fbpx
31.4 C
Wrocław
poniedziałek, 15 lipca, 2024

Woosabi Good Vibes Lounge – najCUDOwniejsza restauracja we Wrocławiu?

Pojęcie piękna jest bardzo subiektywne. Każdy z nas formułuje, odbiera, czuje je inaczej. Podobnie sytuacja wygląda w kwestii oceniania jedzenia. Zupełnie obiektywnie nożna jednak stwierdzić ze otworzyła się właśnie we Wrocławiu najładniejsza restauracja w nowoczesnej historii tego miasta. Zapraszam do Woosabi Good Vibes Lounge.

Najpierw cytat z mojej relacji z Woosabi z 2019 roku:

„Piękna, świetnie zgrana bajka, w pełni potwierdzająca, że hasło Miejska oaza, jakim Woosabi się promuje, rzeczywiście pozwala poczuć się swobodnie w samym centrum zabieganego europejskiego miasta średniej wielkości. Zieleń nastraja pozytywnie, półmrok pozwala przełączyć się na tryb: po pracy, a kolorowy bar wywołuje uśmiech od wejścia.

Kiedy zerkam na menu, myślę sobie, że ktoś w Woosabi odrobił pracę domową i przeprowadził odpowiedni research przed otwrciem. Otóż sam koncept wydaje mi się być idealnie skrojonym po Wrocław. Wrocław, gdzie swoje problemy mają restauracje próbujące trzymać się ortodoksyjnych, momentami ciężkich do zrozumienia przez wszystkich smaków. Woosabi to z kolei azjatyckie fusion – to brzmi głupio, wiem – z którego każdy, kto boi się mocnych, oryginalnych smaków Azji, znajdzie coś dla siebie. W karcie królują bułeczki bao w kilku odsłonach oraz bowle, których wielkość pozwala najeść się jedną porcją we dwie osoby. Witamy we Wrocławiu!”

Woosabi nie jest nową, nieznaną marką gastronomiczną we Wrocławiu. Można wręcz śmiało usnuć tezę, iż to jeden z bardziej rozpoznawalnych i charakterystycznych brandów w mieście. Poza stolicą Dolnego Śląska lokale pod tą samą nazwą funkcjonują także w Gdańsku i austriackim Innsbrucku, więc nie mówimy o żółtodziobach w gastro świecie.

MIEJSCE

Sama kamienica na Świdnickiej 28 znana jest współczesnym wrocławianom głównie ze znajdującej się w tym miejscu przez lata księgarni Dedalus. Historia lokalu jest jednak niezwykle bogata, a jej gastronomiczna część na przestrzeni lat zdążyła zapisać całkiem pokaźną kartę. Otóż jeszcze w XIX wieku w niemieckim Breslau mieścił się tu browar Scholtza i przybrowarna piwiarnia Pfeifferhoff. Następnie na początku XX wieku w kamienicy zorganizowano kino, a także winiarnię. Od 1953 nieprzerwanie działała tu księgarnia, w której książki kupowały kolejne pokolenia mieszkańców stolicy Dolnego Śląska. Kiedy spojrzy się na ostatnie zdjęcia z księgarni i zobaczy stan obecny wnętrza lokalu, można przeżyć wcale nie taki mały szok.

Za projekt wnętrz Woosabi, podobnie jak innych, odpowiada dobrze znana we Wrocławiu grupa projektowa CUDO. Kojarzyć ich można m.in. z projektów dla Pasibusa czy ETNO. Każdy z nich ma w sobie to coś, można powiedzieć, że łączy je pewien charakter, podpis artysty, konkretny sznyt. Sznyt, po którym poznaje się, że to właśnie CUDO przygotowało konkretny lokal. To jednak dla mnie nie wada, a raczej forma artystycznego przedstawienia się w gastronomicznym światku. Woosabi Good Vibes Lounge wybija się jednak znacząco przed szereg, wyrywa z butów każdego, kto wejdzie do środka. Wnętrza nowego Woosabi po przekroczeniu drzwi wejściowych pozwalają jedynie na wydobycie z siebie delikatnego westchnienia zachwytu. Niewiele więcej można powiedzieć, po prostu. Należy chłonąć i dobrze się bawić.

Czy Świdnicka 28 to najpiękniejsza restauracja we Wrocławiu? Jak napisałem na początku – wrażliwość każdego z nas jest inna, ale będąc najbardziej obiektywnym w swej subiektywnej ocenie, większość powie, że raczej tak.

Z jednej strony jest mnóstwo zieleni – choćby bar, nad którym widnieje nazwa restauracji. Po drugie – detale. Nawet drewniane głośniki wykorzystano do subtelnego wyeksponowania logotypu, wpasowując je doskonale w całe otoczenie. Po trzecie – jasność. Jestem lekko zboczony na tym punkcie, ale nie znoszę ciemnych restauracji. Ciemnych, delirycznych, depresyjnych. Tutaj jest jasno, a skorzysta na tym choćby Instagram i w ogóle social media Woosabi, ponieważ posiadając nawet niespecjalnie wymyślny model telefonu, uda się zrobić atrakcyjne fotki. Po czwarte – zachowanie oryginalnych murów, wpasowanie ich w cały klimat oraz połączenie z nowoczesnymi elementami. Aha, jeszcze sufit. Właściwie to SUFIT – nie da się go nie zauważyć wchodząc do lokalu, siadając na dole lub na antresoli.

Dobra, bo przez chwilę, pisząc kilka powyższych zdań poczułem się, jak student architektury, wymyślający niestworzone historie na egzaminie u surowego profesora. Ludzie z CUDO czytając te wypociny myślą sobie pewnie – niech ten Gładczak zajmie się już lepiej jedzeniem. Powiem po prostu – ten lokal wyrywa z butów. Jest cudowny, przytulny, przestronny, a jednocześnie zgrany tak, aby pasował na poranne śniadanie, popołudniowy lunch, jak i małą wieczorną imprezkę. Ufff, lecimy do jedzenia!

MENU I JEDZENIE

Dobra, posłodziłem mocno, ale w całym tym pięknie gdzieś gubi mi się kuchnia. W sensie sam pomysł na nią. O ile kierunek azjatycki – brany bardzo na luźno – uważam za trafiony i słuszny, tak nie potrafię zrozumieć wykonania. Poczynając od odwagi właścicieli. Połączenie właściwie trzech różnych rodzajów serwisu, a więc porannego, lunchowego i wieczornego, stanowi całkiem duże wyzwanie. To jednak da się ogarnąć. Niepokoić mogą inne kwestie. Przyznam, że w nowym lokalu liczyłem na nieco bardziej ambitne podejście do tematu kuchni, aniżeli w poprzednich odsłonach Woosabi.

Mamy więc i bułeczki bao, mamy bowle, a ciekawym tematem są śniadania. Otóż obecność frankfurterek w porannym menu wprawiło mnie w lekką konsternację. Od razu pomyślałem o graniu na zgraną kartę bez specjalnego wysilania się. Cytując stronę:

„ODWAŻNE SMAKI serwowane od świtu do zmierzchu. Chrupiące śniadania i aromatyczne popołudnia.”

Wszystko mógłbym powiedzieć o kuchni Woosabi, ale nie to, że jest odważna. Podtrzymuję swoją tezę z tekstu sprzed trzech lat – kuchnia Woosabi jest bezpieczna i to do bólu. Dopasowana do uśrednionego klienta, który nie przepada za wynalazkami, ortodoksyjną kuchnią krajów azjatyckich. Klienta, który słysząc o jedzeniu wprost z tajskiej ulicy przechodzi dalej, bo boi się eksplozji smaków. Zjedzmy więc! Na początek śniadanie – wspomniane frankfurterki (20 zł) w pikantno-słodkim sosie idącym zdecydowanie w słodką stronę, również za sprawą sporej ilości papryki. I do licha, dlaczego posiadając bao na kuchni, ktoś decyduje się na podanie suchych kawałków bagietki?!

O co ci chodzi, zapytacie. Otóż jak wspomniałem, kierunek azjatycki bardzo mi się podoba. Jest trafiony popularny, otwierający wiele ścieżek, którymi można podążać. Zastanawiam się jednak dlaczego nikt nie poszedł krok dalej i nie zrobił tego na wysokim poziomie. Na takim poziomie, na jakim poprzeczkę ustawia wystrój lokalu. Rozumiem zabawę smakami, formami, ale moje chicken bao czy pork belly bao to jest policzek dla każdego, kto poszukuje w jedzeniu nieco więcej, aniżeli efekciarstwa na siłę. Bao jest super, bao ma potencjał, ale hej, Wy tam – podanie go z tymi bezsmakowymi kawałkami kurczaka i majonezem nie ma prawa się obronić. No cholera jasna, nie. Boczek w zamierzeniu również mógłby rozwalić system, a wyszło… jak wyszło. Ten sam majonez gochujang sprawia, że jedna i druga bułeczka smakuje bardzo podobnie. Podobnie bez wyrazu i w sumie sam nie wiem na co liczyłem podczas ich zamawiania.

Było jeszcze Soba bowl z bulgogi (41 zł). I to danie chyba w sumie jest takim ostatecznym podsumowaniem moich narzekań. To nie tak, że ktoś na kuchni spieprzył te dania, przypalił czy nie dogotował. Co to, to nie. To są dania bezpieczne, mające wzbudzić ewentualne emocje w sferze wizualnej, choć też widywałem ciekawsze kompozycje. Samo mięso całkiem OK – miękkie, cienko skrojone, choć z bulgogi wołowymi miało tyle wspólnego, że zostało przygotowane z wołowiny. Cała miska to miks makaronu soba z losowo wybranymi, przesmażonymi warzywami, grzybami mum i kilkoma kroplami srirachy. No nie, sorry.

PODSUMOWANIE

Mam ogromny dysonans pomiędzy wyglądem Woosabi na Świdnickiej, a podawanym tam jedzeniem. Nie jestem biznesmenem, ale mogę tylko przewidywać, że taki model idealnie sprawdza się w kwestiach ekonomicznych. Ludzie w większości kochają niewymagające jedzenie, zwłaszcza w tak pięknych okolicznościach przyrody. Tkwi we mnie jednak jakieś takie rozczarowanie, odczuwane naprzemiennie z zawodem. Czuję po prostu niewykorzystany potencjał, aby Woosabi Good Vibes Lounge stało się miejscem popularnym także dla osób kochających ciekawe jedzenie. Mam pewne przekonanie, że tak się nie stanie. I choć lokalowi wróżę ogromny sukces – raczej nie obawiałbym się, że będzie stał pusty. Właściwie to niemal na pewno ciężko będzie się do niego dostać. Tak nie stanie się on miejscem, do którego chodzi się na jedzenie. Bardziej dla klimatu, atmosfery, zrobienia foteczki na Insta. I ja to rozumiem, bo każdy ma swój sposób na przyciągnięcie klientów do siebie. Nie rozumiem jednak straconej szansy, aby szeroko rozumiani foodies z całego kraju przyjeżdżali zjeść coś do najCUDOwniejszej restauracji we Wrocławiu. Bo restauracja to nie tylko otoczka, ale jednak także w jakimś stopniu to, co ląduje ostatecznie na talerzu.

I to nie jest tak, że trzeba na nowo wymyślać koło. To kwestia spójności projektu. Trzeba rozejrzeć się dookoła, poszukać inspiracji, stworzyć coś interesującego. Azjatyckie śniadania? Mógłbym rzucać pomysłami, jak z karabinu. Lunche i dania główne? Tutaj na opowiedzenie o pomysłach nie starczyłoby mi dnia. Zamiast tego otrzymaliśmy trochę pójścia na łatwiznę. Pewnie nie jestem osobą upoważnioną do pouczania prowadzących z sukcesami kolejne restauracje właścicieli, ale jako klient mogę przekazać feedback, bo miejsce podoba mi się ogromnie.

Może jestem zmanierowany, może stary, może przesadnie romantyczny w kwestii jedzenia i wymagam za dużo. A może żyję sobie w tej swojej bańce ludzi szukających czegoś więcej, niż wspomnianych frankfurterek lub tosta francuskiego z bekonem w restauracji uderzającej w azjatyckie nuty. Może jednak po prostu widząc tak odwalony lokal spodziewałem się, że równie odjechana będzie kuchnia i samo podejście do niej? No nic – idźcie do Woosabi, idźcie zobaczyć wnętrza. Jedzenie? Sami oceńcie i dajcie znać czy mam rację, czy się mylę. Na zdrowie!

 

Woosabi Good Vibes Lounge

ul. Świdnicka 28

FB

Total 43 Votes
4

Napisz w jaki sposób możemy poprawić ten wpis

+ = Verify Human or Spambot ?

Komentarze

komentarze

Podobne artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Polub nas na

103,169FaniLubię
42,400ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
100ObserwującyObserwuj
1,420SubskrybującySubskrybuj
Agencja Wrocławska

Ostatnie artykuły