Bar Smaczek, czyli „wszystko robimy sami”


Szukam, szukam, i znaleźć nie mogę lepszych barów mlecznych od Domowych Obiadów na Sępa Szarzyńskiego i Jak u mamy na Łokietka. Większość z takich osiedlowych barów zachęca na ulotkach i witrynach hasłami o własnym wyrobie wszystkich dań z oczywiście samych świeżych składników, bez dodatku glutaminianu sodu. Niestety, mało kto robi to naprawdę rzetelnie, a już to z czym spotkałem się w Barze Smaczek przy ul. Nowowiejskiej, przeszło wszelkie wyobrażenie.

Bywałem w tym miejscu już dawno temu, ale wówczas bar prowadził ktoś inny, raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem. Tym razem trafiło na młodych ludzi, z których pani zajmuje się przyjmowanie i podawaniem zamówień, a pan, zapewne mąż, gotuje na kuchni.

Foto - gazeta.pl

Foto – gazeta.pl

Wnętrze lokalu jest do bólu surowe, z czterema stolikami umiejscowionym w taki sposób, że jeśli każdy z nich jest zajęty, ciężko znaleźć sobie wolny centymetr, aby przesunąć krzesło. No nic, to akurat dość standardowa rzecz w barach mlecznych.

Z menu głośno wołają do nas informacje na temat nieużywania w tym miejscu półproduktów.

20140613_103122

20140613_103136

W Smaczku pojawiłem się trzykrotnie. Najpierw spróbowałem zachwalanych przez kilka osób pierogów ruskich za 9,50 zł. W kolejnych dniach skusiłem się na tortillę z piersią panierowaną za 10 zł oraz zupę dnia za 4 zł, a także moją ukochaną potrawę z dzieciństwa – placki ziemniaczane ze śmietaną w cenie 7,50 zł.

Na pierwszy ogień idą ruskie. Porcja faktycznie jest ogromna, pomimo tego, że składa się z tylko 6 pierogów.

smaczek 1

Pierogi okraszone są świeżo usmażoną, chrupiącą cebulką i wyglądają nieźle, faktycznie można uwierzyć, że są przygotowywane na miejscu. Po pierwszym kęsie zaczynam jednak mieć wątpliwości. O ile ciasto faktycznie jest mięciutkie i smaczne, tak z farszem jest coś nie tak. Nie jest jasny, a żółty, jakby naładowany vegetą i zbyt dużą ilością ziemniaków. Ogólnie da się je oczywiście zjeść, ale zachwyty są zdecydowanie przesadzone. Typowe, przeciętne barowe pierogi, które i tak stoją raczej po stronie mocniejszych punktów tego baru.

Kolejna próba, czyli tortilla z kurczakiem panierowanym i warzywami. Skład nieco zaskakuje, odbiega od standardowego zestawu do tego typu tortilli. W środku znajdziemy sałatę, ale i rzodkiewkę oraz świeżego ogórka.

smaczek 2

Po około 10 minutach na moim stoliku ląduje zawinięta w folię aluminiową, przypieczona na grillu tortilla z dodatkiem sosu czosnkowego. Słusznych rozmiarów tortilla prezentuje się całkiem, całkiem, niestety w środku jest nieco gorzej. Całość zalana jest hektolitrami sosu, przez co placek bardzo szybko nim nasiąka i niemożliwym staje się zjedzenie go bez użycia sztućców. Plus za dodatki w postaci m.in. rzodkiewki, minus za ilość sosu i „ugotowanie” sałaty w środku. Bardzo nie lubię, kiedy wkłada się do tortilli sałatę, a później wszystko podgrzewa, ponieważ dodatki robią się  miękkie i nie mają nic wspólnego z chrupkością. Mogłaby to być fajna tortilla, ale trzeba nad nią mocno popracować.

smaczek 3

Jeśli po dwóch pierwszych dniach wahałem się czy warto odwiedzać Bar Smaczek częściej, to po ostatniej wizycie i spróbowaniu zupy ogórkowej oraz placków „ziemniaczanych”, stwierdziłem, że już tam nie wrócę.

smaczek 4

 

Zaczynamy od zupy ogórkowej. Nie za bardzo wiem tylko z jakich ogórków była zrobiona. Stawiam na te kiszone, które można kupić w Biedronce za 1,50 zł. Ogórkowej wziąłem kilka łyżek i oddałem, bo zwyczajnie nie da się jej zjeść. Nie jest kwaśna, bardziej gorzka, zapewne od fatalnych, tanich ogórków, pokrojonych w kosteczkę. To też nowinka, bo zazwyczaj spotykałem się z ogórkami startymi na grubym ostrzu tarki. Nie jest to jednak oczywiście zarzut.

Być może na smak ogórkowej wpływ ma także to, że poza marchewką nie ma w niej właściwie żadnych innych warzyw. W moim talerzu znalazłem jednego ziemniaka, selera czy pietruszki nie uświadczyłem. Za to mąki, od której zupa jest bardzo gęsta, jest tu od groma. Nie dam też sobie głowy obciąć, że zupa była gotowana na mięsie, raczej na kostkach. Najgorsza ogórkowa, jaką było mi dane jeść w życiu.

Nic jednak nie przebija tego, co została mi podane po zupie, prawdziwy hit. Niestety, muszę was przeprosić, ale z całego tego szoku zrobiłem totalnie rozmazane zdjęcie, więc dla przybliżenie pokażę wam na zdjęciu poniżej jak wyglądało owo danie, nazwane niesłusznie plackami ziemniaczanymi.

5824b0b0-placki_preview

 

Akurat na punkcie placków ziemniaczanych jestem bardzo przeczulony, więc przed zamówieniem zadałem pytanie: czy sami robicie placki? W odpowiedzi padło sakramentalne: TAK. Ok, więc z chęcią spróbuję.

Mija ponad 10 minut i oto moim oczom ukazują się wspomniane wyżej cuda, uformowane w idealne okręgi, usmażone we frytkownicy, bez cebuli, bez smaku, twarde jak cholera. Tak, to zdecydowanie domowe, ucierane własnoręcznie domowe placki ziemniaczane… Tragedia w czterech odsłonach, bo właśnie cztery placuszki składają się na jedną porcję. Typowe placki z mrożonki, stosowane w najpodlejszych barach. Ostatni raz z własnej woli zdecydowałem się zjeść takie jeszcze w czasach studenckich, w barze na wrocławskim AWF-ie. Wtedy każda sztuka kosztowała 1 zł.

Niestety, zaczęło się znośnie, ale im dalej w las, tym gorzej. Bar Smaczek czeka zapewne podobny los do poprzednich barów mieszczących się w tej lokalizacji, czyli upadłość. Chyba, że ktoś w końcu pójdzie po rozum do głowy i przestanie okłamywać klientów.

 

Bar Smaczek

ul. Nowowiejska 71/1 B

facebook.com/Bar-Smaczek

Total 0 Votes
0

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments