Pora na zmiany – #grubasWPK podejmuje wyzwanie


Starsi czytelnicy pewnie doskonale zdają sobie sprawę z moich zmagań z wagą i świetnie pamiętają potyczki z kilogramami, które to przybywają, to uciekają co jakiś czas. W moim życiu po 20. roku życia takie sytuacje miały miejsce kilkukrotnie, kilka razy pokazywałem Wam tę walkę na łamach bloga. Kilka razy wygrałem bitwę, ale każdorazowo przegrywałem wojnę, a kilogramy wracały.

Jako absolwentowi AWF-u z jednej strony trochę mi wstyd moich ponad 100 kg przy wzroście 180 cm. Nooo, trochę wstyd, bo nauczyłem się z nimi żyć, a sympatyczne przezwisko nadane mi przez internetowych trollii – #grubasWPK, stało się niemal symbolem bloga. Jednak jako ten sam absolwent Akademii Wychowania Fizycznego i osoba kochająca sport i wszelaki ruch, gdzieś z tyłu głowy cały czas siedzi mi w głowie myśl: dlaczego?

Dlaczego człowiek tak bardzo miłujący ruch, uwielbiający grę w kosza, squasha, piłkę, tak bardzo nie potrafi zadbać o swoje ciało. Odpowiedzi na to pytanie jest wiele, choć jedna nasuwa się samoistnie i muszę to samokrytycznie stwierdzić, i nie jest to obżarstwo. Lenistwo. Ten proces odpowiadający za kompletny brak opanowania w utrzymywaniu wagi, to najzwyczajniej w świecie lenistwo do kwadratu. To ciągłe tłumaczenie się brakiem czasu – choć w ciągu dnia ze dwie godziny tracę na bezsensowne przerzucanie Facebooka i Instagrama. To wieczorne piwo czy dwa, te słodycze, od których jestem uzależniony w sposób kompletnie niekontrolowany, jakieś chipsy. To wszystko wpada do mojego organizmu i poza jakimiś pojedynczymi poniedziałkowymi gierkami w kosza, nie jest kompensowane spalaniem kalorii, nie wspominając o walorach zdrowotnych takiej kuracji, jaką sobie funduję.

W całym tym moim problemie czy też kłopocie z utrzymaniem wagi najśmieszniejsze jest to, że poza moimi słabostkami w postaci słodyczy itd., z racji pracy nad blogiem, należę do osób odżywiających się dość racjonalnie, a na pewno świadomie, i niestety, choć teksty typu – waga dodaje ci wiarygodności, są miłe, tak niestety w moim odczuciu pokazują jednak ludzką twarz z moimi słabościami.

Z jednej strony jakiś czas temu mamiłem się niby to żartobliwymi stwierdzeniami, że dieta jest dla słabychnigdy nie będę się odchudzać, itd. I tak, nie będę się odchudzać, ale w moim życiu już tak bywa, że czasami potrzebuję z pozoru kompletnie nic nieznaczącego bodźca, który przestawi jakąś zapadkę w mózgu i wezwie do działania. O tym, jaki to impuls, będzie zaraz, ale teraz kilka szczegółów.

  • od 1. czerwca #grubasWPK zaczyna dbać o siebie
  • odrzucam cukier w postaci słodkich napojów i wszelkiej maści słodyczy, które pożeram w ilościach hurtowych, i jak alkoholik uzależniony jest od trunków, tak jak na pewno uzależniłem się od cukru
  • uruchamiam rakietę do squasha i wracam do piłki, aby mieć cztery dni z mocnym wysiłkiem w postaci, którą lubię, bo niestety bieganie w moim wypadku odpada.

Czy to jakaś konkretna dieta? Nie, bo już wielokrotnie pisałem Wam, że czymś najgorszym w moim wypadku, jest narzucenie sobie określonych ram nazwanych dietą, których miałbym się trzymać. Jestem jednostką absolutnie niepotrafiącą dostosować się do kanonów i standardów zachowań, dlatego ma to być powolna, ale skuteczna nauka doprowadzania swojego organizmu do normalności. Przy mojej bardzo specyficznej działalności blogowej wręcz niemożliwym jest dostosowanie się do konkretnych warunków diety, dlatego to tym bardziej ciężkie zadanie. Wagą docelową dla osoby mojego wzrostu, wagą przy której dobrze się czuję, to 91-92 kg. Niestety obecnie bliżej mi 110, więc jak widzicie spora droga przede mną, a w międzyczasie wiele pokus. Festiwal Piwa, Gastro Miasto, wakacje. Nie będzie łatwo, ale jak nie teraz, to już chyba nigdy. Wiecie, nie mam problemów typu – nie jem regularnie, jem za późno, itd. Moim problemem jest to, że po regularnym śniadaniu, obiedzie i kolacji, dorzucam do swojego jadłospisu mnóstwo cukru w postaci najprostszych Michałków czy żelków.

Jak wspomniałem, na mojej drodze pojawią się pokusy i zdecydowanie nie mówię nie piwu na Festiwalu Piwa – to oczywiste. Nie dajmy się zwariować, ale postaram się ograniczać podobne wyskoki do minimum.

Może to śmiesznie zabrzmi, ale bodźcem, który przyczynił się do podjęcia kolejnej próby jest niepozorna akcja, do promocji której zaprosiła mnie Wroclavia. Od 31 maja do 5 czerwca odbywać się będą Dni Food&Wellness we Wroclavii. Pomyślałem sobie – facet, masz promować akcję, która mówi o zdrowym odżywianiu, ma trafić do mas, może przekonać choćby tych kilka osób jedzących właśnie hamburgera w McDonalds, aby jednak coś ze sobą zrobić, żeby podjąć decyzję o zmianie nawyków, a sam nie wyglądasz na okaz zdrowia. I tak mnie tknęło, że początek tego eventu będzie dobrym momentem na podjęcie własnego wyzwania.

Na koniec kilka słów o imprezie we Wroclavii, która popchnęła mnie do zmienienia czegoś. Zmienienia po raz 123., ale mam dziwne przeczucie, że tym razem się uda i wejdę na odpowiednie tory wagowe oraz nawykowe. Że udowodnię przede wszystkim sobie, że swego rodzaju zapuszczenie się wynika z lenistwa, a nie braku czasu. Koniec końców, jako ojciec dwójki synów, muszę myśleć w dużej mierze o nich, a przez pryzmat tego również na własne zdrowie. Dlatego od pierwszego czerwca startuję i podejmuję wyzwanie dotarcia do wagi bliskiej 90 kg. Realnie na koniec tego roku. Niebawem, a dokładniej pierwszego dnia czerwca na pewno podrzucę Wam nieco więcej szczegółów, wraz z dokładnymi pomiarami i wynikami badań, aby podejść do tematu całościowo. Trzymajcie kciuki, ale i dołączajcie do challenge’u – jego szczegóły podam na początku czerwca, bo tak jak coś zadziałało na mnie, może ten wpis zadziała na Was, a w grupie zawsze raźniej.

Od 31 maja do 5 czerwca w ramach Dni Food&Wellness we Wroclavii, będziecie mogli uczestniczyć w niezliczonej ilości akcji promujących zdrowy tryb życia, w tym przede wszystkim atrakcyjnych warsztatach kulinarnych, m.in. rodzinnych, prowadzonych przez dobrze znaną Beatę Śniechowską – powinny być fajną atrakcją dla dzieciaków z okazji Dnia dziecka, czy ze smakoterapii dla alergików, prowadzonych przez Iwonę Zasuwę.

Dajcie znać, jaka jest Wasza historia zmagań z wagą i zdrowym odżywianiem, sposobem życia. Jak radzicie sobie ze słabościami, jakich słabości nie potraficie zwalczyć. Każda rada na wagę złota! Do zobaczenia na sali i we Wroclavii.

Total 18 Votes
2

Tell us how can we improve this post?

+ = Verify Human or Spambot ?

Comments

comments