Festiwal pizzy w Pizza Hut, czyli obżarstwo do kwadratu


Do Pizzy Hut mam dość specyficzne podejście, ponieważ ciągle mam przed oczami obrazki z dzieciństwa, kiedy była to pierwsza „restauracja”, do której byłem zabierany przez mamę. Po pierwsze – wielkiego wyboru nie było, po drugie – Pizza Hut stanowiła coś lepszego, amerykańskiego, niemal niedostępnego. Taka wizyta co miesiąc, może dwa, była właściwie świętem, a na pewno dużego kalibru wydarzeniem. Z perspektywy czasu, kiedy bardziej dojrzałem kulinarnie, zdążyłem zjeść sporo w Polsce i na świecie, stosunek do Pizzy Hut uległ nieco zmianie. Niewątpliwe nie uznaję tego miejsca za wzór, ale z sentymentu lubię czasami wpaść. Idealna okazja nadarzyła się podczas trwającego właśnie Festiwalu Pizzy, w którym nigdy wcześniej nie miałem okazji uczestniczyć. Postanowiłem więc podjąć wyzwanie.

pizza hut 1

Przynudziłem trochę na początku, przejdźmy jednak do konkretów. Menu festiwalowe jest krótkie i konkretne. Za 24,95 zł od osoby możemy jeść pizzę do oporu. Dokładając sześć kolejnych złotówek do pizzy otrzymujemy niekończącą się dolewkę wybranego napoju, a za 4,95 zł dostajemy trzy sosy. Z tej ostatniej opcji zrezygnowałem, ale jeśli mogę coś podpowiedzieć, to przy zamówieniu poważnie rozważcie zestaw z napojem, który bardzo przyda się tak przy piątym-szóstym kawałku.

Zasada festiwalu jest prosta – siadamy, otrzymujemy talerz i czekamy, ale nie za długo, bo już po chwili zjawia się kelnerka z pierwszym kawałkiem. Częstotliwość podawania kolejnych kawałków była bardzo regularna, a przerwy nie wynosiły więcej niż 7-8 minut. Tak więc czasu na odpoczynek za wiele nie było.

Na początku na stoliku ląduje dużo mówiący stojak. Krótko mówiąc, w slangu sportowym – basta, to takie klepanie desek, brak sił na kolejny kawałek.

pizza hut 3

1 farmerska

Jako pierwsza – farmerska, a więc grillowany kurczak, pieczarki, cebula i papryka. Sos i ser jest oczywistością. Nieźle komponujące się smaki warzyw, pieczarek, no i sporo sera. Całkiem udany początek.

2 pepperoni

Pepperoni, czyli standard, prawdopodobnie najpopularniejsza pizza w sieci. Tym razem na cienkim cieście. Mój osobisty faworyt w Pizza Hut. Świetnie przypieczone salami, nieprzesadnie dużo sera i zaskakująco chrupiące cieniutkie ciasto.

3 zimowa

Kawałek numer trzy, pierwszy łyk lemoniady i kompletnie nowy, nieznany mi dotychczas smak – pizza zimowa na sosie czosnkowym. Poza sosem – szynka, pieczarki i odrobina szczypiorku. Jak dla mnie, dość sztuczny sos był zbyt ciężki, a jego intensywny smak przykrył resztę dodatków.

4 Hot Bacon

Kolejna nowość – Hot Bacon. Faktycznie ostra pozycja, podana nie ze standardowym sosem pomidorowym, a chili. Ta pozycja wyjątkowo przypadła mi do gustu. Ostrość sosu fajnie zgrała się z lekko słonym boczkiem, a całości dopełniła słodka papryka. Bardzo ciekawe połączenie.

5 europejska

Europejska była pierwszą pizzą z kostkami wołowymi, których  – delikatnie mówiąc – nie lubię. Kolejna opcja na cienkim cieście wzbogacona dodatkowo o szynkę. Plus za ciasto, którego nigdy nie doceniałem, a smakuje naprawdę nieźle.

6 prosciutto e rucola

Szósty kawałek był dobrym momentem na coś lżejszego, a kelnerka i kucharze jakby czytali mi w myślach – na talerzu znalazła się Prosciutto e Rucola na cienkim cieście. Zielony nie jest moim ulubionym kolorem na pizzy, więc rukolę zrzuciłem na bok i wziąłem się za pizzę z szynką, która swoją delikatnością idealnie pasowała do mojego ówczesnego stanu – powolnego poczucia napełnienia.

7 mięsna

Chyba żeby mnie dobić, kelnerka przyniosła niezwykle pulchną pizzę Mięsną. Co ciekawe, mięsną była ona tylko z nazwy. Na kawałku ciasta znajdowała się dosłownie – jedna kostka wołowiny, pod  serem odnalazłem plasterek pepperoni, natomiast niczego więcej nie uświadczyłem. Dużo sera, dużo sosu i grube ciasto, ale ogólnie w smaku jak margherita.

8 texas

Przy kolejnej pozycji okazało się, jak niewiele smaków Pizzy Hut dotychczas znałem. W sumie to ograniczałem się do trzech, maksymalnie czterech rodzajów. Numer osiem – Texas. Smak mocno amerykański, z wybijającym się na przód sosem BBQ. Grube ciasto w tym wypadku pasuje do całego konceptu, więc nie ma co narzekać.

9 hot pepperoni pizza hut 2

Kiedy zaczynało być całkiem przyzwoicie smakowo, nadszedł klops. Zakalec w Hot Pepperoni i tak nie był jedyną wpadką przy okazji tej pozycji. Ostrości w tej pizzy nie uświadczyłem, bo i nie mogłem, skoro na kawałku znalazł się jeden skrawek jalapeno.

10 chorizo ze szpinakiem

Przy dziesiątym kawałku w głowie zaczynają się pojawiać pierwsze myśli o powiedzeniu – basta. Cała akcja festiwalowa doprowadza momentami do sytuacji, w której mamy ochotę podjąć rywalizację, zjeść jak najwięcej kawałków. Tym samym po zjedzeniu Chorizo e Spinachi dałem sobie jeszcze szansę. Jak dla mnie – jeden ze słabszych kawałków tego dnia, głównie przez fatalny sos balsamiczny.

11 toskania

Jakby w moim żołądku znajdowało się mało kawałków, jako kolejną pozycje otrzymałem Super Supreme, a więc – teoretycznie – największy wypas Pizzy Hut. Niekoniecznie dla mnie, ponieważ ani nie przepadam za oliwkami, ani tym bardziej za sprasowanymi kawałeczkami wołowiny. Odrzuciłem wołowinę i oliwki, dzięki czemu (tak, tak, okłamuję się) znalazło się miejsce na jeszcze jeden, no, może dwa kawałki.

12 americana

Kolejny klasyk, a więc Americana. W sumie, to taka wzbogacona o pieczarki Margherita, którą najchętniej jadałem w dzieciństwie. Wepchnąłem w siebie ten kawałek, choć ledwo. Zanim jednak to zrobiłem, kolejka zatoczyła koło i ponownie otrzymałem Farmerską.

13 super supreme

Tego już było za dużo. Brzuch o mało nie eksplodował, a głowa zaczęła niebezpiecznie pulsować. Jeśli lubicie sportową rywalizację, a przy sąsiednim stoliku dostrzeżecie godnego siebie przeciwnika, zastanówcie się dwa razy zanim wykupicie festiwalową opcję bez ograniczeń.

Mimo ogromnego obżarstwa było całkiem przyjemnie. Powróciły dziecięce wspomnienia, poznałem kilka innych smaków Pizzy Hut, o najedzeniu się nie wspominam, bo to było coś więcej od zwykłego zaspokojenia głodu. To było chorobliwe obżarstwo.

Można oczywiście rozprawiać o wyższości pizzy z włoskich knajpek nad tą z Pizzy Hut, ale chyba każdy zdaje sobie sprawę, że nie ma to najmniejszego sensu. Przykładowy Piec na Szewskiej to inna bajka, ale i tak trzeba przyznać, że Pizza Hut bije smakiem większość a’la pizzerii we Wrocławiu. Tutaj przynajmniej jesteśmy pewni, jak to w sieciówce, że jakość zamówionych potraw zawsze będzie taka sama.

 
Pizza Hut Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato

Total 24 Votes
7

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments