Grana Padano – czy niska cena idzie w parze ze smakiem?


Znając wcześniej menu restauracji Grana Padano, do której udaliśmy się z rodzinką w sobotnie popołudnie, stawiałem sobie tytułowe pytanie. Czy dania z nowej restauracji tuż przy moście Szczytnickim na poziomie cenowym czasami dwukrotnie niższym od konkurencji, mają szansę utrzymać się, zachęcić gości, a przede wszystkim przełożyć się na jakość? Jak widzicie, zastrzeżeń miałem kilka jeszcze przed pierwszym przekroczeniem progu urządzonej naprawdę ze smakiem restauracji.

Grana Padano mieści się na parterze budynku Starter, słynnego z mieszkań o metrażu w okolicach 20 m2. Potencjalne kłopoty? Umówmy się, ciężko trafić tu przypadkiem, po prostu przechodząc. Odnoszę wrażenie, że większość ruchu pieszego odbywa się drugą stroną ulicy, a ruchu kołowego właściwie nie ma. Oczywiście w  bezpośredniej bliskości lokalu, ponieważ najbliżej zaparkować można jakieś 150 metrów dalej, co utrudnia kwestię dotarcia na obiad i niestety wie to każdy właściciel gastronomicznego przybytku z podobnymi problemami. Za to kiedy już dotrzecie na miejsce, wnętrze może wywołać jedynie pozytywne reakcje. Luźna elegancja, to określenie, jakie przychodzi mi do głowy od razu po zerknięciu na poniższe zdjęcie. Po pierwsze, w środku jest przestronnie, a motywem przewodnim jest drewno. Z tego materiału wykonane zostały stoliki, krzesła, podłoga oraz solidny bar, za którym przygotowuje się napoje oraz wypieka pizzę. Z plusów na pewno należy jeszcze wspomnieć o sporym kąciku dla dzieciaków, dzięki czemu nasza młodsza ekipa mogła w spokoju zająć się sobą w trakcie oczekiwania na obiad.

Ceny w menu? To jedna z większych niespodzianek w ostatnim czasie. Z jednej strony naprawdę z głową urządzony lokal, z drugiej strony stricte studencka lokalizacja, a co za tym idzie również ceny dostosowane do możliwości większości żaków.

Za całe 5,90 zł (!) na stoliku pojawia się krem z pieczonego ziemniaka i czosnku, z chipsem z topinamburu oraz kwaśną śmietaną. Pięć dziewięćdziesiąt. Za tyle nie da się zjeść pomidorowej na koncentracie w większości osiedlowych barów. Podłych barów. Tutaj mamy do czynienia z konkretnym uderzeniem ziemniaczanej paloności. Wręcz w pierwszym momencie na myśl przychodzi ukochana w dzieciństwie, czarna skórka pieczonego w ognisku kartofla. Śmietana wprowadza lekkie odświeżenie, a topinambur nie dość, że dokłada lekkiej słodyczy, to jeszcze przynajmniej na chwilę podrzuca odrobinę odmiennej tekstury. Dobra rzecz, nie mam więcej pytań.

Pizza w postaci podstawowej margherity (11,90 zł) też kosztuje dziwnie mało, ale jej jakość akurat tłumaczy ten poziom cenowy. To tak naprawdę bardziej cienki placek z niespecjalnie wyrośniętymi suchymi rantami, homeopatyczną ilością mozzarelli oraz pomidorami jednoznacznie idącymi w kwaśną stronę. Nie, nie i jeszcze raz nie, choć mówię to z perspektywy rozpieszczonego wrocławskiego wielbiciela pizzy, który we własnym mieście może zjeść zapewne kilkanaście lepszych. Żeby nie było, to nie jest niezjadliwa pizza, ale jej jakość zupełnie nie pasuje mi do całokształtu tego lokalu.

Carbonara z kolei to koszt 13,90 zł i choć nie jest jedną z najlepszych w moim życiu, to stawiam duży plusik. Nie ma tu tony śmietany, choć odniosłem wrażenie, że na kuchni komuś przypadkowo przechylił się kartonik ze śmietanką i dolano ze trzy krople. Ogólnie jednak to spora porcja poprawnie ugotowanego makaronu z delikatnie zesmażonym boczkiem, któremu zabrakło większej ilości pieprzu oraz klasycznej kremowości. Ale hej, mówimy tu o makaronie za 13,90 zł, którego nikt nie powinien się wstydzić.

Na koniec kurczak supreme za – szaleństwo – 25,90 zł. Mięso wręcz wzorcowo delikatne, soczyste i zaskakująco pełne smaku jak na kurczaka z ziołową nutą, połączone z dość lekkim puree groszkowym i pieczonym ziemniakiem, któremu ktoś pożałował soli. Nic to, bo zarówno prezentacja, jak i zadowalający smak, przemawiają w tym wypadku na korzyść Grana Padano, jeszcze raz.

Trochę dopracowania wymaga przyciężkawe tiramisu (12,90 zł). Krem jest zamulający, a jego cena nie tyle mnie odstrasza, bo to standardowa kwota za deser we wrocławskich restauracjach, ale widzę tu pewną dysproporcję pomiędzy makaronami, pizzą i takim tiramisu czy sernikiem. Jakby nie było, dziwnie wygląda tiramisu droższe od sporej pizzy. W pierwszych dniach działalności, ze względu na brak koncesji, na kranach zabrakło piwa oraz wina w karafkach. Dostrzegłem jednak już emblematy Grimbergena i ponownie zastanawiam się nad ceną, ponieważ ten koncernowy trunek nie należy do najtańszych, a płacenie większej kwoty od makaronu za szklankę piwa, nie musi wpłynąć pozytywnie na odbiór restauracji.

Czy Grana Padano mnie czymś zaskoczyło i urzekło? Raczej nie zaskoczyło, poza cenami ewentualnie, ale to solidna pozycja w okolicach Grunwaldu. Ceny są więcej, niż przyzwoite i to one w pewnym sensie narzucają odbiór tego miejsca. Pozytywny odbiór, choć na przykład pizza zdecydowanie do poprawy. Nie jest to żadne science fiction, ekstaza smakowa i odlot, ale nie zawsze ma być odlotowo. Ma być uczciwie i jest, oby tylko z tym cennikiem Grana Padano udało się utrzymać na rynku.

Grana Padano

Wybrzeże Ludwika Pasteura 18

FB

Total 20 Votes
3

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments