Wszystko OK, ale dupy nie urywa. Jak niesprawiedliwie ocenić restaurację na przykładzie Olszewskiego 128


Długo zbierałem się do tego wpisu, zastanawiałem czy to ma w ogóle sens, czy ktoś pojmie mój tok myślenia. Mam nadzieję, że tak. Tekst przeleżał w szufladzie sporo czasu, aż w końcu postanowiłem go puścić, przyczyniło się do tego przynajmniej kilka spraw, ale o tym zaraz. Na początku nakreślę Wam w czym rzecz.

Podczas jednego z głosowań na Facebooku poprosiliście mnie, abym odwiedził restaurację Olszewskiego 128. Na długo przed tym wydarzeniem miałem już właściwie skończony post pod tytułem – Wszystko było ok, ale szału nie ma, czyli zakała polskiej gastronomii. Dopiero jednak wizyta na Olszewskiego wyjaśniła mi sporo, pozwoliła spojrzeć na nowo na kilka spraw i skłoniła do ponownego pochylenia się nad tematem, ale bardziej kompleksowo, w oparciu o konkret. Trochę chaotycznie zacząłem, ale mam nadzieję, że za chwilę zrozumiecie kontekst i takie strzelanie tematami.

Otóż było tak. Po Waszym głosowaniu umówiłem się na obiad na Olszewskiego 128 ze znajomym Szefem Kuchni, oczywiście bez żadnego zapowiadania się w restauracji. Co to, to nie. Po prostu, spotkanie towarzyskie, chęć spróbowania czegoś nowego, a także pogadania o gastronomii, a od kogo się uczyć, jeśli nie od osób ją współtworzących. Pojedliśmy, pogadaliśmy, trochę poocenialiśmy jedzenie i nasza pierwsza myśl, wspólna, była mniej więcej taka – spodziewaliśmy się więcej, choć było bardzo poprawnie. Wtedy zaświeciła mi się lampka – do jasnej cholery, dlaczego spodziewaliśmy się więcej, dlaczego skoro było ok, to mówimy, że nie było?!

Przez kulinarną Polskę przetacza się od kilku lat załamująca mnie fala gessleryzmu, znania się na wszystkim – od burgerów, przez argentyńskie steki, aż po sposób prowadzenia gastronomii. Każdy wie wszystko, każdy wie lepiej, każdy wypowiada się na dowolny temat, choć nie ma o nim zielonego pojęcia – to oczywiście kwestia, którą można zauważyć we wszystkich dziedzinach życia. Wszystko fajnie, do momentu, kiedy robimy to z głową, oceniamy rzetelnie i nie przekuwamy takiej opinii w hejt. Dobra krytyka zawsze w cenie, tylko że z pozytywną stroną krytyki od jakiegoś czasu nie mamy już do czynienia w polskiej rzeczywistości. Obecnie można zjechać każdego – od A do Z, wrzucić opinię do internetu i jeszcze zyskać poklask znajomych przyjaciół. Widzę to także w komentarzach pod moimi postami – najwięcej lajków zbierają komentarze wariatów oskarżających mnie o sprzedawanie się, brak profesjonalizmu, wiedzy czy innych plag dotykających nasz kraj. Wszystko co szokuje, choćby było najgłupszym wymysłem, sprzedaje się lepiej od rzetelnej wiedzy. Smutne to, ale prawdziwe. Do rzeczy.

Na tej samej zasadzie działa od jakiegoś czasu ocenianie restauracji, food trucków czy też barów. W formularzach ocen aż roi się od wpisów na zasadzie:

  • wszystko ok, ale dupy nie urywa – 2 gwiazdki (z nieodłącznym podpisem znajomych – „urywa dopiero rano”)
  • super obsługa, naprawdę fajne jedzenie, ale burger z kapustą, której nie lubię – 3 gwiazdki

Wychowaliśmy sobie pokolenie, dla którego dobrze oznacza za mało. Jedzenie nie może być już tylko smaczne. Ono ma wyrywać z butów, urywać dupsko i najlepiej wytrzepać po ziemi, a nie daj boże, żeby nie wyglądało pięknie na Insta. Smacznie? Phi, smacznie to je plebs, a nie jaśniepaństwo co to płaci i wymaga obiadu na białym obrusie i ze srebrną zastawą. To ta sama ekipa, dokładnie ta sama, co to zje wszystko i pstryka na kelnera, żeby w zębach przyniósł zwrot kasy za rachunek, bo ten schaboszczak był niesmaczny. Przecież jego Grażynka w domu robi lepsze.

Co gorsze, na tego typu uwagi natrafiam także na blogach, które niektórzy – niekoniecznie wtajemniczeni w gastronomię – mogą w jakiś sposób uznać za opiniotwórcze. No bo skoro pisze o jedzeniu, to na pewno się zna, wiadomo. Szala goryczy przelała się ostatnio, gdy na blogu, na którym nie odróżnia się pietruszki od kolendry, w treści „recenzji” pojawił się taki kwiatek, jeden z wielu:

  • Były smaczne, temu nie zaprzeczymy, ale tylko smaczne.

Co do cholery znaczy tylko smaczne? To jakie ma być?! Pomijając już fakt, że tego typu opinia nie mówi nic czytelnikowi, to w jakim świetle stawia Szefa Kuchni i całą ekipę, która danie wymyśliła i przygotowała? Czy my zwariowaliśmy do tego stopnia, że nie możemy pójść już do restauracji na luzie, zjeść proste danie i się nim cieszyć? Tak po prostu, bez szukania szaleństwa, wybitnych połączeń i wrażeń, po których nie będziemy mogli zasnąć do rana. Może zwyczajnie trzeba przestawić coś w myśleniu, schować głęboko w kieszeń wielkie wymagania kiedy idziemy do food trucka albo osiedlowego bistro. Nauczmy się czerpać radość z jedzenia, ale i doceniać pracę innych.

Przede wszystkim należy właśnie rozpocząć od doceniania pracy i jakości. Polemizujmy i wytykajmy ewidentne błędy, poważne braki warsztatowe, ale nie dyskutujmy z koncepcją przedstawioną nam przez Szefa Kuchni. Dlatego na talerzu pojawiają się takie produkty, a nie inne, bo taki plan miał człowiek szefujący na kuchni. Ufajmy jego wiedzy, doświadczeniu, ale i wizji. Jeśli wyda spalone danie lub niedopieczone mięso – skrytykujmy z głową, bo błędy zdarzają się każdemu, ale nie hejtujmy, bo w makaroniani są tylko makarony, a my ich nie lubimy. Nie oczekujmy w food trucku dania na poziomie fine diningu, nie krzyczmy w internecie bez sensu.

Tym sposobem dotarliśmy w końcu do Olszewskiego 128, gdzie jeszcze przed wejściem oczekiwania rosną do granic możliwości. W końcu to restauracja, której właścicielką i Szefową Kuchni jest zwyciężczyni czwartej edycji programu TOP Chef – Katarzyna Daniłowicz. Wiecie, top szef, te sprawy, buchające oczekiwania, a prawda jest taka, że Olszewskiego to restauracja z ciekawym menu, ale zdecydowanie na luzie, właściwie osiedlowa, gdzie na spokojnie możecie wpaść w t-shircie i nikt się nie obrazi.

Karta skonstruowana jest w dość ciekawy sposób, bo jedna część to przystawki i dania główne, których ceny nawet na Rynku robiłyby wrażenie, natomiast na druga stronę składają się dania – nazwijmy je – rodzinne: burgery i sałatki oraz pozycje dla dzieci.

Absolutnie świetne jest ceviche z przegrzebków (34 zł). Pięknie podane danie zaskakuje kwaskową lekkością i orzeźwieniem. Właśnie lekka kwaśność marakui wychodzi na pierwszy plan, ścigając się o palmę pierwszeństwa z delikatnym morskim aromatem. Idealną kontrę dla mięciutkich przegrzebków stanowi chips z nieco goryczkowych nasion chia. Przyjemnie zbalansowane, idealnie technicznie wykonane danie. Mój kompan spróbował tortellini z sandaczem i wędzonym węgorzem (28 zł). Ciasto było może minimalnie zbyt grube, ale sama kompozycja bardzo udana.

Konfitowana pierś i udko z kaczki (52 zł) z jabłkiem, sosem z pieczonej kaczki i jabłkowym solonym toffi okazały się do bólu poprawnie wykonanymi kawałkami mięsa, podobnie jak moja biodrówka jagnięca (62 zł) z tortellini z krabem, gdzie krab odegrał rolę marginalną. Moje pewne zastrzeżenia wynikały z dość jednowymiarowego odbioru dania, pomimo doskonałego mięsa.

No właśnie, dania w restauracji Olszewskiego 128 w większości nam smakowały. Mieliśmy pewne zastrzeżenia do wyrazistości niektórych smaków, ale nawiązując do mojego wstępu – nie wypada nie ocenić tej kuchni jako autorskiej, przygotowanej z wielką dbałością o szczegóły. Poszczególne elementy menu mogły nie przypaść do gustu naszym indywidualnym upodobaniom, ale nie mamy prawa rozpowiadać na prawo i lewo, że na Olszewskiego w sumie wszystko jest ok, ale nie urywa tyłka, bo tak po prostu nie jest. Widać, że w przygotowanie każdej pozycji z karty włożono sporo pracy – to jedno, ale nade wszystko należy docenić zarówno wysoką jakość składników, a także wzorowe ich przyrządzenie. Jakby to powiedzieli klasycy polskich internietów – niby ok, wszystko w porządku, ale brakuje urwania dupy. Osobiście odbieram to zupełnie inaczej – spędziłem wieczór w luźnej atmosferze ze znajomym, bez zadęcia, ale w towarzystwie świetnych, bezbłędnie przygotowanych składników.

Konkluzja jest jedna – Wy wszyscy, skończcie się bawić w domorosłych krytyków, próbujących wynaleźć każdy najmniejszy błąd. Zacznijcie doceniać jakość, bo ona jest warunkiem niezbędnym rozwoju, zacznijcie doceniać pracę Szefów Kuchni, a przede wszystkim – zmieńcie myślenie, niech jedzenie pozostanie przyjemną rozrywką, a nie przykrym przymusem.

Olszewskiego 128

ul. Olszewskiego 128

FB

Total 99 Votes
14

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments