Dlaczego i kiedy zostawiam napiwki w restauracjach


Nie, nie ma obowiązku dawania napiwków w restauracji. Przynajmniej w Polsce.

Musiałem rozpocząć od tej formułki, bo czasami odnoszę wrażenie, że największy ból tylnej części miała mają osoby, które prawdopodobnie bronią przyłożoną do skroni zmuszane są do zostawiania tipów. Pocieszę Was – nie musicie tego robić. Skąd taki wstęp? Otóż wyjątkowo często pod moimi postami wybuchają burze na temat napiwków właśnie. Kiedy myślisz, że temat został już wystarczająco wyczerpany, dostajesz kolejnego strzała i nie wiesz już nic.

Zanim jednak przedstawię Wam swój sposób myślenia na temat zostawiania napiwków w restauracjach, nakreślę nieco własną historię, bo ma ona w całej tej opowiastce spore znaczenie dla punktu widzenia oraz szacunku do pewnych zachowań. Otóż od pierwszego roku na studiach pracowałem w gastronomii, a była to głównie praca na barze w dużych, popularnych na ówczesne czasy klubach muzycznych. Klubach, które absolutnie nie mieściły się w obrębie moich prywatnych zainteresowań, natomiast dość znacząco pomagały mi się utrzymać w okresie studiowania. Nie myślcie jednak, że wspomniane zarobki podyktowane były wysokimi stawkami godzinowymi. Co to, to nie, a już tłumaczę dlaczego. W pierwszym wypadku było to całe 7 zł za godzinę, co i tak można było uważać za szaleńczo wysoką stawkę w pierwszej dekadzie XXI wieku. Jak się okazało, lepsze miało nadejść, bo po roku trafiłem do raju. Oczywiście takiego z przymrużeniem oka, bo stawka skoczyła… w dół do całych 5,16 zł za godzinę. Tak, to nie żart kochana młodzieży. Nikt nie zajmował się takimi sprawami, jak stawki minimalne i tym podobne kwestie. Rzecz jednak w tym, że ów klub odwiedzały prawdziwe tłumy, a goście dość chętnie zostawiali napiwki dla obsługi, przez co udawało się wychodzić na tej zabawie w pracę z dość godnym uposażeniem. To właśnie wtedy częściej zacząłem korzystać z dobrodziejstw (?) gastronomicznej części miasta, a uczony przez starszych kolegów, że napiwki – zwłaszcza znajomym – po prostu należy dawać, tak właśnie robiłem. Z czasem moje myślenie w kwestii tipów uległo pewnym zmianom, ale właściwie zawsze staram się docenić obsługujące mnie osoby. Nie chciałbym, abyście pomyśleli, że staram się motywować zostawianie napiwków niskimi zarobkami. Absolutnie. Nie jest naszym zadaniem, jako gości, finansowanie życia prywatnego kelnerów. Docenienie ich dobrej pracy już tak.

W RESTAURACJI TAK, A GDZIE INDZIEJ?

To jeden z częściej podnoszonych tematów podczas rozmów o napiwkach. Skoro mamy dawać kelnerom, to dlaczego nie pani sprzedawczyni w sklepie czy na poczcie? Co do poczty, to babcia i dziadek zawsze oddawali końcówkę emerytury listonoszowi. Było to lata temu, ale stało się swego rodzaju zwyczajem. Osobiście staram się zawsze zostawić napiwek panu lejącemu benzynę, zmieniającemu opony, taksówkarzowi czy fryzjerowi, co nie zmienia faktu, że najczęściej zdarza się to w restauracjach, kawiarniach czy barach. Taki to obyczaj i zapewne doświadczenie opisane na wstępie. Napiwki w restauracjach stały się w wypadku Polski i wielu krajów europejskich niepisanym zwyczajem, w USA obowiązkiem, we Włoszech obowiązuje Coperto, a ja po prostu przyjmuję to, wiedząc jak ciężką pracą jest ta w gastronomii. Zresztą samo dawanie napiwków najprawdopodobniej wywodzi się właśnie z gastronomii, choć niegdyś dodatkowa zapłata miała na celu nie tyle docenienie barmana, a zdobycie jego przychylności oraz pierwszeństwa w obsłudze.

KIEDY ZOSTAWIAM?

Po prostu – kiedy po drugiej stronie mam człowieka, który wie co robi, ma w sobie wrodzoną czy też wyuczoną zdolność obcowania z ludźmi, uśmiechania się, umiejętnego żartowania, wchodzenia w niezobowiązujący dialog, z wielką chęcią zostawiam. To nie jest fizyka kwantowa. Wystarczy dać z siebie minimum, podobnie jak w każdym innym zawodzie. Nie ma tu znaczenia niesmaczne jedzenie czy przesmażony stek, a nawet słaby produkt. To już kwestia kuchni i umiejętności osób w niej pracujących, natomiast ja doceniam sprawnego kelnera, który nawet takie wpadki potrafi przykryć pełnym klasy serwisem. W takim wypadku tylko szkoda mi, że kelnerzy często muszą dzielić się z Szefami Kuchni swoimi napiwkami.

KIEDY NIE ZOSTAWIAM?

Przekraczam próg restauracji i widzę opartą o kontuar, obrażoną na cały świat dziewuszkę, a w jej głowie kołacze się złota myśl: na h.. on tu przyszedł. Tak dobrze się nic robiło. To najczęściej ten moment, kiedy wiesz, że po pierwsze – pewnie nie będzie specjalnie smacznie, po drugie – odpuszczę sobie napiwki. Naprawdę trzeba mocno się postarać, abym nie zostawił tipa, ale istnieje kilka zachowań doprowadzających mnie do wściekłości i takiej właśnie ostateczności. Olewatorskie podejście to jedno. Bo doprawdy, czy tak wielkim problemem jest dostrzeżenie wchodzącego gościa w pustej knajpie? Wydaje mi się, że w wielu miejscach stanowi to niemal normę. Wchodzisz, a tu ani dzień dobry, ani pocałuj mnie w dupę. Po menu idziesz sam, a kiedy cierpliwość powoli zaczyna się kończyć, nerwowo zerkasz na panią kelnerkę z nosem w fejsbuku.

Sprawy tak oczywiste jak nieznajomość menu czy zasad podawania potraw pozostawię bez komentarza, bo to elementarz, choć oczywiście w pewnym sensie za współudział w tych zbrodniach odpowiada mający szkolenie personelu w tylnej części ciała. Jako człowiek z gastronomii posiadam wielkie pokłady cierpliwości i empatii, akceptuję z uśmiechem pewne wpadki natury technicznej, natomiast nie toleruję postawy na zasadzie: mam wywalone na wszystko!

Podchodzę do tego w ten sposób, że brak napiwku traktuję jak formę edukacji dla państwa kelnerostwa. Jeśli to jedni z tych roszczeniowców, którym wszystko się należy, nic to nie zmieni poza kilkoma ku…i w moją stronę po wyjściu. Kumaty kelner weźmie brak tipa do siebie i zastanowi się, dlaczego do rachunku nie została dołożona żadna końcówka. Mam nadzieję, że są jeszcze ludzie, u których taka refleksja występuje.

ILE?

Przyjęło się, że 10% kwoty na rachunku i chyba jest to najczęściej stosowana przeze mnie zasada, choć raczej przy rachunku o wartości 30 zł bliżej mi do podwojenia tej wartości. Koniec końców warto mieć jednak w głowie po prostu pewną dowolność i nie fiksować się, aby nie doprowadzać do paradoksów. 3,29 zł to nie będzie najszczęśliwsza kwota do pozostawienia, więc warto zachować zdrowy rozsądek.

Na koniec jeszcze zachowanie, które mnie irytuje, a mianowicie pogarda obsługi na widok 3-4 złotych pozostawionych do rachunku. Owszem, jeśli tyle zostawił biznesmen pijący na barze pięć flaszek z kumplami, to zwykła oznaka buractwa. Czym innym jest jednak, kiedy te 4 zł zostawia student, dla którego to spora część dziennego budżetu przeznaczonego na jedzenie, a te cztery złote wynikają z szacunku młodego człowieka. Wtedy śmieszkowanie kelnera z kwoty tipa oznacza buractwo jego samego.

Z KLASĄ

Niejednokrotnie w trakcie mojej gastronomicznej przygody nie przyjąłem napiwku. Napiwku, czy też jałmużny ciśniętej w moją stronę z wyższością przez pana w koszulce z logo Armani wprost z Turcji, z nabotoksowaną lalunią u boku. Nie moi mili, napiwek nie ma być formą doładowania swojego ego i popisania się przed znajomymi. To relacja na linii gość-obsługa, to dobrowolna chęć docenienia człowieka, który musi użerać się na przemian z właścicielem, krzyczącym Szefem Kuchni i mającymi pretensje o wszystko klientami. Zostawcie napiwek w ciszy na stole, bez wykrzykiwania haseł w typie: damy młodemu dychę, niech ma!


Spodobał Ci się mój tekst? Polajkuj go, udostępnij, a po więcej zapraszam na Instagram oraz fanpage.

Używajcie naszego wspólnego, wrocławskiego hasztagu #wroclawskiejedzenie

Total 81 Votes
10

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments