W gronie moich czytelników istnieje dość wyraźna, choć niewielka grupa, uważająca mnie za naczelnego narzekacza wrocławskiej gastronomii. Człowieka narzekającego na wszystko. To bardzo ciekawe, zwłaszcza w perspektywie tego, że zdecydowana większość moich tekstów ma pozytywny wydźwięk, a sporo negatywnych pozostaje na zawsze w szkicu, bo szkoda mi czasu na pisanie o rzeczach złych do granic możliwości. Dzisiejszy tekst też będzie o czymś złym, całościowo złym, a najgorsze w tym wszystkim, że to nie smak jest najgorszy.
Rozpocznę nieco od tyłu, ale tak będzie lepiej. Otóż mamy nowe miejsce w okolicach Rynku, gdzie dokładnie rok wcześniej przez jakieś dwa miesiące działał bar z Onigiri. Z wykonanymi na odwal onigiri, i właśnie określenie na odwal jest tu najważniejsze. Nowe miejsce pojawia się najpierw w internecie – po cichu, właściwie niezauważenie. Jasne, nie każdy musi potrafić w social media. Warto jednak zatrudnić w takim wypadku specjalistów, ale to taka moja podpowiedź dla właścicieli. Gorzej jednak, że nie klei się również cała reszta, podobnie jak nie kleją się pierożki, którymi Parujący Smok chwali się w takich słowach: ręcznie robione, oryginalne chińskie pierożki przygotowywane na parze.
Lokal nieoklejony z zewnątrz – choć tutaj przypuszczam, że w tej kwestii swoje palce maczał konserwator zabytków. Gorzej, że po wejściu odczuwa się pustkę. Wielkie nic i brak atmosfery, ciepła i otwartości. Naturalnie zdaję sobie sprawę, że to w założeniu jedynie bar, ale nikt nie zakłada chyba pozbawienia baru wszelkich atutów wizualnych. Organizację nazwałbym partyzancką i chyba nie uczynię tym żadnej krzywdy osobie za barem. Jak inaczej nazwać sytuację, w której za całość obsługi w niehandlową niedzielę odpowiada jedna osoba. Jedna. Obsługująca zamówienie, przygotowująca zamówienie, podająca je do stolika.
Jako jedyne osoby czekamy na swoje zamówienie 20 minut. Nieprzesadnie dużo, choć mam dziwne wrażenie, że dodatkowa para rąk przydałaby się do pomocy na kuchni. W końcu jednak trzy koszyki trafiają na stolik ladę przyczepioną do ściany, a wraz z nimi kimchi. Bardzo dobre kimchi (7 zł) należałoby zaznaczyć, bardzo przypominające mi to z Chingu Korean BBQ.
Moje pierwsze spojrzenie na bambusowe koszyki początkowo wywołuje uśmiech. Jak się okazuje ledwie po kilku sekundach, powodowany jedynie głodem, bo od samego rana nic nie zjadłem. Bliższe przyjrzenie pierożkom ujawnia ich prawdziwe oblicze. Niedoparowane, mrożone ciasto, porozrywane, porozklejane. Niechlujne po prostu i mało estetyczne. Cena – 14 zł za 10 sztuk, 7 zł za połówkę, a więc tanio. W tym momencie mała dygresja – sprzedawanie pierożków w tej cenie w rynkowym lokalu na kilka stolików nie jest wytłumaczalne biznesowo, i to jeden z moich kolejnych zarzutów. Liczenie w gastronomii to bardzo ważna kwestia, a sam jestem w stanie płacić sporo za dobre jedzenie. Mocno akcentując jednak słowo dobre.
Najlepsze wrażenie sprawiają pierożki z wieprzowiną, porem i świeżą kolendrą. Odświeżające, doprawione, a przy tym kolendra robi swoje. Wege pierożki z soczewicą, cukinią i marchewką koniec końców są nijakie do granic możliwości, a jedyny smak wprowadza podkręcony ostrością sos, jaki otrzymujemy w zestawie. Najgorsze jednak jest co innego – czy były to pierożki z wieprzowiną i grzybami, wieprzowiną i porem czy wołowiną i marchewką, każdorazowo czuć było podobną nutę, bez wyrazu, bez ogromnej różnicy. Trochę szkoda, tym bardziej, że w końcowej ocenie nie pomaga samo ciasto. Z założenia leciutkie, w wypadku Parującego Smoka niedokładnie przygotowane, nieapetyczne. Owszem, można to zjeść. My zjedliśmy, bo zagrożenia zatruciem nie było, tylko czy chodzi o to, aby głód zaspokajać czymś tak potwornie nijakim?
Jak to możliwe, że w 2019 roku w dalszym ciągu ktoś otwierając gastro biznes w okolicy Rynku popularnego miasta, ma gdzieś jakość, ma gdzieś liczby i podejście do gości, a na dokładkę nazywa swoje pierożki oryginalnymi chińskimi, choć obstawiam, że nawet rodowici Chińczycy nie wiedzą co to oznacza, pamiętając o rozmiarach tego Państwa. Kiedy wychodziłem z Parującego Smoka miałem mieszane odczucia względem tego miejsca i na pewno nie były one jednoznacznie negatywne. W domu jednak przemyślałem sobie czego doświadczyłem i zrozumiałem, że nie możemy milczeć i dawać przyzwolenia takim tworom. Nic tu nie jest oryginalne, nic tu nie jest dopracowane, i przede wszystkim – nic tu nie jest smaczne poza kimchi, szkoda.
Parujący Smok
Łaciarska 29











Hmmm, kiedy widzę miejsce tak biznesowo nieuzasadnione i złe pod każdym względem tak jak to przed chwilą opisałeś, do głowy przychodzi mi jedno- pralnia brudnych pieniędzy 🙂 Lokal widmo, który ma istnieć dla istnienia, a przykrywać coś innego.
Nie zrozumiałem, czy według ciebie 14 zł to za dużo czy za mało? Chyba kiedyś gdzieś pisałeś, że jak można sprzedawać pierogi za 20 zł. Więc ile według ciebie powinien kosztować ten nieoryginalny i rozklejający się twór?:)
PS To już wiem gdzie chodzić na kimchi, dzięki 😀
Byłem wczoraj, zostałem miło obsłużony i zjadłem bardzo smacznie. Wcześniej miałem okazję jeść już takie pierożki w stolicy i zdecydowanie polecam! Te z serem i szpinakiem absolutny top!
A ja polecam parująco – gorąco. Smaki inne ni dotychczas jadałem ale nadal orientalne . Jak ktoś ma problem z za niską ceną to może dorzucić obsłudze bo bardzo się starają.