Pączek z Lidla vs. pączek z Biedronki


Po opublikowaniu rankingu wrocławskich pączków ad 2018 pod wpisem pojawiło się sporo komentarzy dotyczących ceny. Jak to możliwe, żeby pączek kosztował 3 zł, 3,50 zł, a nie daj boże 5 zł. Toż to szaleństwo, głupota i naciąganie biednych Polaków. Śpieszę z wytłumaczeniem – tak oto działa wolny rynek. Jeśli ktoś ma ochotę sprzedawać swój produkt choćby i za 10 zł, to może to robić, jeśli uważa, że włożył w jego przygotowanie odpowiednio dużo pracy i jakościowych składników. Średnia cena tych dziewięciu pączków nie osiągnęła nawet 3 zł, co i tak dla niektórych wydaje się być kwotą zaporową. I nie, nie mam o to pretensji. Szkoda tylko, że dla większości tych ludzi problemu nie stanowi zapłacenie 4,68 zł za karton (!) zawierający 12 produktów pączkopodobnych w dyskoncie. Tak, 39 gr to cena, za którą w Tłusty Czwartek nabyć można jednego pączka w Lidlu i Biedronce, przy założeniu, że weźmie się cały karton. Zawsze zastanawiam się co ci ludzie robią z tymi pączkami. Może się nimi rzucają?

Pomysł na taki wpis zrodził się w mojej głowie na szybko, a impulsem był właśnie widok zabijających się o całe kartony lidlowych czy biedronkowych pączków ludzi w przeddzień Wielkiego Tłustego Czwartku. Prawda jest jednak taka, że cykl takich postów dojrzewał we mnie od dawna. Dlaczego? Wydaje mi się, że dyskonty weszły do naszego życia tak szeroką ławą, że nawet nie zauważyliśmy, kiedy przekabaciły nas i przeciągnęły na stronę niskiej jakości produktów. To niesamowite, jak łatwo Polacy dali sobie wmówić, że dobry pączek nie powinien kosztować 2 zł. On powinien być pięć razy tańszy, w dodatku dostępny od ręki. Kurczak, z wolnego wybiegu? Dobre żarty. Przecież można go kupić za 6.99 zł za kilogram, a że nie ma smaku? Phi, kto by tam na to zwracał uwagę, najwyżej sypnie się vegety. Piszę to już kolejny raz, ale każdorazowo mnie to szokuje – częściej spotkacie kogoś, kto zrobi wielkie oczy na uczciwego, poprawnie prowadzonego kurczaka za 30 zł, aniżeli na tego bezsmakowca napchanego odpowiednimi specyfikami. Takie praktyki uczą nas bylejakości na bardzo niskim, żenującym wręcz poziomie.

Niebawem postaram się zająć szerzej całym tematem, choć to praca bardziej dla naukowców, dzisiaj natomiast czas na pączki z Lidla i Biedronki, a więc dwóch największych w Polsce dyskontów. Pączki będące dla mnie synonimem takiego gastronomicznego Disco Polo – duża część społeczeństwa je po prostu hurtowo wykupuje, choć niespecjalnie chce się do tego przyznać. 

To już nie to samo co kilkadziesiąt lat temu, krzyknie obruszone starsze pokolenie. Prawda to, to zdecydowanie nie to samo. W samym składzie pączka brak choćby żółtek, a pojawia się syrop glukozowy, ich data przydatności ustalona jest na kilka miesięcy do przodu, a głębokie mrożenie nie stanowi żadnej tajemnicy. Stąd m.in. różnica w cenie w porównaniu do uczciwych cukierni, dla których wykonanie zgodnego ze sztuką pączka jest wartością nadrzędną, nawet ponad zysk. O skali nie ma co rozmawiać, bo pewnie niewiele wrocławskich cukierni jest w stanie sprzedać tyle sztuk pączków, co jeden Lidl na Zakrzowie czy Kozanowie. To nie jest tak, że w cukierniach z mojego rankingu i wielu innych ktoś próbuje się na Was dorobić. Te ceny wynikają z czegoś – masło kosztuje, dobre jajka też, konfitura podobnie, czyli zupełnie odwrotnie, niż wszystkie zamienniki stosowane w pączkach z dyskontów i dużych sieci handlowych.

Spróbowałem ich, aby przekonać się czy aby na pewno te pączki po prostu nie smakują jakoś wybitnie, pomimo że są wyprodukowane ze wszystkich śmieci tego świata. Czasami coś może być tanie, zrobione z niskiej jakości składników, ale stosunkowo niezłe smakowo. Tutaj nie ma takiego zagrożenia, bo te pączki – trochę zaspojleruję – nie nadają się do jedzenia, po prostu.

LIDL

Smak: Jak w polskim filmie, cytując klasyka – nuda… nic się nie dzieje. Jedyna słodycz pochodzi od dziwnie przylegającego do wierzchniej strony pączka cukru pudru. Po ugryzieniu czuć gorzki smak suchego ciasta z dziwnie tłuszczową nutą, pozostającą długo na języku

Wygląd: blada skórka, mnóstwo cukru pudru, który wcale nie jest słodki

Nadzienie: wieoloowocowe, czyli nijakie. Niesamowita jest jego konsystencja bliska galaretki. Smak idzie w kierunku żurawiny, żelków o tym smaku, w każdym razie czegoś, co już na pierwszy rzut oka wygląda mało poważnie, a na pewnie nie naturalnie.

Cena: 79 gr

Podsumowanie: Matko bosko, naprawdę można sprzedawać coś takiego ludziom?

BIEDRONKA

Smak: Chciałoby się napisać, że to jest nicość, ale nie. To jest nicość przechodząca w smak zjełczałego tłuszczu połączonego z tępą, niezbalansowaną słodyczą. Ale fakt, tutaj spoiwem łączącym słowo pączek i produkt z Biedry, jest jako taka słodycz, która była absolutnie nieobecna w lidlowym wypuście

Wygląd: Posypana cukrem pudrem kulka miękkiego wyrobu, który nie zaznał smażenia, przynajmniej w wersji bez lukru. Drobnopęcherzykowe wnętrze zdobi niewielka kropka ginącej pośród całości marmolady. I ten cukier puder, taki smutny, choć usypany w ilościach hurtowych

Nadzienie: marmolada z bliżej niezidentyfikowanych owoców. W moich obu wersjach wyczuwalne były czerwone owoce, głównie porzeczka, ale to taka porzeczka z najgorszych dziecięcych wspomnień kolonijnych z Niechorza, kiedy to kapka sztucznego syropu dodana do litra wody miała imitować babciny kompot

Cena: 78 gr/szt, 55 gr przy zakupie sześciu

Podsumowanie: Na siłę ktoś może powiedzieć, że to smakuje jak pączek. Prawda jest jednak taka, że to odmrażany wypiek z dziwnie sztucznymi aromatami.

And the winner is: …uczciwe wrocławskie cukiernie, choćby te z mojego rankingu. Nie ma dla nich lepszej reklamy od tego masowego, okrutnie podłego produktu pączkopodobnego. Każdy, kto ma w sobie odrobinę świadomości kulinarnej, po ugryzieniu jednego z dwóch opisanych powyżej pączków, będzie mógł stwierdzić z pełnym przekonaniem, że 3 zł to cena wcale nie przegięta. 

Chciałbym zrozumieć motywację osób wykupujących te pączki całymi kartonami, Rozumiem, że kwestia ceny odgrywa w Polsce pierwszoplanową rolę, a świadomość produktowa kuleje, ale na boga – zdrowy rozsądek nakazuje zastanowić się dlaczego ktoś sprzedaje produkt widywany normalnie w cenie około dwóch złotych, za kwotę kilkukrotnie niższą. Skoro Tłusty Czwartek to radosne święto wszystkich łakomczuchów, to naprawdę, lepiej spróbować jednego genialnego, niż pięciu fatalnych. Zawsze mnie uczono, że nie mając pieniędzy lepiej kupić raz a dobrze.

Total 70 Votes
15

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments