zrozumiałem jednak, że niegdysiejszą klasę i misję zastąpiła wszechobecna w obecnych czasach pogoń za poszukiwaniem taniej sensacji. Dopóki jednak ta sensacja nie uderza w kogoś bezpodstawnie, można to przeżyć. Problem zaczyna się, kiedy osoba mieniąca się dziennikarzem robi rzeczy, o jakich wspomniałem na początku I tu nie chodzi o to, aby nie krytykować – co to, to nie, bo mogłoby to dość szybko przeistoczyć w nadużywanie tej dobrej woli ze strony klientów. Osobiście założyłem sobie, że w pandemii nie pojawiają się u mnie negatywne opinie. Jeśli zjem coś słabego, piszę uwagi do restauracji, ale nie wałkuje tematu na łamach bloga. W myśl zasady – nie kopie się leżącego, a gastronomia leży i kwiczy. Co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości. Pisałem zresztą o tym niedawno.

Co tu się w ogóle wydarzyło? Kto w dobie panującej od niemal roku, dziesiątkującej gastronomię pandemii, pozwolił na publikację tego gówna? Bo że pomysł na takie zestawienie zakiełkowało w czyjejś głowie, świadczy tylko o tej osobie. Nie najlepiej oczywiście, mówiąc delikatnie. Że też redaktorowi naczelnemu nie przyszło do głowy, aby powiedzieć po ujrzeniu tego dziadostwa – czy Was już do reszty pojebało?!

Gastronomia powłóczy po ziemi, wydając z siebie ostatnie tchnienia, a ci piszą o najgorzej ocenianych restauracjach z jedzeniem na wynos. Ale nie najgorszych według jakichś konkretnych przesłanek. Nie najgorszych według subiektywnej opinii. Nie, oni kurwa zrobili zestawienie szkalujące dziesięć restauracji na podstawie Tripadvisora. Cytując:

W dobie pandemii wiele restauracji oferuje jedzenie na wynos lub z dowozem. Sprawdziliśmy, które radzą sobie z tym najsłabiej i są oceniane przez internautów najniżej. Ranking powstał według ocen i poleceń na portalu TripAdvisor. Zobaczcie!

Przeanalizujmy to jeszcze raz, bo chyba śnię. “Sprawdziliśmy” – wskazywałoby na to, że ktoś wykonał jakąś dziennikarską robotę, zrobił research i rzetelnie podszedł do tematu. Niestety, oni sprawdzili, które radzą sobie z tym NAJSŁABIEJ. I tutaj pojawia się pewien problem – otóż pan pseudo dziennikarzyna nie wymienia w artykule faktycznie najgorszych. On wymienia dziesięć kompletnie losowych knajpek z Wrocławia, które – uwaga – wcale nie mają najgorszych ocen na Tripie. I jeszcze ten wykrzyknik na końcu.

Ale co z tymi ocenami? Sprawdzamy pierwszy przypadek z brzegu, a więc pizzerię Bube. I oto dowiadujemy się, że pizzeria posiada 13 opinii średnich i okropnych – co to do cholery w ogóle znaczy? Dziennikarzyna nie raczył poinformować czytelników, że Bube ma na ten moment 50 opinii na Tripie, więc 37 ponad średnich. To jednak nie pasowało do narzuconej tezy. Mamy też zacytowany losowy, mówiąc wprost – z dupy, jeden komentarz z… sierpnia 2018. No comments.

 

To jednak nie koniec takich smaczków. Pan dziennikarz, a może i pani, dokonali niebywałego – otworzyli na nowo restaurację, która zamknęła się na początku 2020 roku. Czyli ktoś był takim leniem, że nawet nie sprawdził, czy ów przybytek w ogóle jeszcze działa. Brak słów. A że załączona poniżej opinia mówi o wizycie w lokalu stacjonarnym, a tytuł artykułu traktuje o restauracjach na wynos? Kto by się tam przejmował takimi bzdurami.

Jako osobie zajmującej się gastronomią, wiedzącej w jakiej sytuacji znajduje się cały rynek Horeca w trakcie pandemii koronawirusa, ten artykuł to bolesny policzek. Policzek wymierzony wprost w każdego z właścicieli tych dziesięciu restauracji, ale i właścicieli wszystkich restauracji z Wrocławia czy też kraju. Bo to coś więcej, niż tylko głupia pomyłka. To przykład kierunku, w jakim zmierza spora część dziennikarstwa, co przeraża mnie chyba najbardziej. Kompletna bezmyślność, brak empatii i zrozumienia dla ludzi znajdujących się na skraju wytrzymałości – psychicznej i finansowej.

Panie Redaktorze naczelny Gazety Wrocławskiej, Arkadiuszu Franas – czy panu po prostu nie jest wstyd? Ja rozumiem, że ścigacie się z kimś na kliki, ale na koniec dnia zawsze warto zadać sobie cholernie ważne pytanie – czy jestem przyzwoitym człowiekiem. Wam do przyzwoitości bardzo daleko, a dzisiejsza informacja o przejęciu przez Orlen Polska Press – wydawcy waszego dziennika, skłania do refleksji, że o tę przyzwoitość będzie coraz ciężej.


Przy okazji, zerknijcie na kanał WPK na YouTube, który niedawno wystartował.

Total 98 Votes
12

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments