La Famiglia – kiedy brakuje czasu na dopracowanie


Tak się śmiesznie złożyło, że dopiero co pisałem Wam o jednym ze stosunkowo nowych miejsc pod nasypem – Kuluary Bistro, a już przygotowałem kolejną relację z tej okolicy. Wspomnę o tym jeszcze raz, ale uważam, że warto – pamiętam moje studenckie czasy, kiedy na Bogusławskiego naprawdę królowały mordownie z papierosowym dymem tak mocno osadzonym w realiach, że dopiero teraz, w 2018 roku na dobre znika on z wnętrza ścian. Swoją drogą, gdyby te ściany mogły mówić…

Restauracja La Famiglia, której właściciele prowadzą podobny biznes w Lubinie, wyłamuje się nieco ze stereotypu małych, dusznych i brzydkich knajpek pod nasypem. La Famiglia powstała z połączenia trzech osobnych lokali pomiędzy którymi wykuto przejścia, tworząc największą restaurację w historii nasypu, przynajmniej tak mi się wydaje i bardziej obszernej nie pamiętam.

Historia tego miejsca nie należy do najbardziej skomplikowanych – pizza, makarony, sałatki, czerwone obrusy i drewniane stoliki oraz jedna sala piwna z pięcioma kranami z piwem czeskim i kraftowym z całej Polski. Ceny umiarkowane, w sam raz dla pięcioosobowej rodziny na niedzielny obiad. Początkowo, przynajmniej we wczesnych godzinach południowych, kiedy zawitałem w progi La Famiglia, wielkich tłumów nie ma się co spodziewać. Atutem jest spory parking tuż przy restauracji, gdzie trzeba mieć sporego pecha, aby nie znaleźć miejsca do pozostawienia auta.

Przyznam, że po początkowych akcjach marketingowych i filmikach na fanpage na FB, moje oczekiwania względem La Famiglia nieco urosły, a i same zdjęcia wyglądały niezwykle zachęcająco. Szybko jednak okazało się, że to tylko pewne pozory, pod którymi kryją się raczej niższe stany średnie, kiedy przyrównamy całość do wrocławskiej gastronomii.

Moim pierwszym i wydaje mi się, że dość oczywistym wyborem stała się margherita (19 zł). Jako że zjawiłem się pierwszego dnia, wśród obsługi panowało jeszcze lekkie zamieszanie, nie każdy wiedział co i jak ma dokładnie robić, ale na spokojnie można to zwalić na karb debiutanckiej tremy. Sama pizza trafiła do mnie stosunkowo szybko, ale już sam jej wygląd wieszczył, że nie wszystko będzie ok. Przede wszystkim jest sucha, potwornie sucha i nie tyle chrupiąca, co łamliwa, idąca bardziej w stronę podpłomyka. Struktura ciasta z tymi ogromnymi bąblami nakazuje sądzić, że ciasto nie przeszło procesu garowania lub po prostu mogło być za zimne w momencie wkładania do pieca. W każdym razie tego typu cienkie i kruche placki nie są tym, czego szukam w pizzerii z piecem opalanym drewnem. Podejrzewam, że nie jestem w tej opinii odosobniony, a wynikać to może ze względu na pewne rozpieszczenie jakością pizzy serwowanej przez wrocławskie pizzerie. Spaghetti bolognese (23 zł) to jak rozumiem wariacja na temat ragu, choć raczej z tych średnio udanych. Najpopularniejszy z włoskich sosów wymaga czasu, a jego tajemnicą jest głębia smaku osiągnięta z połączenia warzyw oraz mięsa. Tutaj mamy do czynienia z poprawnie ugotowanym makaronem oraz dość niewielką ilością uduszonego na szybko w pomidorach mięsa mielonego. Ot, taki obiad na szybko, oczywiście zjadliwy, ale niedopracowany. 

Wydaje mi się, że właśnie określenie niedopracowane, mówi dużo o La Famiglia. Niby restauracja działa, ale za jednym, jak i drugim razem, kiedy jadłem na miejscu, po lokalu walały się budowlane sprzęty, ktoś coś dokręcał, domalowywał, a gdzieś w całym tym procesie zabrakło dokładnego zgrania menu. Powiedzmy sobie otwarcie – mając w menu pizzę i makarony, można nad nimi popracować, aby robiły wrażenie. Te w La Famiglia nie robią. Są, po prostu, ale w żadnym wypadku nie sprawiają, że chciałoby się tam wracać. Ewentualnie wpaść na niedrogi obiad, będąc w pobliżu.

La Famiglia

Kolejowa 14

FB

Total 14 Votes
6

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments