Amerykański Sen – pastrami alert!


Kulinarny Zakrzów to całkiem kiepski żart, dlatego też każde nowe miejsce prześwietlane jest przez mieszkańców tego krańcowego wrocławskiego osiedla bardzo dokładnie. Czy istnieje szansa, aby Amerykański Sen stał się kultowym zakrzowskim miejscem?

Gdybyście mnie spytali – gdzie zjeść na Zakrzowie lub w okolicach, odpowiedziałbym, że najlepiej nigdzie. Oczywiście jest przyzwoite Bistro Zatorska 60, stanowiące kontynuację Lviva, kawałek dalej na Psim Polu jest pizzeria Solo Neapolo, a potem… nic. Cisza, zero, nic. Mieszkam tu od 2009 roku, osiedle rozrosło się do ogromnych rozmiarów, ale jedno się nie zmieniło – kwestie jedzeniowe leżą i kwiczą, i sam wielokrotnie zastanawiałem się nad takim stanem rzeczy. Czy społeczeństwo z tej strony miasta jednak mniej zamożne, czy mniej wymagające, ciężko powiedzieć. Z perspektywy czasu myślę, że ani jedno, ani drugie, ale jakiś feler ten Zakrzów posiada. Mniejsza jednak o to, bo w sierpniu powstało nowe, wywołujące emocje miejsce pomiędzy Hertem a budą z kiepską garmażerką, na pętli Osiedla Sobieskiego gdzie wcześniej nie udało się dłużej utrzymać gruzińskiej piekarni. W budzie czy też kiosku zameldował się Amerykański Sen.

Pierwszy raz o planie na otwarcie takiego koncepciku usłyszałem na warsztatach prowadzonych przeze mnie i Tobiasza Hermana w Studio Kulinarnym Browar Mieszczański. Jeden z uczestników, mieszkaniec Zakrzowa, opowiadał o chęci wystartowania z czymś swoim. Minęło trochę czasu i faktycznie okazało się, że miało to pokrycie w faktach i oto na naszym końcu świata mamy namiastkę amerykańskiego baru.

W środku zbyt wiele miejsca nie uświadczycie, ale da się usiąść. My wybraliśmy opcję zamówienia jedzenia na wynos, w końcu mieszkamy sto metrów dalej. Godziny otwarcia? Nie ukrywam, że lekko dziwne – od 6 do 17, choć w pewnym sensie pokazują zamysł na lokal. Ma być dla tubylców, z możliwością wzięcia czegoś w rękę do pracy. Spoko, choć jednak weekendowe zamknięcie nieco mnie martwi. Menu? Tutaj zaczyna się robić ciekawie, ale i ponownie szokująco jednocześnie. Otóż rozstrzał jest spory – mamy kawę, cynamonki, kanapkę BLT czy kanapki z pastrami. Słodko, wytrawnie, dla mniejszych i większych. Dlaczego szokująco? Najwyższą ceną w karcie jest 17 zł.

Ruszamy od najdroższej opcji – Ruben (17 zł), czyli najbardziej znana wersja kanapki z pastrami. Jest cheddar, jest trochę kiszonej, chleb na masełku, ale przede wszystkim całkiem sporo wołowiny. Dobrej wołowiny. Pewnie nikt by nie narzekał, gdyby towarzyszyła jej większa dymność, ale to udane, grubo ciachane, rozpadające się mięcho. Pozytywna zaskakujka, a do tego porcja jest sycąca i zupełnie wystarczająca także w formie obiadu. Pastrami (16 zł) to niemal identyczna kanapka, tyle że dodatki ograniczają się do musztardy i ogórka kiszonego. Zdecydowanie wolę opcję numer jeden, ale umówmy się – w tej cenie to jest jakaś cholerna promocja i pozostaje tylko zastanowić się dlaczego nie kosztuje więcej. Zdecydowanie nie miałbym problemu z dodaniem kilku złotówek.

Co było jeszcze jedzone? Następny klasyk, kanapka BLT (9 zł). Tak, dziewięć złotych. Wiem, wiem, że to tylko boczek, pomidor i sałata, ale w sam raz na poranny pierwszy posiłek w drodze do pracy. Uczciwie, to za taką kwotę nie chce mi się wyjmować noża z szafki z rana. Konkretniej robi się z szarpaną wieprzowiną BBQ za dyszkę. Tak, za dyszkę. Co prawda bułka ziemniaczana dość szybko namaka, ale też w sumie ciężko się dziwić, bo samego mięcha jest sporo. Przydałoby się pewnie trochę więcej wyrazistości, ale nieprzyzwoitym byłoby narzekać przy tej cenie.

Zadowoleni byli też młodzi – sernik nowojorski za szóstaka to kolejna promocja. Kremowy, acz  mocno zbity ser, cytrusowy posmak i chrupiąca podstawa. Najsłabiej wypada dość sucha cynamonka (3 zł), a największy uśmiech pojawia się na twarzy naszych synów, kiedy podstawiam im pod nos paluszki gofrowe z karmelem za… 5 zł. Pięć polskich złotych. 

Cieszę się, że powstało takie miejsce na Zakrzowie. Amerykański Sen to zakrzowski powiew dobrego smaku, ale też mam wielki apel – Panie właścicielu, podnieś pan te ceny. To nie przystoi, tak nie można. Należy się cenić i nie walczyć cenami. Smaczne rzeczy się obronią, a koniec końców na koncie musi trochę zostać. Znając realia gastronomii, to ceny są po prostu za niskie, choć chciałbym się mylić. Przyklaskuję głównie kanapkom z pastrami, bo to solidna robota, której nie powstydziliby się ludzie zajmujący mięsem na poważnie. Powodzenia z tym Snem, powodzenia z utrzymaniem na Zakrzowie, powodzenia z odwagą przy ustalaniu cen. Smacznego!

Amerykański Sen

Królewska róg Oleskiej

FB

Total 44 Votes
8

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?