fbpx
9.8 C
Wrocław
poniedziałek, 20 maja, 2024

Ale Duet, czyli tanio, ale przeciętnie

Długo namawialiście mnie do odwiedzenia baru Ale Duet na ul. Poniatowskiego. Opierałem się, ponieważ nie miałem najlepszych wspomnień z mojej ostatniej, a zarazem pierwszej wizyty w tym miejscu. Jednak pod każdym z wpisów na temat barów mlecznych pojawiała się ta nazwa, więc w końcu udałem się sprawdzić kolejny bar na Śródmieściu, w którym można zjeść naprawdę tanio.

ale 6

Lokal znajduje się na skrzyżowaniu ulic Poniatowskiego i Prusa, naprzeciwko biurowca na Placu Bema. Położenie na pierwszy rzut oka jest dobre, ale raczej dla studentów przemieszczających się autobusami i tramwajami, bo już zaparkować w pobliżu auto jest bardzo ciężko.

Wystrój wewnątrz jest bardzo minimalistyczny, typowy dla tego typu barów. Kilka stolików plus parę miejsc przy ladzie przytwierdzonej do ściany. Najważniejsza jednak jest wydawka, gdzie składa się i odbiera zamówienia. Na ścianie wywieszone jest rozpisane markerem menu, z którego co jakiś czas znikają kończące się dania.

ale 10

Za pierwszy razem nie było już pierogów ruskich, które najbardziej zachwalano w komentarzach, więc musiałem zadowolić się innymi specjałami znajdującymi się w bemarach.

ale 11 ale 12

Wybieram krokieta z pieczarkami i serem za 2,20 zł, jednego naleśnika z serem i jabłkiem za 1,98 zł oraz krupnik za 1,95 zł. Wszystko ląduje na mojej tacy od ręki, płacę niewielki rachunek, zabieram sztućce i siadam, aby rozpocząć próbę.

ale 7

No cóż, krupnikiem to ta zupa chyba była w poprzednim wcieleniu. Rozgotowana kasza, garść dominującej nad wszystkim pietruszki, jeden ziemniak, kilka plasterków marchewki i woda. Słona woda, jakby zalana wegetą, a pewniej wzmocniona kostką rosołową. Sorry, ale pozycja niejadalna.

ale 8 ale 9

Naleśnik w wersji zeschniętej, na zimno. O smaku ciężko powiedzieć cokolwiek sensownego, ponieważ serek został po prostu wrzucony do naleśnika razem z kilkoma kostkami jabłek ze słoika, bez cukru, bez śmietany.

Jeśli chodzi o krokieta, to miałem chyba szczęście, bo akurat, kiedy go zamawiałem, nowa porcja została przyniesiona, więc otrzymałem ciepłego, chrupiącego, prosto z frytkownicy.

Krokiet z serem i pieczarkami był najmocniejszą pozycją tego dnia, co nie znaczy, że wyzbytą z wad. Farszu w środku było niewiele, ale ogólnie był niezły, choć na przyszłość polecam nie wrzucać do środka surowych pieczarek, bo są twarde, a wcześniej je delikatnie przesmażyć. Chyba, że za dużo wymagam…

Drugiego dnia szczęście się do mnie uśmiechnęło, ponieważ, kiedy przyszła moja kolej zamawiania, pozostało jeszcze kilka porcji pierogów ruskich. Zamówiłem więc czym prędzej (3,99 zł) dobierając jeszcze porcję śmietany za 50 groszy. Początkowo miałem pomysł, aby wybrać jakieś danie mięsne, choćby najbardziej standardową pierś z kurczaka w panierce (6,95 zł), ale nie mogłem się zmusić, widząc te leżące od dłuższego czasu w podgrzewaczu, nasiąknięte tłuszczem kawałki kurczaka. Poprosiłem więc o namiastkę dania mięsnego, czyli gołąbka za 2,64 zł oraz pół porcji penne w pomidorach w cenie 2,38 zł. Jako surówkę dobrałem pół porcji białej kapusty z koperkiem za 1,29 zł.

ale 1 ale 2 ale 3

Podczas jedzenia gołąbka szybko przekonałem się, że nadzieje na mięso w środku były płonne. Był ryż, ale w rolę mięsa wcieliły się pieczarki, podobnie jak przy krokiecie – twarde.

Makaron jak na miejsce, w którym był podany – zadziwiająco dobry. Nieprzegotowany, obtoczony dość dokładnie w zblendowanym sosie ze świeżych pomidorów, a także doprawiony. Jako dodatek do innego dania spokojnie można zamawiać.

ale 4

 

ale 5

Na pierogi musiałem poczekać 3-4 minuty, ponieważ są gotowane na bieżąco. Pierwsze zaskoczenie – wielkość porcji, na którą składa się osiem naprawdę sporych pierogów zatopionych częściowo przez potężny chlust śmietany.

Pierogi są szczelnie wypełnione farszem, choć po przekrojeniu okazuje się, że sporą część z tej grubości zajmuje ciasto. Po kilku gryzach przekonałem się jednak, że pierogi są faktycznie smaczne. Jak na porcję na niespełna cztery złote, to nawet bardzo. Farsz jest serowy, świetnie doprawiony i jest go na tyle dużo, że nie przeszkadza nawet grube ciasto. W połączeniu ze śmietaną daje to porcję zabójczą, której nie byłem w stanie zjeść do końca. Oczywiście nie są to pierogi wybitne, ale za tę cenę zdecydowanie warte zamówienia.

Ale Duet okazał się – podobnie jak Mewa – miejscem, w którym czas zatrzymał się sporo lat temu. Podawane jedzenie jest bardzo wątpliwej jakości, w większości zimne i niedoprawione. Wyjątkiem są pierogi ruskie, zdecydowanie wyrastające jakościowo ponad resztę. Niestety, w barze Ale Duet kuleje prezentacja. Leżące na zewnątrz dania nie wyglądają zachęcająco, jedne są nasiąknięte tłuszczem, inne wysuszone. Oczywiście rozumiem, że niewiele jest we Wrocławiu miejsc, w których da się zjeść taniej. Szkoda jednak, że przy okazji serwowania naprawdę tanich potraw nikt nie myśli o jakości, a jak się okazuje obie rzeczy potrafią chodzić w parze. Wystarczy przejść kilkaset metrów dalej do baru Jak u mamy na ulicę Łokietka. Dania i zupy nie kosztują dużo więcej, a smakują zupełnie inaczej, domowo. Po fakcie, cieszę się, że nie zamówiłem żadnego z mięs…

ranking2

Bar Ale Duet

ul. Poniatowskiego 1

facebook.com/AleDuet

Click to add a blog post for Ale Duet Bar Mleczny on Zomato

Total 2 Votes
0

Napisz w jaki sposób możemy poprawić ten wpis

+ = Verify Human or Spambot ?

Komentarze

komentarze

Podobne artykuły

13 KOMENTARZE

  1. Z tego co wiem to tam nie serwują gołąbków z mięsem tylko jarskie.
    Polecam zupę pomidorową, jest smaczna. Pierogów niestety koło godziny 13-14 już się nie uświadczy, szkoda, że tak mało ich robią, bo zbyt jest duży.

    Jedzenie wybitne może nie jest, ale za to za mniej niż 10 zł można zjeść dwudaniowy, spory posiłek wraz z sokiem (80 gr), lub tak jak na zdjęciu zestawy 2 dań nawet za 5 zł.

  2. kawałek dalej, przy skrzyżowaniu Oleśnickiej z Żeromskiego jest jadłodajnia Produs. Ceny są chyba jeszcze niższe niż w Duecie. Dość często zdarza mi się tam zjeść dlatego jestem ciekawa Twojej opinii.

  3. Szanowny autorze, osobiście zaprosiłam Pana do naszego baru, gdyż miałam wrażenie, że zna się Pan na kuchni, jeśli jednak nie odróżnia Pan krupniku gotowanego tradycyjnie od krupniku z dodatkiem chemii, której u nas się nie stosuje, to jednak się pomyliłam. Kasza w krupniku musi być rozgotowana, tworzy się w ten sposób kleik – naturalną osłonę na żołądek (polecam książkę kucharską Kuchnia Polska” – wydaną przed 1980 rokiem).
    Na pieczarkach też się Pan nie zna – pieczarki przed użyciem dusi się w całości a nie podaje surowe, dobry farsz z pieczarek nigdy nie będzie rozmiękczoną papką. Farszu w krokiecie wg gramatury jest dokładnie połowa w stosunku do naleśnika – to tak na marginesie.
    Gołąbki w naszym barze są tylko jarskie.
    Co do pierogów, to nie wiem gdzie jadł Pan lepsze – oczywiście nie biorę pod uwagę osobistej babci – sama uważam, że pierogi babcine są najlepsze na świecie, ale zanim otworzyłam ten bar, jadłam pierogi wszędzie we Wrocławiu (i poza nim) – nigdzie nie ma lepszych. Świadczy o tym choćby to, że 30kg lepionych codziennie zostaje wykupione w dwie godziny przez rzeszę klientów, którzy tabunami u nas się odżywiają.
    Na koniec wypowiem się o zdjęciach. Jak to jest, że w drogich knajpach robi Pan zdjęcia dobrej jakości, na których wiernie oddaje Pan kolory posiłków a w tanich barach zdjęcia są przeżółcone i rozmyte? To już na starcie czyni bary takie jak moje gorszymi.

    • Witam,
      najpierw odniosę się do pieczarek. Widocznie moje nie zostały uduszone wcześniej, bo moje były twarde, jakby surowe. Co do gołąbków, to fajnie byłoby zaznaczyć, że są jarskie, bo jednak 90% osób zna ich mięsną wersję, więc po zamówieniu może się niemiło zaskoczyć. Lepsze pierogi? Polecam choćby nieodległy bar Domowe Obiady na Sępa Szarzyńskiego z delikatnym, domowym ciastem, a nie grubym, dominującym nad resztą. Pierogi owszem dobre, ale jak na swoją cenę. Sprzedają się tak dobrze oczywiście własnie ze względu na naprawdę atrakcyjne 3,99 zł.
      Jeśli chodzi o zdjęcia, to proszę spojrzeć na to jak ciemno jest w waszym lokalu.
      Zawsze oceniam jedzenie uczciwie, biorąc pod uwagę jego cenę i lokalizację. Nie mogę jednak zaakceptować takiej zupy, która nie ma żadnego smaku, a zamiast warzyw pływa w niej pół kilo pietruszki.
      Właściciel lokalu nie może tylko bronić bezkrytycznie, ale także uszanować krytykę, bo może jednak coś w niej jest.

      P.S.
      Co do żółtego koloru zupy, to jest on oryginalny, prosiłbym więc o informację skąd taki kolor w krupniku.

      pzodrawiam

  4. Szanowny autorze, szanuję krytykę ale tylko i wyłącznie gdy jest ona zgodna z prawdą a jedyną nieścisłością, która została już naprawiona to brak informacji, że gołąbki są jarskie.
    Trzymając się pieczarek, nadal twierdzę, że się Pan nie zna i z całym szacunkiem, ale wcześniej po prostu jadł Pan „mamałygę” a nie duszone w całości pieczarki. Od 1,5 roku kucharz przygotowuje je w ten sam sposób i jak na razie tylko Panu nie smakowały.
    Co do krupniku, to wszystkie zupy jarskie gotowane są na maśle i zawsze będą miały oczka żółtego koloru, jednak zdjęcia są wykonane okropnie i nawet jeśli oświetlenie w barze nie sprzyja fotografii, to należało użyć lampy, wtedy stół nie byłby aż tak żółty, a oddałby Pan prawdziwy kolor zupy. Poza tym w krupniku jest nie tylko pietruszka, ale też świeżo cięty lubczyk, jest drobno krojona włoszczyzna, kasza i ziemniaki – ubolewam, że dostał się Panu tylko jeden i zwrócę uwagę paniom na wydawce, by postarały się równo nalewać zupę.
    Nie będę się z Panem spierać o pierogi, ponieważ znam wartość tych lepionych w moim barze i nie jest to tylko kwestia ceny, że się tak dobrze sprzedają.
    Chciałabym za to zwrócić Pana uwagę na niekonsekwencję, którą Pan zastosował jeśli chodzi o mięso. Napisał Pan: „leżące od dłuższego czasu w podgrzewaczu, nasiąknięte tłuszczem kawałki kurczaka” a na zdjęciu widać dobrze wysmażone sporej wielkości kotlety drobiowe leżące obok schabowych i ani grama tłuszczu, o którym Pan wspomniał.
    W związku z powyższym jak już twierdziłam wcześniej, będę bronić potraw wychodzących z mojej kuchni, ponieważ Pańska znajomość smaków bez dodatku glutaminianu sodu, który powszechnie się teraz stosuje, jest wg mnie niewystarczająca.

  5. Zgadzam się z Panią właścicielką. Jadam w barze Ale Duet bardzo często. Po przetestowaniu barów w okolicy, okazał się najlepszym wyborem. Fotografie, które wykonałeś, są faktycznie nie najlepszej jakości, przez co wydaje się, że potrawy są niesmaczne. A są bardzo smaczne! Co do gołąbków jarskich, to fantastycznie, że można zjeść takie danie bez mięsa. Krupniku nie jadłam nigdy, bo nie lubię, ale wiem i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że inne zupy mają pyszne – za każdym razem biorę zupę. Są doskonale przyprawione (np. krem z dyni), z zawartością (jak szczawiowa z jajkiem). Poza tym świetne są też pierogi, i nie tylko ze względu na cenę, ale przede wszystkim na smak. Widocznie miałeś pecha albo słaby dzień, że Tobie nie smakowało. Jak dla mnie świetny bar!
    Pozdrawiam 🙂

    • Heh, potrawy chyba nie wydają się niesmaczne dlatego, że źle wyglądają na zdjęciach:)
      Co do okolicy, to proponuję bar Domowe Obiady na Sępa Szarzyńskiego. Nieco drożej, ale na pewno zmienisz zdanie o najlepszym barze w okolicy:)

  6. A ja zgadzam się z Panem. Ludzie tam jedzą tylko ze względu na cenę. Raz tam jadłem i nawet jak by cena jeszcze nawet spadła o połowę to nie skuszę się na żadne tam jedzenie.

  7. Tego jedzenia wcale nie da się tam jeść. Trochę lepsze pierogi są obok, ale też nie powalają na kolana, no może poza ceną.

  8. Jadałam w barze „ALE DUET” regularnie, gdyż obok pracowałam. Musze powiedzieć, ze co do pieczarek albo miał Pan pecha, albo faktycznie się Pan nie zna;) Sporo w tym barze próbowałam potraw i akurat krokiety poleciłabym jako najlepsze danie, naleśniki ze szpinakiem, kurczaka ze szpinakiem, łazanki i czasami zapiekankę ziemniaczaną, ale raz jadłam tez taką kompletnie nijadalną. Co do zup to niestety trafiłam 3 razy takie niejadalne i więcej nie próbowałam. To fakt, że nie ma w nich chemii, ale mają one również problem ze smakiem (szczawiowa smakowała jak kwaśna woda, bez krzty tłuszczu)
    Pierogi ruskie wielokrotnie pochłaniałam i sa one bardzo nierówne – raz bardzo smaczne, a raz rozlazłe i niedobre po prostu. Może kwestia dnia. Nie zgodzę się natomiast, że są najlepsze, bo te w mewie sa o niebo lepsze i w misiu swego czasu się zdarzały (lata temu)
    Nie można natomiast narzekać na świezość potrwa czy surówki które sa bardzo dobre.
    Najważniejsze – nigdy nie miałam problemów żołądkowych po obiedzie w tym miejscu, co niestety zdarzało się po odwiedzeniu innych barów mlecznych we Wrocławiu (wspomnianego Wikinga na przykład – chyba najpodlejszy mleczny we Wrocławiu)

  9. Pracowałam swojego czasu niedaleko i czasami chodziłam na obiady do tego baru. Niestety nigdy nie wyszłam stamtąd zadowolona. Dania mi nie smakowały, a próbowałam wielu. Smażone były przesiąknięte tłuszczem, do tego zawsze za bardzo pieprzne. Pierogi zamówiłam tam tylko raz – były paskudne. Komentarze właścicielki, że to najlepsze pierogi we Wrocławiu to kpina 🙂 Wystarczy iść do 'Jak u Mamy’ o którym pisał autor bloga, żeby zjeść milion razy lepsze pierogi (bez porównania!).
    Szczerze, to wolałam jeść kanapki albo się przegłodzić i zjeść w domu po pracy, niż jeść w tym barze. Wychodzę z założenia, że szkoda życia na kiepskie obiady.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Polub nas na

103,169FaniLubię
42,400ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
1,420SubskrybującySubskrybuj
Agencja Wrocławska

Ostatnie artykuły