Wysyłaliście mnie do restauracji Po Drodze w Krynicznie już od kilku miesięcy, ale jakoś zawsze nie było okazji. Ta nadarzyła się, czy też została nieco sprowokowana poprzez głosowanie na fanpage WPK, kiedy poprosiłem Was o wybranie miejsca, do którego pójdę w następnej kolejności. O ile do pewnego momentu wyniki oscylowały wokół remisów, tak pod koniec zryw fanów Po Drodze zadecydował o wyborze tego właśnie miejsca.
Ciekawym tematem jest samo miejsce.Powiedzmy sobie uczciwie – Kryniczno nie znajduje się na czele lokalizacji, do których jedziemy przez pół miasta, aby zjeść. Nie znajduje się nawet w czołówce, przynajmniej dla osób zamieszkujących południowe części miasta. Pomysł na miejsce ma jednak pewne sensowne przesłanki i północny Wrocław powinien się cieszyć z posiadania takiej restauracji.
Jakiej? No właśnie. Przyjechaliśmy z dzieciakami, więc od razu zwróciłem uwagę na sporą przestrzeń i dopiero co otwarty plac zabaw na tyłach Po drodze. Przyjemne miejsce, pomimo położenia tuż przy drodze, ruch aut nie przeszkadza w miłym spędzaniu czasu wewnątrz.
Dwukrotnie w trakcie pobytu w Krynicznie przyszło mi na myśl porównanie do Mlekiem i miodem z Kiełczowa w początkowym okresie ich działania. Przyjemna, prorodzinna knajpka na obrzeżach miasta z menu dostosowanym pod szerokie grono odbiorców.
Przesympatyczna jest obsługa, która ma na twarzy wypisany prawdziwy, niewymuszony uśmiech oraz naturalne ciepło. Z wcale nie tak obszernego menu wybieramy jedną przystawkę, danie dla dzieciaków oraz dwa dania główne i napoje w postaci dobrze nam znanego piwa z browaru Cztery Ściany.
Na początek na stół trafia gnocchi z sosem pomidorowym (18 zł) dla młodych. Standardowe, zawsze sprawdzające się połączenie. Kazek z Gutkiem zjadają również prawie całą przystawkę – krewetki argentyńskie (28 zł) podane na kokosowym puree z dyni, z sezamem i sosem teriyaki. Klasyczne połączenie smakowe, świetny, maślany skorupiak, choć dopiero na koniec spostrzegłem się, że zabrakło kolendry.
Mój makaron trofie z polędwicą wołową (38 zł) to solidna pozycja i porcja odpowiednio ugotowanego makaronu z mięciutkim, cieniutko skrojonym mięsem. Kolorowy talerz, wytrawny smak lekko zakwaszony pomidorkami koktajlowymi i trochę nie do końca potrzebny goryczkowy jarmuż. Solidna rzecz, jak najbardziej kojarząca mi się z taką knajpką poza miastem.
Skoro restauracja w pobliżu dużego miasta, musi być i kaczka (42 zł). Dobra kaczka trzeba zaznaczyć od razu. Różowa, delikatna, w ilości ogromnej, podana jeszcze z gęsimi żołądkami, puree z pasternaku oraz podkreślającymi cały smak – śliwkami i demigace.
Po drodze nie jest miejscem odkrywającym gastronomię na nowo, ale i chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie oczekiwałby tego. To przyzwoita restauracja, do której można wpaść właśnie po drodze lub mieszkając w tej części Wrocławia. Nie powinno być zawodu, obsługa sprawdza się na medal, a latem może to być po prostu fajna miejscówka do posiedzenia na świeżym powietrzu.
Po drodze
Trzebnicka 3, Kryniczno








Dobrze napisane. Podmiejska restauracja… Niestety ceny jak w Rynku we Wro.
Jak jedzenie dobre i z naturalnych składników to musi kosztować. Możesz jeść w barze mlecznym.
Całe serce na talerzu ? wszystko rozpływa się w ustach, obłęd na podniebieniu ?
To miejsce, do którego chętnie wracam.
Ja mam niedosyt, że nie wybrzmiało jakoś, jak daleko smakowo jest niuansowo i jak bardzo daleko to od przeciętnej…