AULA – na włoskiej scenie


Cenię sobie nieoczywiste podejście do gastronomii i już na dzień dobry otwarta w połowie 2019 roku restauracja Aula zyskała sobie u mnie kilka punktów za samą lokalizację. Nazwa nie wzięła się z przypadku, a sama miejscówka już od wejścia automatycznie kojarzy się bardziej ze szkolnymi akademiami, niż restauracją, co nie oznacza, że to źle, bo miejsce wygląda okazale. Jest dużo przestrzeni, dominujący, ciekawy, ciemnozielony kolor na ścianach oraz białe stoliki.

Sam pomysł na restaurację do najbardziej skomplikowanych nie należy. Odpowiadają za niego osoby związane ze znaną od dawna restauracją Vivere Italiano, co już samo nasuwa skojarzenie z włoskimi klimatami. I faktycznie Włochy rządzą na Sudeckiej, właściciele chlubią się przywożonymi z Apulii składnikami, a w menu rzeczywiście dominują produkty kojarzone dość jednoznacznie z krajem z Półwyspu Apenińskiego. Słowa to jedno, warto sprawdzić czy mają one coś wspólnego z rzeczywistością.

Na początek plus numer jeden, ten z kategorii najważniejszych, bo dobra obsługa w obecnych czasach warta jest krocie i nie piszę tu tylko o finansach. I w Auli obsługa jest dobra, po prostu. Tak zwyczajnie dobra, ogarniająca, uśmiechnięta, a na dodatek – taki dość znaczący szczegół – zna menu. Obsługiwała nas radosna Włoszka, przeplatająca angielskie słówka z polskimi, nakierowując na konkretne wybory z karty. Klasa.

Nie obyło się jednak bez wpadek. Zamiast pulpecików z cukinii i krewetek otrzymujemy cały zestaw z kwiatami cukinii i szałwii smażonymi w cieście (34 zł). Ta przecięta butelka kojarzy mi się z fajndajningową modą sprzed pięciu lat, ale nic to, może się czepiam. Jedno wiem na pewno – panierka przyjęła zbyt dużo tłuszczu i jej jedzenie jakoś niespecjalnie sprawia radość. Inaczej wygląda sytuacja z przystawką numer dwa, a więc zestawem trzech świeżych serów (39 zł) z dodatkiem focacci czy raczej posmarowanego oliwą czosnkową ciasta do pizzy (18 zł). Burrata smakowicie uwalnia kremowe wnętrze od razu po nacięciu, pysznie zadowala śmietanowym smakiem, natomiast kuleczki mozzarelli cieszą podniebienie świeżością i bardziej zbitą strukturą. Gdyby jeszcze ciasto pizzy focacci trochę bardziej popracowało i nie było suchym wypiekiem, a puszystym sucharem, byłoby świetnie.

Ossobucco z pręgi wołowej (59 zł) podbija moje serce. Genialne mięso, rozpadające się na włókna, pełne kolagenu, z cudnie kleistym szpikiem. Powtarzałbym z wielką chęcią, aczkolwiek pewnie mocny demi glace zamiast dość wodnistego i mocno słonego sosu, mógłby tu zdziałać dodatkowe cuda. Ustalmy jednak, że to potężnie smakowity kawał wołowiny. Bierzcie w ciemno. Danie dnia, a więc risotto borowikowe to klasyka w całkiem udanym wydaniu. Grzybowy aromat roznosi się dookoła całego stolika, ryż ugotowany w punkt, do tego smakowita kremowość. Ciężko byłoby narzekać.

Spore oczekiwania mamy w stosunku do bułek, których w menu jest kilka i odnoszę wrażenie, że stanowią jakiś powód do dumy właścicieli Auli. Moim zdaniem do dumy z bułek jest bardzo daleko. Granchio (38 zł) opisane jest jako buła z mięsem kraba. Szkoda, że nikt nie wspomina tu o kotlecie z przemielonego mięsa kraba, podanego w towarzystwie radicchio. To było złe, nie da się tu znaleźć żadnych atutów i akurat w tym wypadku pani kelnerka nie spełniła do końca swojej roli, bo widząc, że oddajemy raz ugryzionego burgera, pewnie wypadałoby zapytać o to, czy coś się nie stało. Szkoda, bo kanapka z krabem nie dość, że brzmi dobrze, to jeszcze niesie za sobą ogromny ładunek potencjału foodpornowo-smakowego. Nie udało się, trudno.

Jak ocenić Aulę? Ciężko zrobić to jednoznacznie, bo mamy do czynienia z kilkoma dość granicznymi odczuciami. Z jednej strony przepyszne ossobucco, bardzo przyjemna przystawka z serami, z drugiej natomiast kompletne nieporozumienie z bułą z krabem. Z jednej strony interesujący wystrój, zachęcająca do posiadówek jazzowa muzyka, z drugiej słabiutka focaccia. Mimo wszystko mam w sobie jakieś przekonanie, że ktoś, kto zrobił tak dobre mięso, musi mieć coś w sobie. Prawda jest taka, że dobrze spędziliśmy czas w Auli, wyszliśmy koniec końców zadowoleni, choć momentami rozczarowani. Przyklaskuję lokalizacji, pomysłowi, a jednocześnie myślę sobie o zweryfikowaniu kilku smaków. Idźcie, przekonajcie się i dajcie znać. Nie jest to najlepsza włoska kuchnia we Wrocławiu, raczej takie stany średnie, ale cała otoczka sprawia, że mam pozytywne odczucia względem samego miejsca.

AULA

Sudecka 92/21

FB

Total 11 Votes
4

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments