Pierogarnia Chińska – w jaki sposób sprzedać pierogi


Coraz częściej nachodzi mnie refleksja, że wrocławska gastronomia po okresie dużego boomu i otwieraniu się wielu ciekawych miejsc na przestrzeni około dwóch lat, w ostatnich miesiącach przechodzi lekkie spowolnienie w tej kwestii. O ile każdego miesiąca otwiera się od kilkunastu do nawet trzydziestu nowych lokali, tak niewiele z nich wzbudza moje zainteresowanie. Dlaczego? Niestety standardem stała się wszechogarniająca powtarzalność, kopiowanie od innych, brak pomysłu czy w końcu umiejętności. Dlatego też ze sporym zainteresowaniem przyglądałem się zapowiadanemu od jakiegoś czasu otwarciu Pierogarni Chińskiej przy ulicy Kościuszki.

Sam pomysł brzmi interesująco. Nie ma tu mowy o kopiowaniu lokalnych wzorców, bo poza Bao Bao nikt ich nie oferuje. Na pierwszy rzut oka problemem może być lokalizacja, ale nie ze względu na to, że gastronomia w okolicy, poza pojedynczymi przykładami, nie funkcjonuje najlepiej, a raczej na sposób oznaczenia baru. Pierogarnia Chińska jest po prostu niewidoczna, a że to dość ważny element gastronomicznego biznesu, tłumaczyć nie trzeba.

Wnętrze reprezentuje styl – musi być tanio. Żeby nie było, tanio to nie coś, do czego się przyczepiam, bo i raczej typowe chińskie bary nie grzeszą nowoczesnym designem. Brak mi tu jednak jakiegokolwiek klimatu. Może ze względu na brak gości, może z powodu dość chłodnego powitania ze strony obsługującej mnie pani. Odniosłem wręcz wrażenie, jak gdybym oglądał rewolucje Magdy G., kiedy to największy autorytet w polskiej gastronomii wchodzi do opustoszałej restauracji przed rozpoczęciem przemian.

Na tablicy, na której widnieją wypisane kredą propozycje pierogów, pojawiają się cztery pozycje z możliwością wyboru 6, 12 lub 15 sztuk z każdego rodzaju. Ciekawostką jest herbata czarna za… 50 gr, choć kiedy wypatrzyłem ten specjał z oznaczeniem Aro, zadałem sobie pytanie: po co? Bo przecież nie dla zarobku, tym bardziej nie dla zachowania jakości. To już chyba lepszym pomysłem byłoby udostępnienie takiej wątpliwej jakości herbaty za darmo.

Udało mi się zamówić miks wszystkich czterech rodzajów, na który składały się po trzy sztuki każdego – z wieprzowiną, wołowiną, krewetkami oraz jajkiem i ogórkiem. 16 zł za taki zestaw wydaje się być uczciwą ceną, a do przegryzienia zamówiłem  – cytując tablicę – sałatkę z ogórkiem, marchewką i makaronem ryżowym za kolejne 3 zł. Od tej ostatniej warto rozpocząć, bo co by nie mówić, wygląda dość zaskakująco. Zimny makaron ryżowy, ogórek i może jedno ździebełko marchewki, a całość zamarynowana w jakimś miksie w stylu sos rybny i olej sezamowy, ale przyznam, że nie dopytałem. W każdym razie aż prosiłoby się, aby warzywa były chrupkie, natomiast wyszły trochę skapciałe, a o formie podania może lepiej nie wspominać.

Z tą surówką, podobnie zresztą jak i samymi pierożkami jest trochę tak, że trzeba umieć je sprzedać. Sprzedać razem z historią, otoczką, w odpowiedniej atmosferze. Zwłaszcza w takim mieście, jak Wrocław, gdzie nie można liczyć, że lokal będzie okupowany jedynie przez miejscowych Chińczyków. Tutaj należy przekonać do tych pierożków kochających wszelkiego rodzaju pierogi, Polaków. Do tego trzeba jednak pewnej wiedzy sprzedażowej oraz odpowiedniego temperamentu, a w tym wypadku trochę mi go zabrakło. Talerz z potrawami został podany, i tyle. Bez objaśnienia, bez opisu.

Smak pierożków? Ciasto jest cieniutkie, pszenne, przygotowywane na bazie mąki i wody. Odniosłem wrażenie, że zostały sklejone trochę niechlujnie. Kolejna sprawa, jaką należałoby wytłumaczyć Polakom – czarny ocet ryżowy Chinkiang do maczania pierożków. Produkt choć oryginalny i stosowany standardowo przez Chińczyków, dość ciężki do zaakceptowania na samym początku. Cenię za przenoszenie oryginalnych wzorców i niedostosowywanie się do gustów Polaków, ale do tego trzeba by też trochę wyjaśnienia. Tutaj duże podziękowania dla Asi z Kuchni chińskiej w Polsce, która wytłumaczyła mi kilka kwestii. Osobiście nie posmakował mi ten idący w stronę sosu balsamicznego aromat, ale jak napisałem, doceniam zastosowanie zgodnie ze swego rodzaju domowymi zwyczajami, bo i sama Pierogarnia wygląda trochę na domową manufakturkę.

Osobnym tematem są farsze. Najbardziej trafia do mnie wołowina z wyrazistym selerem naciowym. Nadzienia z krewetek, wieprzowiny z kapustą pekińską oraz to najbardziej zaskakujące z jajkiem i ogórkiem, mówiąc krótko, okazały się być absolutnie bez wyrazu. Trochę jakby poza podstawowymi składnikami, do ich przygotowania nie użyto żadnych przypraw. Może to kwestia domowych smaków znanych domów właścicieli, może po prostu brau wyczucia smaku. Może…

Nie chciałbym skreślać od razu Pierogarni Chińskiej, bo Wrocław potrzebuje dobrego baru z pierożkami jiaozi. Boję się jednak, że ktoś, kto wszedł w ten biznes, nie do końca rozumie jeszcze czym jest i w jaki sposób funkcjonuje gastronomia. O gościa, który przychodzi trzeba w pewien sposób zawalczyć, zwłaszcza jeśli zamierzasz specjalizować się w stosunkowo nieznanej dla miejscowych potrawie, jaką są choćby chińskie pierożki. Musisz naświetlić gościom co i w jaki sposób jeść, bo poza kilkoma pasjonatami, większość zwyczajnie o tym nie wie. Warto byłoby też wspomnieć choćby o regionie, z którego owe pierożki pochodzą, bo jednak określenie kuchnia chińska należy raczej do pewnego rodzaju skrótu myślowego. Drodzy właściciele, działajcie i doskonalcie te pierożki. Ja trzymam kciuki, choć po pierwszej wizycie niespecjalnie ciągnie mnie do powrotu.

Pierogarnia Chińska

Kościuszki 99/1 U

FB

Total 9 Votes
1

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments