VaffaNapoli – tak, urywa tyłek!


Kiedy znajomy podszepnął mi, że na Włodkowica otwiera się drugi lokal właścicieli Pieca na Szewskiej, wrzuciłem to info od razu na Facebooka. No i zaczęło się! Czy to będzie Piec na Szewskiej 2, a może Piec na Włodkowica, w końcu Piec z Szewskiej. Wyszło zaskoczenie, bo żaden tam piec, a VaffaNapoli po prostu. Co oznacza Vaffa, to musicie sobie sprawdzić w guglu. Do mnie takie słowne gierki jak najbardziej trafiają.

Lokal jest przestronny, nowocześnie urządzony, z barem, jakiego nie powstydziłby się porządny klub muzyczny. Wielkim zaskoczeniem na początku jest fakt, że w godzinach obiadowych jest tutaj sporo gości, co nie jest standardem w okolicy, chyba poza ośmioma miskami. Wiadomo, pewnie to efekt otwarcia, ale robi wrażenie. Jeszcze większe wrażenie robi obsługa – ekspresowa, uśmiechnięta i szczera, co szanuję ponad wszystko.

W porównaniu do Pieca na Szewskiej trochę szersze jest menu, ale i samo VaffaNapoli to po prostu rozszerzenie Pieca. Tam ustawiają się kolejki, żeby posiedzieć w barowym klimacie, tutaj ludzie wpadają i będą wpadać, żeby miło spędzić czas, bo jest przyjemniej, nie ma co do tego wątpliwości. Przyjemnie, ale i luźno, zwłaszcza niebawem, kiedy lokal otrzyma koncesję i na sześciu kranach pojawią się kraftowe piwa.

Pizza? To nie jest pizza, to jest PIZZA przez wielkie P, ogromne I, monstrualne podwójne Z oraz potężne A.  Placki z Pieca są obłędne, ale to czego doświadczyłem w VaffaNapoli nie da się opisać słowami. To jest orgazm, delicje wprowadzające w absolutny błogostan. Ekipa Vaffa osiągnęła perfekcję, do której ciężko będzie doskoczyć komukolwiek. To jest pizza wybitna – cieniutka, odpowiednio chrupiąca, a przy tym puszysta, z pięknie pęcherzykowatym ciastem na rantach i cudnym palonym aromatem. Lekka, ubarwiona przez dodatki, choć gwoli ścisłości trzeba sobie jasno powiedzieć – to ciasto można jeść bez niczego, jest tak doskonałe. Delikatny sos pomidorowy łączy w sobie słodycz z kwasowością, absolut i delikatną teksturę, a całości nie trzeba podlewać nawet kroplą oliwy. Tutaj  nic nie trzeba, poza rozkoszowaniem się pizzą. Aha, nie wiem jak to się stało, ale od momentu złożenia zamówienia do podania pizzy minęły jakieś cztery minuty. No, może cztery minuty i piętnaście sekund. Ekspres. Spytałem przemiłej Pani kelnerki czy to nie pomyłka, ale okazało się, że placki wydawane są z taką prędkością. Moja pizza z szynką prosciutto cotto kosztuje 22 zł, ale nie miałbym problemów, gdyby cena wyniosła i 39 zł.

Pizza postawiła poprzeczkę na niebotycznym poziomie, ale tortellini w rosole (26 zł) nie daje sobie w kaszę dmuchać. Charakterny, pieprzny wywar na mięsie wołowym idealnie współgra tu z pierożkami, których lekkość można by mierzyć w pojedynczych gramach. Cudne jest sztywne, a cienkie i sprężyste ciasto, świetny jest farsz, no i wspomniany wywar. Spaghetti flambee po diabelsku (26 zł) to makaron podpalany w wielkim, leżakującym kawałku sera. Dzięki temu zyskuje niepowtarzalną kremowość, podkręconą jeszcze mascarpone. Gdzieś w tle pojawiają się mięsne elementy w postaci pancetty i guanciale. Całość jest dość słodka, a przede wszystkim ciężka i ogromna. Tego makaronu nie da się zjeść po wcześniejszym skonsumowaniu przystawki, bądźcie tego świadomi.

Pisałem Wam kiedyś, że  nie znoszę powiedzenia „urywa dupę”, bo jest płytkie. Ale muszę przyznać, że czasami trafia w punkt i właśnie w tym wypadku mogę to powiedzieć – VaffaNapoli urywa tyłek w całej rozciągłości! Ta pizza jest wybitna, pozostałe dania na przyzwoitym poziomie. Jeśli można podniecać się pizzą, to właśnie taką. Idźcie, smakujcie, cieszcie się, bo właśnie takie jedzenie daje największą radość.

VaffaNapoli

Włodkowica 13

FB

Total 43 Votes
13

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments