Craft na Manhattanie – chcemy więcej takich miejsc!


Zawsze zazdrościłem mieszkańcom Berlina, Londynu, ale w ostatnich latach również Krakowa czy Warszawy tych wszystkich industrialnych miejscówek, wklejonych w obraz miasta i przyspawanych do jego charakteru. Tych sprawnie przemienionych na restauracje poprzemysłowych wnętrz, mikro browarów schowanych w nieoczywistych lokalizacjach czy po prostu luźnych przestrzeni gdzieś w podwórkach osiedli. Wrocław jakby dopiero od niedawna odkrył, że gastronomia podana w tej formie jest na topie, jest przyjemna, niewymagająca i w pewnym sensie offowa, alternatywna.

Czekałem, czekałem, aż w końcu znane już we Wrocławiu ekipy PANCZO, Food-Manii i Kontynuacji zgadały się, tworząc wspólny projekt w miejscu obleganym przez wrocławian od rana do wieczora. Craft na Manhattanie przygotowano naprędce, co nie znaczy, że niedokładnie. Tuż u podnóża charakterystycznych, wyśmiewanych przez wielu budynków znajdujących się na Grunwaldzie, ulokowały się trzy auta – dwa z jedzeniem oraz jedno z sześcioma kranami z piwem.

Gdzieś w oddali sennie sączy się muzyka puszczana przez DJ-a, stoliki ustawiono w taki sposób, aby miłośnicy słońca mogli usiąść na odsłoniętym placu, a co bardziej wrażliwi na grzejące promienie, schowali pod zadaszeniem. W zaadaptowanym póki co na magazyn pomieszczeniu znajdują się schludne toalety, a w zimie, kiedy temperatury znacząco spadną, właśnie tam przeniesione zostaną ławki z siedziskami.

Jestem wielkim fanem takich miejsc i choć może są w pewnym sensie hipsterskie, uważam, że tworzą duszę każdego miasta. Pozwalają poczuć rodowitym wrocławianom, ale i przyjezdnym, ten swoisty klimat, jaki ciężko uchwycić w wymuskanych restauracjach w centrum miasta. Craft na Manhattanie w stopniu doskonałym wykorzystuje niewykorzystany potencjał miejsca, przez które codziennie przewija się kilka tysięcy osób. Myślę sobie, że chciałbym mieszkać w jednym z tych bloków, żeby zejść wieczorem na piwo czy kolację. 

Impreza trwa codziennie od 12 do 22 i tylko czekam, aż odezwą się pierwsi sąsiedzi z pretensjami, że jest za głośno, co brzmi absurdalnie, kiedy przypomnimy sobie o tłukących się tu co dwie minuty tramwajach, zagłuszających wspomnianą muzykę. Z trucków Panczo i Food-Manii dochodzą przyjemne zapachy smażenia, w busiku Kontynuacji piwo leje się strumieniem z każdego z sześciu kranów, a cichy szmer rozmów gości miesza się ze wspomnianym szumem odległej o kilka metrów ulicy. Fajnie jest i choć staram się nie nadużywać tego określenia, tak właśnie w tym wypadku pasuje idealnie. 

Nie mogło obyć się bez jedzenia, więc na stół wjechały tacos z kurczakiem i pico de gallo (22 zł) od Panczo oraz kanapka Piwowar (23 zł) z Food-manii. Tacos jak zawsze idealnie pasują do takiej streetfoodowej, luźnej atmosfery. Odświeżające, pełne dodatków, kupuję jak zawsze. Wołowina z kanapki, upieczona z dodatkiem ciemnego piwa i miodu uderzyła lekką ostrością, nachosy przyjemnie chrupały, a bułka idealnie trzymała całość do samego końca. Jednego tylko zabrakło – większej ilości sosu, bo całościowo kanapka była trochę za sucha.

Jedno jest pewne – Craft na Manhattanie będzie bodźcem do powstawania kolejnych takich miejsc. Wrocław skrywa mnóstwo ciekawych i nieoczywistych lokalizacji, w których nic się nie dzieje, a można je ożywić i tutaj duża rola m.in. właścicieli food trucków mających problem ze znalezieniem stałych punktów postoju. Craft na Manhattanie – przyznaję maksymalną ocenę za pomysł i wykonanie, brawo!

Craft na Manhattanie

pl. Grunwaldzki 6

FB

Total 9 Votes
0

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments