6.2 C
Wrocław
środa, 21 lutego, 2024

The Mexican, czyli czekamy na powrót do tego, co było

Wrocław od dawna cierpi na niedobór knajpek z dobrym, meksykańskim jedzeniem. Warte uwagi są zarówno The Mexican, jak i Mexico Bar, ale żadne z tych miejsc nie zapewni nam jednak niezapomnianych wrażeń smakowych. W obu bywam dość często, więc mam niezły ogląd na to co się w nich zmienia. Na pierwszy ogień postanowiłem wziąć Mexican, lokal znajdujący się przy ul. Szewskiej.

Mexican to sieciówka, której restauracje można odwiedzić w Łodzi, Warszawie, Poznaniu, Krakowie, Sopocie i Wrocławiu. Lokal od pierwszego momentu robi niezłe wrażenie. Na wejściu witają nas ubrani w meksykańskie stroje kelnerzy, a wystrój jest wzorowany na tamtejszych barach. Nie po to jednak przyszliśmy, żeby podziwiać widoki.

Zerkamy na menu, w którym możemy dostrzec zarówno typowe meksykańskie burrito, tortille i fajitas, ale i dania w opcji tex-mex.mexico szewska 1 menu

Ceny, jak na Wrocław, nie są najniższe, ale też nie powodują, że chcemy natychmiast wyjść.

Jako że w weekendy raczej nie zwracam uwagi na kaloryczność potraw, na przystawkę decyduję się na Palillo Quesero, czyli pałeczki serowe z sosem Costeca w cenie 12,90 zł. Będąc w większym towarzystwie zamawiamy także Peperones Jalapeno – panierowane papryczki Jalapeno faszerowane serem w cenie 16,90 zł. Przy daniu głównym nie zastanawiam się za długo, tylko wybieram to, co zazwyczaj w tym miejscu – Chimichanga de Pollo za 25,90 zł. Chimichanga to właściwie burrito, tyle że smażone w głębokim tłuszczu. Na plus dla The Mexican działa fakt, że istnieje możliwość wybrania stopnia ostrości potrawy. Jako fan mocno ostrego jedzenia, wybieram najostrzejszą wersję.

Kelnerzy w lokalu działają sprawnie, szybko podają napoje, a po kilku minutach na nasz stół wjeżdżają przystawki:

mexico szewska 7 serki

mexico szewska 6 jalapeno

Obie są bardzo smaczne, a zarazem pożywne. Pałeczki serowe dobrze komponują się z ostrawym sosem, a roztopiony ser wspaniale ciągnie się po każdym gryzie. Papryczki podane są natomiast ze śmietaną, która ma łagodzić ostrość przystawki. Chrupiące, delikatnie ostre jalapeno plus wylewający się z ich wnętrzności roztopiony ser – wszystko to co uwielbiam. Przystawki zdecydowanie są warte swojej ceny.

Kucharze nie pozwalają nam jednak zapomnieć o daniu głównym, które także dość szybko, mimo sporego obłożenia lokalu klientami, ląduje przed nami. Chimichanga, podawana tradycyjnie z trzema sosami oraz surówką z białej kapusty, została przeze mnie nieco zmodyfikowana. Poprosiłem o danie w towarzystwie samej śmietany i sałatki coleslaw, która po poprzednich wizytach w tym miejscu, pasuje mi zdecydowanie bardziej.

mexico szewska 3

Trzeba przyznać, że wygląda niezwykle smakowicie. Smakuje także nieźle. Nadziana ryżem, serem i kurczakiem smażona tortilla jest naprawdę spora. Duże kawałki piersi z kurczaka zdecydowanie wyróżniają się spośród sporej ilości ryżu.

Mexico szewska 2

Ale, ale, coś tu nie pasuje. Miało być ostro, bardzo ostro, a jest… nijak. Jestem tym bardziej zdziwiony, ponieważ ostatnim razem opcja bardzo ostra, właśnie taka była. No trudno, pozostaje się nacieszyć chrupiącym daniem i moim ukochanym dodatkiem w meksykańskiej kuchni – śmietaną.

Chimichanga zawiodła ostrością, ale utwierdziłem się w przekonaniu, że warto wydać pieniądze na to danie, zwłaszcza, jeśli lubi się wszystko co smażone w głębokim tłuszczu. Moje serce zdobyła także sałatka Coleslaw. Mocno pieprzna i nie za sucha, jak w wielu innych restauracjach.

Ogólnie jednak The Mexican obniżył w ostatnim czasie loty. Widać to na przykładzie choćby guacamole, które niegdyś bardzo mi w tym miejscu smakowało, a obecnie, mając okazję skosztować od znajomego, przypominał jakiś dziwny, wodnisty sos bez wyraźnego smaku. Jedzenie nie jest złe, ale możliwe, że zmieniły się osoby, które przygotowują dania, ponieważ największe różnice widać w sposobie ich przyprawiania oraz w konsystencji sals.

 

The Mexican

ul. Szewska 61/62, Wrocław

Facebook – THE MEXICAN WROCŁAW

Total 0 Votes
0

Napisz w jaki sposób możemy poprawić ten wpis

+ = Verify Human or Spambot ?

Komentarze

komentarze

Podobne artykuły

3 KOMENTARZE

  1. Lubiłam kiedyś tę restaurację i serwowane przez nich potrawy. A potem odkryłam o niebo lepszy Mexico Bar na Rzeźniczej (bo ten na Sępa Sarzyńskiego to jakieś nieporozumienie). Wracając do The Mexican, to ostatni raz jadłam tam wtedy, gdy zaplanowaliśmy na wieczór Meksyk, a w Mexico Barze nie było szans na wolny stolik. Niestety, bardzo żałowałam później tej decyzji.
    Na przystawkę w The Mexican wybraliśmy panierowane papryczki jalapeno nadziewane serkiem – mój hit, który wcześniej już tam jadałam i bardzo mi smakowało, z pysznym sosem crema blanca. Jakie było moje zdziwienie, gdy zamiast pięciu kapitalnych papryczek dostaliśmy pięć twardych, podejrzewam, że za krótko smażonych papryczek, z nieroztopionym serem i odchodzącą panierką… Najgorsze jednak nastąpiło chwilę później, kiedy okazało się, że papryczki są tak ostre, że nie da się ich normalnie zjeść – najpewniej zostały w nich pestki, a jak wiadomo, pestki to największa, skomasowana ostrość. Ja bardzo lubię porządnie ostre potrawy, ale to było przegięcie – musiałam iść do toalety, żeby przepłukać usta wodą bo poziom ostrości wyskoczył ponad skalę i nie dało się tej przystawki w żaden sposób skonsumować. Wiem, że nie powinno się tak robić, ale było ze mną naprawdę kiepsko i nie widziałam innej opcji a piwo nie pomagało. Do tamtej pory nigdy się na tym daniu nie zawiodłam, ale tej jeden raz wystarczył, żeby stanowczo mnie to zniechęciło do odwiedzin w tym miejscu.
    Ale to nie koniec historii.
    Po przystawce wjechało danie główne – nie pamiętam jak się nazywało, ale było to danie sugerowane dla dwojga i składały się na nie różne mniejsze potrawy. Okej, fajnie, danie wjeżdża i co widzimy? Znów te diabelskie papryczki! Myślałam, że mi się przewidziało, ale niestety to była prawda! Hit! Kelnerka słowem nie pisnęła, że nasza przystawka dubluje się z daniem głównym (a w menu nie było to jasno opisane). Ba, po przystawce zwróciłam kelnerce uwagę, że była ona niejadalna i żeby przekazała moje uwagi kucharzowi (o ostrości i paskudnej twardości papryczek).
    Poza piekielnymi papryczkami dostaliśmy również, w mojej ocenie, bardzo średnie panierowane pałeczki serowe (które były bardzo słone), bardzo słone chilli con carne, kilka kawałków panierowanego kurczaka i chyba coś jeszcze, nie pamiętam. Nie szło się tym generalnie najeść, cena pamiętam, że była bardzo wysoka jak na danie składające się tak naprawdę z kilku pomniejszych przystawek.
    Po tamtej wizycie powiedziałam sobie, że choćby wszystkie inne restauracje były w tym czasie zamknięte, to do The Mexican nie pójdę już nigdy, bo przebrane kelnerki czy latający z sernikiem po sali Zorro nie ratują słabej kuchni (wcale nie najtańszej).
    A od spożytej ostrości bolał mnie później cały wieczór żołądek. Pluję sobie teraz w brodę, że nie miałam wtedy na tyle odwagi, żeby oddać tę przystawkę i odmówić płacenia za tak spartolone danie, może dlatego, że oczy przesłoniły mi łzy i walczyłam o oddech po masakrycznej ilości spożytej kapsaicyny 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Polub nas na

103,169FaniLubię
42,400ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
1,420SubskrybującySubskrybuj
Agencja Wrocławska

Ostatnie artykuły