fbpx
4.1 C
Wrocław
wtorek, 5 marca, 2024

Ikea, czyli restauracja słabsza od mebli

Przyznam, że nigdy nie rozumiałem fenomenu tłumów oblegających maszyny, w których można zamawiać hot dogi z Ikei, a tym bardziej zadziwiała mnie popularność restauracji w tymże meblowym markecie. Ok, pewnie jak każdy, jadałem te hot dogi, ale prawdopodobnie głównie z powodu ceny oraz  nieświadomości w kwestiach gastronomicznych. To było jednak kilka lat temu. Ostatnio wybrałem się do Ikei na małe zakupy, więc przy okazji postanowiłem na nowo wypróbować kulinarny repertuar w multifoodzie szwedzkiego giganta.


ikea 4

Na sam początek decyduję się zapłacić w automacie za wspomnianego wyżej hot-doga, z którym nie miałem ostatnio najlepszych wspomnień. Na potrzebę relacji wybieram jednak opcję z dodatkami, za całe 2 zł. Jakoś niespecjalnie lubię wszelkiego rodzaju ketchupy i musztardy w tego typu przybytkach. Proszę więc jedynie o cebulkę prażoną, która do fastfoodów pasowała mi od zawsze wybitnie.

Ikea 1

ikea 3Procedurę zna chyba każdy z nas. Płacimy w automacie, podchodzimy do „baru” z paragonem, a pani pełniąca właściwie rolę maszyny wykonującej jeden i ten sam ruch, nakłada parówkę z wody do bułki podgrzewającej się w bemarze, a wierzch posypuje cebulką. Całość samemu można polać ketchupem lub musztardą. Bułka jest dość miękka, nawet nie specjalnie gumowata, natomiast niesamowicie sucha. Parówka długa, wystająca z bułki po obu jej końcach. Smakuje słabo, ciężko właściwie stwierdzić czym, na pewno nie mięsem. Jedynym pozytywnym wypełniaczem hot doga okazała się chrupiąca cebulka.

Po skonsumowaniu hot doga, udaliśmy się na zakupy, gdzie przy samym końcu czekała na nas restauracja, a właściwie bar typu multifood, którego wielkość mocno szokuje.

 

Żeby złożyć zamówienie, a dokładniej wybrać swoje jedzenie z kilku różnych opcji, trzeba wcześniej odstać swoje w kolejce, niezbyt krótkiej zresztą. Po drodze, przesuwając swoją tacę po ladzie, jak w typowym multifoodzie, mamy okazję przyjrzeć się ofercie i wybrać co będziemy chcieli za chwilę jeść.

ikea 7

 

Niezłym pomysłem jest wstawienie do menu opcji małych dań dla dzieci, aczkolwiek już ich jakość pozostawia sporo do życzenia. Może i fileciki z piersi z frytkami za 5,99 zł wyglądają efektownie, ale dla zdrowia dziecka, to raczej słaba propozycja.

ikea 8

 

My decydujemy się na dewolaja z frytkami i brokułami za 14,99 zł w zestawie oraz fileta z łososia z ryżem, ponieważ ziemniaków akurat w tym momencie nie było za 16,99 zł. Idąc dalej, dostrzegłem jeszcze krokiety, które uwielbiam w każdej postaci, więc dobrałem jedną sztukę ze szpinakiem i fetą za 2,49 zł oraz raka, za 3,49 zł za sztukę. Na dokładkę bierzemy jeszcze szklaneczkę, do której za 3,49 zł można dolewać wybrane napoje.

ikea 10 ikea 12

Przyznam, że nigdy wcześniej nie miałem okazji spożywać raków, więc tego jednego przygarnąłem bardziej w formie ciekawostki przyrodniczej i chęci wypróbowania. Jak się okazało, nie było warto. Niestety, raki są zimne, a mięso gumowe. Nie miałem specjalnie przyjemności z jedzenia zimnego raka, więc po kilku gryzach, odpuściłem.

Podobnym przeżyciem okazało się skosztowanie krokieta, a właściwie czegoś, co miało imitować krokieta. Naturalnie także był zimny, pomimo że leżał w bemarze ogrzewającym, a do tego farsz szpinakowo-serowy był jakąś fatalną papką, która na pewno nie była o smaku szpinaku ani fety.

ikea 11

Devolay był słusznych rozmiarów, natomiast walorów smakowych zbyt wielu nie posiadał. O chrupkości zapomniał w momencie, w którym został zdjęty z patelni i wyłożony na blachę. W środku, owszem, był delikatny i soczysty, ale słabiutko doprawiony. Brokuły – podobnie jak raki – wystąpiły w formie dania zimnego, bez jakichkolwiek przypraw, o czosnku nie wspominając. Frytki w jakimś stopniu przypominają te z KFC, ale, podobnie jak reszta, nie są nawet posolone.

ikea 9

Zdecydowanie najlepiej postąpiła moja żona, która zdecydowała się na łososia z ryżem. Łosoś także nie był specjalnie doprawiony, jakby wrzucony po prostu do pieca, ale przynajmniej jego jakość nie postawiała wiele do życzenia. Smaczny, aczkolwiek aż prosił się o odrobinę soli. Udany był także ryż, z marchewką i kukurydzą. Nie był zeschnięty oraz nie kleił się, a jako jedna z niewielu potraw, został lekko doprawiony. O brokułach było już wyżej.

Ogólnie wizyta w IKEI kosztowała nas 43,45 zł za dwa dania, hot doga, raka, picie i krokieta. Niespecjalnie dużo, ale jeśli do ceny przystawimy jakoś produktów, sytuacja wygląda nieco inaczej. Restauracja w Ikei to nic innego, jak typowy multifood, który opisywaliśmy już na przykładach STP, Marche czy Cynamonu. Niestety przejmuje najgorsze cechy tego typu miejsc, czyli właściwie ten sam smak każdej z potraw, niezależnie od tego, jaka to potrawa oraz część z dań bywa zimna. Hot dogi to jeszcze osobna kategoria, najtańszych fastfoodów, których smak niewiele ma wspólnego z czymś dobrym. Oczywiście nie spodziewaliśmy się cudów, ale nie sądziliśmy też, że będzie aż tak źle.

Restauracja IKEA

ul. Czekoladowa 7

 

Total 61 Votes
55

Napisz w jaki sposób możemy poprawić ten wpis

+ = Verify Human or Spambot ?

Komentarze

komentarze

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Podobne artykuły

4 KOMENTARZE

  1. Co do soli – to lepiej za mało niż za dużo, zawsze można sobie dosolić. A akurat frytki jakbym dostała od razu posolone, to dopiero byłabym niezadowolona.

  2. Ten Pan ma rację. Nie tylko w Ikei ale w innych takich podobnych tanich jadłodajniach w ogóle te rzeczy są nie doprawione a warzywa smakują jak plastikowe. To nie są pełne wartości produkty. Nie wiem skąd oni to jedzenie biorą

  3. Wiele, wiele lat temu jadło w Ikea było naprawdę niezłe. Ale coś się porobiło, że jakość poszła w ilość (zawsze jest tłum głodnych) i Ikea na tym żeruje. A niedobrze. Bo sława o jakości żarełka (nie tylko innych zakupów w tym przybytku) pozostaje na zawsze. Ale – cóż. Póki tłum głodnych podczas zakupów jest to i dbania o jakość nie będzie. 🙁

  4. Zacznijmy od tego, że jakość żarcia w Polsce wszędzie jest podła. Tak wiem… od rolnika, naturalne, pyszne, babcia takie robiła. Może i tak, ale nawalone chemią jak cholera. Wystarczy zrobić próbę na kurczakach – w innych krajach popróbować piersi kurczaka z wody (bez przypraw), a po powrocie kupić tego wychwalanego od rolnika. Także ugotować bez przypraw. W życiu tego syfu do ust nie weźmiecie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Polub nas na

103,169FaniLubię
42,400ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
1,420SubskrybującySubskrybuj
Agencja Wrocławska

Ostatnie artykuły