Viet Street Food – uczciwość, prawda i smak


Może to tylko moje wrażenie wynikające ze śledzenia wielu blogów restauracyjnych, ale Viet Street Food odwiedzili już chyba wszyscy, łącznie z moimi znajomymi z Wrocławia. Można wręcz sądzić, że do tej niewielkiej knajpki na Saskiej Kępie organizowane są pielgrzymki wyznawców dobrego jedzenia. Nasza pielgrzymka z Wrocławia udała się na długo po otwarciu tegoż miejsca, niejako przy okazji odwiedzin w Yatta Ramen. Stąd też do Viet Street Food trafiliśmy już po wcześniejszych czterech (tak!) obiadach, mając brzuchy napełnione niczym bramka Polaków w meczu z Kolumbią podczas mundialu.

Początkowo VSF funkcjonowało jako food truck, ale popularność szybko zmusiła do zmiany. Popularność granicząca niemalże z obsesyjną miłością warszawskich foodies. Takie wrażenie można było odnieść spoglądając na rozwój Viet Street Food z wrocławskiej perspektywy. Obecnie funkcjonują w miejscu kompletnie niespodziewanym, bo na parterze oraz w ogródku jednorodzinnego domku, pamiętającego pewnie koniec lat 80. Od razu zaznaczę, że to właśnie wielka siła tego miejsca, bo już na wejściu da się odczuć domowy klimat i ciepło bijące od obsługi, a przecież bardzo często szukamy w jedzeniu właśnie tego.

W wystroju króluje prostota, czego nie można powiedzieć o nazewnictwie wietnamskich potraw, wywołujących uśmiech na naszych twarzach w momencie zamawiania. Co tu dużo mówić, lekko nie było, ale daliśmy radę. Zresztą, nie obawiajcie się. Przemiła i energiczna obsługa przymknie oko na językowe wpadki. Ważna jest atmosfera otwartości, panująca od pierwszej chwili aż do ostatniego kęsa jedzenia, które trafiło na nasz stolik w ten upalny czerwcowy wieczór.

Początek to obowiązkowa kawa ze skondensowanym mlekiem, podawana z lodem. Przyznam, że nie jestem fanem tej słodyczy, ale moi współbiesiadnicy rozkoszowali się na tyle, że ponowili zamówienie. Wietnamskiej uczty nie mogliśmy rozpocząć inaczej, jak od narodowej zupy. Pho bo tai lan (32 zł) ze smażoną wołowiną przyjemnie rozgrzewa, a przy stoliku unosi się pociągający, ziołowy aromat. Zupa jest klarowna, wypełniona ziołami, makaronem ryżowym, wspomnianym mięsem z woka i dymką. To jest cudownie pyszne uderzenie energii, której i tak pełno w tym miejscu. Van Than (18 zł) to pierożki wonton w ciemnym bulionie, podane dodatkowo z dymką. Rozchwytujemy je równie szybko, co smażone sajgonki w wersji zarówno mięsnej, jak i wege. Pełne smaku, chrupiące, w sam raz przed daniami głównymi.

Automatycznie wyławiam z karty bun cha (35 zł), co okazuje się strzałem w dziesiątkę. Grillowana, tłuściutka wieprzowina idealnie komponuje się z kwaśnym sosem i kolendrą, a uroczo niechlujnie rzucony na talerz makaron i sałata stanowią odpowiednie uzupełnienie. Rozkosznie ścierają się tu mocne akcenty smakowe z tym lekkimi i bardziej odświeżającymi. Pyszne, cholernie pyszne to. Bun bo nam bo (30 zł) to w skrócie smażona wołowina z makaronem ryżowym oraz nieodłącznym zestawem, składającym się z ziół i pikli. Kompleksowy, słodko-kwaśno-ostry smak, świeżość i prostota raz jeszcze urzekają mnie do granic możliwości. Jak niewiele trzeba, aby dać przybyszom z Wrocławia chwilę radości. Bun tron z kaczką (35 zł) jest daniem dla fanów tejże. Właściwie to w pewnym sensie sałatka z usmażoną, soczystą kaczką.

Czy Viet Street Food mnie porwało? Zdecydowanie! To miejsce udowadnia, że gości nie kupuje się banałem, a prawdziwością i uczciwością. Smakiem i atmosferą. Średni czas, kiedy stolik na ogrodzie był wolny, wynosił kilka sekund. Ludzie walą do VSF drzwiami i oknami – takie przynajmniej wrażenie odnieśliśmy, i raczej nikt nie wychodzi zawiedziony, bo samo miejsce, jak i jedzenie nie daje pretekstu. Warszawo, zazdroszczę Ci Viet Street Food.

Viet Street Food

ul. Królowej Aldony 5, Warszawa

FB

Total 4 Votes
0

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments